Rosario Dawson

Wychowała się w nędzy i doskonale wie, że nie wszystkich życie rozpieszcza. Ona jednak nie ma teraz powodów do narzekań.
Po roli w najnowszym filmie Quentina Tarantino uznano ją za jedną z najseksowniejszych aktorek w historii kina.

Jestem dzieckiem, które zostało poczęte, ponieważ pękła prezerwatywa – tak opowieść o sobie rozpoczyna Rosario Dawson.
28-letnia aktorka przyszła na świat w nowojorskim szpitalu na Brooklynie. Jej matka, Isabel, rodząc ją miała 16 lat. Była samotna, nie miała pieniędzy. Ojciec Rosario, Patrick Harris, ulotnił się podczas pierwszych miesięcy ciąży. Jej matka nie bardzo wiedziała, gdzie zamieszka ze swoją nowo narodzoną córką. Na szczęście poznała elektryka, Grega Dawsona, który pokochał i ją, i niezwykłej urody dziewczynkę. We trójkę zamieszkali na dolnym Manhattanie w małym wilgotnym mieszkanku. „Pamiętam, że byliśmy biedni, ale szczęśliwi. Bardzo kocham Grega i od początku nazywałam go swoim tatą. Niedługo potem na świat przyszedł mój młodszy brat i wtedy rodzice zdecydowali, że musimy zmienić mieszkanie na większe. Po drugiej stronie ulicy stał budynek, w którym kilka lat wcześniej wybuchł pożar. Nie było tam wody, ciepła ani elektryczności. Za to były przestronne pokoje i matka zdecydowała, że powinniśmy się tam wprowadzić. Tata zadbał, żeby było światło, wodę z początku nosiliśmy od sąsiadów. Było biednie, ale z bratem czuliśmy się tam jak w raju”, opowiada Rosario. I dodaje: „Mam świadomość, że moje dzieciństwo diametralnie różni się od tego, które miało większość amerykańskich aktorów. Nie zamieniłabym go jednak na inne”.

Marzenia o Noblu
Z dzieciństwa Rosario pamięta też rozmowy z matką o niebezpiecznym seksie, który może doprowadzić do śmiertelnej choroby. „AIDS – to słowo codziennie pojawiało się w naszym domu. Miałam koleżanki zarażone tym wirusem i znałam chłopców, o których mówiło się, że są kochankami śmierci. Dzięki matce wiedziałam, jak mam się przed tym chronić”.
Już jako dziecko Rosario zwracała na siebie uwagę. Po matce Portorykance odziedziczyła skórę o czekoladowym odcieniu, ciemne włosy i wielkie oczy. Rówieśnicy lubili ją za żywiołowy temperament i za to, że zawsze była prowodyrką najciekawszych zabaw. Ale lubiła też z koleżankami siadać na schodach przed domem i marzyć o tym, co czeka ją w przyszłości. Ona chciała zostać makrobiologiem i za odkrycia w dziedzinie nauki otrzymać kiedyś Nagrodę Nobla.
Pewnego dnia tak rozmarzoną zobaczył ją fotograf i reżyser Larry Clark. Zachwycony urodą nastolatki zaproponował jej rolę w filmie „Dzieciaki” – poruszającej opowieści o dzieciach nowojorskiej ulicy, których życie to narkotyki i przygodny seks. „Na planie filmowym poznałam samą siebie. Okazało się, że świetnie odnajduję się w rolach niegrzecznych dziewczyn. Zrozumiałam, że aktorstwo to moja droga”. „Dzieciaki” stały się w USA głośnym filmem, a do Rosario zadzwonił sam Spike Lee. Zaproponował jej rolę w dwóch filmach. Dawson zaczęła nowe życie.

To przecież ja!
„Hollywood nie zmienia duszy. Jeśli masz hierarchię wartości wyniesioną z domu i wiesz, co jest najważniejsze, nic nie jest w stanie tego zmienić”, mówi dziś Rosario, która kilka lat temu mieszkanie w Nowym Jorku zamieniła na apartament w Los Angeles. Co jest dla niej najważniejsze w życiu? „Chcę pełnymi garściami czerpać z tego, co wokół mnie. Najgorsze, co mogłoby mnie spotkać, to nuda. Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką i nie chcę nią być. Wyznaję zasadę, że lepiej zrobić coś i potem tego żałować, niż nie robić nic i potem żałować, że się nigdy nie zgrzeszyło”, mówi.
Jej prawdziwa kariera rozpoczęła się, kiedy na planie „Aleksandra” wcieliła się w królową Roksanę, pierwszą żonę tytułowego króla. „Ta rola była dla mnie trampoliną. Wiedziałam, że praca z Colinem Farrellem i Oliverem Stonem zaprocentuje”, opowiada aktorka. Niebawem brawurowo zagrała prostytutkę Gail w filmie Roberta Rodrigueza „Sin Sity”. Na planie tego obrazu rozpoczęła się jej przyjaźń z reżyserem. „Uwielbiam pracować z Robertem. Myślę, że on potrafi wydobyć z aktora to, co w nim najlepsze. Na planie zrobiłabym dla niego wszystko. Nawet w najbardziej ostrych scenach nie pozwalam, żeby grała za mnie dublerka”, opowiada Rosario.

