Scarlett Johansson

Udało jej się ominąć rafy show-biznesu bezpiecznie. Przede wszystkim dzięki miłości i opiece, którą dała jej rodzina.
Niedawno Scarlett znów wywołała niemałą sensację. Zrezygnowała z roli w "Mission Impossible 3" u boku Toma Cruise’a, by zagrać w niskobudżetowym filmie Woody’ego Allena. Z kasowego filmu akcji na rzecz prestiżowej produkcji.

Scarlett po raz kolejny dokonała więc wyboru, który prawdopodobnie - jak wiele poprzednich - wyjdzie jej na dobre. Umie bowiem znakomicie pokierować swoim życiem, a wszyscy, którzy z nią pracowali, rozpływają się w zachwytach nad dojrzałością życiową młodziutkiej aktorki. Sofia Coppola, z którą Scarlett kręciła "Między słowami", mówi: "Rozmawiając z nią, trudno oprzeć się wrażeniu, że ma na karku taką sumę doświadczeń jak niejeden wyjadacz". Sama Scarlett zawsze jednak podkreśla, że to, kim jest dzisiaj, to nie tylko jej zasługa. Bo kiedy była małą dziewczynką, najważniejsze decyzje podejmowali za nią inni.

Stara maleńka
Już w wieku trzech lat, wychodząc z kina, mówiła, że "ma w głowie pożar". Chciała grać i choć w rodzinie Johanssonów nie było aktorskich tradycji (matka Melanie zajmowała się domem, ojciec Karsten był architektem), rodzice szybko zorientowali się, że to nie jest tylko chwilowy kaprys dziecka.

"Matka miała sceptyczne podejście do zawodu, bo przemysł rozrywkowy bywa okrutny i tak naprawdę niezbyt kulturalny. Pamiętam jej słowa, kiedy chodziłyśmy na castingi: »Powinnyśmy poczekać, aż będziesz starsza. Tu trzeba dużo pracować«", mówiła Scarlett. Ale nie było rady na upór dziewczynki, która marzyła, że zostanie aktorką. Melanie zaczęła więc zabierać ją na setki castingów do reklamówek. Wystarczyło jednak, że Scarlett powiedziała kilka słów swoim ochrypłym głosem, który dziś stał się jej znakiem firmowym, i było po sprawie. "»Czy ona ma katar?«, pytano wciąż moją matkę", wspomina. Po każdej porażce Scarlett dostawała histerii.

Wtedy Melanie zmieniła strategię. Zaczęła prowadzać córkę na castingi do produkcji telewizyjnych, filmowych i teatralnych. Mieszkający w Nowym Jorku Johanssonowie zapisali też ośmioletnią Scarlett do dziecięcej sekcji w legendarnym Actor's Studio Lee Strasberga, by zdobywała podstawy zawodu. Tyle że już po semestrze jasne było, iż dziewczynka jest za zdolna i za dojrzała, by chodzić na zajęcia z rówieśnikami. Przeniesiono ją do grupy młodych dorosłych. Rok później wystąpiła u boku Ethana Hawka na Broadwayu, a jako 14-latka w "Zaklinaczu koni" z Robertem Redfordem. "To dziecko o duszy 30-latki", powiedział o niej zachwycony gwiazdor.


Poprzeczka w górę
Stało się jasne, że szkoda byłoby rozmieniać talent Scarlett na drobne. Tymczasem większość propozycji nie była zbyt wysokich lotów. "Oferowano mi role albo zgwałconych i poćwiartowanych nastolatek, albo młodych sportsmenek walczących z ciężką chorobą", śmieje się dziś aktorka. Nie chciała grać w takich filmach, lecz w obrazach dla dorosłych u boku największych gwiazd. "Tak! Zawsze wiedziałam, jak ma wyglądać moja kariera. Postanowiłam świadomie korzystać ze swojego talentu", wspominała tamte czasy. "Towarzystwo wielkich gwiazd podnosi poprzeczkę. Kiedy pracuję z kimś, kogo podziwiam, przez cały czas staram się być lepszą aktorką", uważa Scarlett.
Jej ambicje wspierała rodzina. "Na szczęście nie musiałam zarabiać na życie, więc nie musiałam występować w gniotach. Mogłam przyjmować tylko takie role, które mogłyby się okazać ważne dla mojej kariery i po prostu sprawić mi satysfakcję", wspominała. Ojciec Karsten utrzymywał rodzinę, a Scarlett za pierwszą dużą gażę mogła sobie zrobić przyjemność i kupić zegarek Cartiera.
Wkrótce Melanie znalazła dla córki profesjonalnego agenta. W wieku 15 lat Scarlett weszła w świat dorosłych.