Po roli Abernathy w filmie Quentina Tarantino „Grindhouse. The death proof” (można go właśnie zobaczyć w polskich kinach) Rosario została uznana za jedną z najseksowniejszych aktorek w historii kina. „Wiem, że w dzisiejszych czasach wygląd jest prawie tak samo ważny, jak umiejętności. I nie ma sensu z tym walczyć. Potrafię wyglądać jak uosobienie seksu i wcale się tego nie wstydzę. Jestem aktorką, powinnam to umieć”, opowiada Rosario. Ciągle nie może uwierzyć w to, że jest rozpoznawana na ulicy i fani co chwila proszą ją o autografy. „Pamiętam moment, gdy któregoś dnia weszłam do sklepu po jakieś drobne zakupy i mój wzrok padł na okładkę pisma «Rolling Stone». Ze zdumieniem zauważyłam tam swoje zdjęcie i na cały głos krzyknęłam: «Wielkie nieba! To przecież ja!» Chyba jeszcze muszę się nauczyć zachowywać, jak na gwiazdę przystało”.
Teraz jednak nie tylko aktorstwo ją pasjonuje. Aktorka zaangażowała się w działalność charytatywną, mającą na celu propagowanie informacji na temat AIDS, wystąpiła też w teledyskach Prince’a, Chemical Brothers, OutKast’s. Co chciałaby robić w przyszłości? „Chciałabym być kochana”, odpowiada od razu.

Czekając na miłość
„Moi rodzice są dla mnie wspaniałym przykładem związku. Nauczyłam się od nich, że ludzie powinni się wspierać niezależnie od tego, co im się przydarza. Chciałabym kiedyś spotkać mężczyznę, z którym będę się czuła bezpiecznie”, powiedziała Rosario jesienią ubiegłego roku. Wtedy po dwóch latach znajomości rozstała się z aktorem Jasonem Lewisem. Rosario była przekonana, że ich znajomość zakończy się ślubem. Poznali się na przyjęciu u przyjaciół i szybko zamieszkali razem. Ale Rosario od początku przeszkadzało to, że Jason uwielbia towarzystwo innych kobiet. Po roli w „Seksie w wielkim mieście” Jason wygrywał w plebiscytach na najbardziej pożądanego mężczyznę w USA i bardzo się tym tytułem chlubił.
„Pamiętam jedno z przyjęć, na które przyszliśmy razem. Kiedy tylko Jason wszedł, obecne panie otoczyły go kołem, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. Kiedy kobiety zaczęły go gładzić po udach i włosach, stwierdziłam, że to przesada i wyszłam”, opowiada Rosario. Lewis tymczasem uważał to za zabawne i nigdy nie czuł się winny wobec swojej dziewczyny. Po kilku takich incydentach Rosario postanowiła zakończyć ten związek. „Miałam wokół siebie przyjaciół, którzy mnie wspierali w trakcie rozstania. Wiedziałam, że nawet  bez Jasona nie będę czuła się samotna”.
Niedawno amerykańscy dziennikarze spekulowali na temat romansu aktorki i reżysera Eliego Rotha. Rosario nie chce tego komentować. „Na razie nie mam czasu na budowanie związków. Teraz chcę się bawić”, mówi i opowiada o swoim ostatnim weekendzie, po którym wróciła do domu w poniedziałek o ósmej rano. „W piątek spotkaliśmy się z Quentinem Tarantino w Tropicana Bar i opijaliśmy sukces „Grindhouse”. Imprezę zakończyliśmy w sobotę po południu i od razu pojechałam na przyjęcie urodzinowe moich przyjaciół do Malibu. W niedzielę zaproszona byłam na imprezę w dolnym Los Angeles. Dużo wypiłam i w ogóle nie spałam. Uwielbiam takie weekendy”, przyznaje szczerze Rosario.

Już niedługo umrę
Aktorka marzy o tym, że kiedyś szczęśliwie wyjdzie za mąż, ale jej zdaniem nie należy się z tym spieszyć, bo wszystko w życiu dzieje się w odpowiednim czasie. „Niezależnie od tego, co spotka mnie w życiu, chciałabym, żeby spełniło się moje jedno marzenie: leżę w łóżku i mam świadomość, że już niedługo umrę. Nie jestem jednak smutna. Wspominam swoje życie i uśmiecham się. Niczego nie żałuję. Nie chciałabym cofnąć czasu. Jestem szczęśliwa, że dane mi było przeżyć to, co przeżyłam”.

Iza Bartosz / Viva
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)