Pamiętaj o Drew
To był ryzykowny krok. Mogła podzielić los większości dziecięcych gwiazd, które nie wytrzymały ciśnienia sławy. Drew Barrymore, Macaulaya Malculkina, Christiny Ricci czy Rivera Pheonixa, który zmarł z przedawkowania narkotyków.
"Na przyjęciach, w których musiałam uczestniczyć, średnia wieku nigdy nie była poniżej czterdziestki", mówi Scarlett. Były więc i alkohol, i prochy, i starsi mężczyźni głodni wrażeń. "Młode kobiety zawsze są narażone na to, że staną się obiektem westchnień panów w średnim wieku. Dlaczego tak do mnie lgną? Nie wiem. Chyba dlatego, że młodość jest atrakcyjna", mówiła w jednym z wywiadów.
Melanie od początku uświadamiała Scarlett, co może się stać, jeśli nie będzie roztropna. W wieku siedmiu lat pokazała jej "Milczenie owiec" z Jodie Foster, która mogła być wzorem dla dziewczyny, ale też podsunęła artykuły o Drew Barrymore. "Z wypiekami na twarzy czytałam historie o nałogach Drew. I starałam się nie popełniać błędów, bo o to bardzo łatwo w tym biznesie", wspominała aktorka. Scarlett zbyt zależało na grze, by zmarnować swoją szansę. Melanie miała też do córki odpowiednie podejście. "Mama nigdy nie pytała wprost, czy zażywam narkotyki. Tylko wyraźnie dawała do zrozumienia, czego nie akceptuje. I to mi wystarczało".

Coś za coś
Johanssonowie od początku postanowili, że Scarlett musi być pod stałą opieką. Stawiali sprawę jasno: "Możesz grać w filmach, ale musisz żyć jak inne dzieci, skończyć szkołę", wspomina Scarlett. Dzięki temu przez większą część kariery aktorka prowadziła względnie normalne życie. "Póki się dało, chodziłam do szkoły, a filmy kręciłam w wakacje."
Najpierw Scarlett chodziła do szkoły publicznej. Kiedy zaś okazało się, że nie tolerują tam jej dłuższych nieobecności, matka przeniosła ją do prywatnej, którą skończyła ze świetnymi wynikami. Scarlett umawiała się na randki już jako 14-latka, ale tylko z kolegami ze szkoły. Z jednym była dwa i pół roku, z drugim, Faizem Ahmadem, który jeszcze towarzyszył jej w przygotowaniach do filmu Sofii Coppoli na Hokkaido, zerwała po półtorarocznej znajomości.
Sytuacja mogła wymknąć się spod kontroli jedynie wtedy, gdy Scarlett wyjeżdżała z domu. Ale i na to rodzice znaleźli sposób. Melanie jechała z córką. I to nie tylko wtedy, gdy była bardzo młoda. Na planie "Dziewczyny z perłą" obecna była od początku do końca. "To niesamowicie twarda kobieta. Ale musi taka być. W końcu chodzi o jej dziecko", mówił o Melanie reżyser filmu Peter Webber. Podczas kręcenia "Między słowami" na początku Scarlett wyjechała do Tokio sama, ale kiedy zaczęła pisać do Melanie sms-y typu: "Przyjedź i uściskaj mnie", Melanie zjawiła się natychmiast.

Samotność długodystansowca
Kariera Scarlett nie tylko więc nie załamała się, lecz kwitnie jak nigdy dotąd. Aktorka mówi, że nie ma nawet czasu na miłość. "Jestem singlem. Dużo pracuję. Nie mam czasu na poważny związek, a niepoważne mnie nie interesują. Staram się nie uronić ani minuty. Wiem, że to moja inwestycja w całą karierę. Trzeba chwytać swoją szansę, bo w tym zawodzie kariera trwa krótko. Hollywood pełne jest sfrustrowanych 30-latek".
Wbrew temu, co bulwarowa prasa pisała o jej związkach z ekranowymi partnerami, ani ona nimi, ani oni nią nie byli zainteresowani. Colin Firth z "Dziewczyny z perłą" okazał się na przykład typowym grzecznym, ale zdystansowanym Anglikiem. "Krótko mówiąc, kontaktowaliśmy się głównie na planie. A że »Dziewczyna...« ma mało dialogów, była więc niewielka szansa, żebyśmy się lepiej poznali". "Bill zaś (mowa o Murrayu, partnerze z »Między słowami«) to bardzo poważny facet. Jak większość komików. Pracowało nam się doskonale, ale po zdjęciach nie spędzaliśmy czasu wspólnie". Więcej uwagi obiecującej aktorce poświęcili jedynie Robert Redford i John Travolta. "Uwielbiam Johna, to prawda. Bo to on nauczył mnie, jak budować długofalową karierę".

Spokojnych snów, Scarlett
Choć w wieku 21 lat sama już potrafi decydować o sobie, nadal pozostaje w stałym kontakcie z rodzicami. Ojciec wykończył jej mieszkanie w Los Angeles, a Melanie nadal czyta ze Scarlett scenariusze i dopilnowuje umów. Jest największą przyjaciółką i powierniczką córki. "Jestem bardzo samodzielną osobą. Ale jeszcze bardzo potrzebuję miłości i troski", twierdzi sama aktorka. Bo zdaniem Scarlett kochająca się rodzina to podstawa sukcesu. I ona też taką zbuduje, gdy tylko nacieszy się graniem.

Magda Łuków
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)