Piękne od zaraz

Ruszył reality show pod hasłem "Chcę być piękna".
 
Na casting do programu „Chcę być piękna”, zorganizowany przez telewizję Polsat, zgłosiła się rekordowa liczba kandydatek – 100 tysięcy. Wybrano 26 kobiet, najstarsza ma 57 lat.

Bohaterki poddawane będą drakońskim dietom, zabiegom odsysania tłuszczu i innym. Operacje plastyczne wartości od 100 do 150 tysięcy złotych sfinansuje telewizja, a przeprowadzą je wybitni polscy chirurdzy, specjaliści medycyny estetycznej. „Szukaliśmy kobiet, które chcą zmienić nie tylko wygląd, ale i swoje życie”, tłumaczy reżyser programu Krzysztof Landsberg.

W Polsce zabiegi te wciąż są zbyt drogie, żeby mogły być powszechne. W USA cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Aż jedna czwarta Amerykanów rozważa poddanie się operacji plastycznej. Przykład idzie z góry, czyli z Hollywood.

Uroda jako inwestycja
Hollywood to kraina złudzeń. Kto chce żyć szczęśliwie, musi być piękny i młody. Gwiazdom łatwiej przyznać się do uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy seksu niż do korzystania z usług chirurga plastycznego. Gdyby im wierzyć, mielibyśmy w Hollywood do czynienia z zabawnym paradoksem. Nigdzie na świecie nie ma tylu zapracowanych i piekielnie drogich chirurgów plastycznych, którzy nie mają klientów! Ale gwiazdy niepotrzebnie się wypierają, bo operacje cieszą się powszechną społeczną akceptacją. Udowodniły to programy telewizyjne, do których zgłaszają się ochotnicy gotowi na wszystko, byleby tylko zmienić swój wygląd.

 
Amerykański muzyczny kanał MTV wprowadził na antenę program „I want a famous face” (chcę mieć sławną twarz). Uczestnicy przeszli szereg operacji plastycznych i zabiegów, w rezultacie których upodabniali się do swojego idola. Na początek MTV sfinansowało operację pary ochotników, którzy chcieli wyglądać jak Brad Pitt. Aby to osiągnąć, bracia Matt i Mike musieli się sporo nacierpieć. Nałożono im na zęby porcelanowy luminat, zmieniono kształt nosów i uwypuklono kości policzkowe. W kolejnym odcinku 19-letnia Susan powiększała sobie usta i biust silikonem, żeby wyglądać jak Pamela Anderson. Najwięcej kontrowersji wzbudził transseksualista Tom, który przeistoczył się w Jennifer Lopez. Uczestnicy programu chętnie rezygnowali z własnej tożsamości. Ich największym marzeniem było stać się sobowtórem gwiazdy.
Zainteresowanie tym programem było w USA tak ogromne, że na fali sukcesu natychmiast pojawiło się kolejne reality show – „Swan” (łabędź). Do organizatorów zgłaszali się zdesperowani ludzie, niezadowoleni ze swego wyglądu. W każdym odcinku oglądać można było przemianę „brzydkiego kaczątka” w pięknego „łabędzia”.

Żyjemy w czasach, w których wygląd liczy się często bardziej niż talent. W USA niemal wszystkie kandydatki na modelki i aktorki zaczynają karierę od zmniejszenia nosa, powiększenia piersi i ust, odsysania tłuszczu z pośladków i ud i na tym najczęściej się nie kończy...

Gwiazdy zza oceanu operacje plastyczne mają wpisane w życiorys. „Młodość na zamówienie” zależy tylko od grubości portfela. Doprowadzenie swojego wyglądu do perfekcji – od stóp do głów – kosztuje 340 tysięcy dolarów. Tyle zapłaciła 43-letnia Demi Moore za dobre samopoczucie u boku młodszego o 15 lat męża, Ashtona Kutchera. 53-letnia Sharon Osbourne nie wahała się wydać aż pięć milionów dolarów, żeby poczuć się piękną. Zmieniła sobie wszystko, co tylko możliwe, i jest zadowolona z efektu. „Zawsze uważałam się za nieatrakcyjną kobietę, teraz nabrałam pewności siebie”, przekonuje. Nie ukrywa, że zamierza poddawać się kolejnym operacjom i zabiegom.

Prawdziwym hitem w Ameryce są od dłuższego czasu zastrzyki z botoksu. Wygładzają zmarszczki, ale paraliżują mięśnie twarzy. Gwiazdy stosujące botoks wyglądają młodziej, tracą za to naturalny wyraz twarzy i własną mimikę. 63-letni reżyser Martin Scorsese uważa, że w Hollywood coraz trudniej znaleźć aktorów, którzy potrafią wyrażać emocje. Ich twarze wyglądają jak maski.



Gwiazdy do poprawki
Do połowy lat 90. operacje plastyczne były tematem tabu. O tym, co kto sobie zoperował, szeptano na przyjęciach, lecz nikt raczej nie roztrząsał tego tematu publicznie. Tylko nieliczne gwiazdy decydowały się opowiedzieć o swoich przygodach ze skalpelem. „Przyznaję się – sama siebie stworzyłam”, żartowała Dolly Parton. „Zafundowałam sobie piersi, o jakich marzą wszyscy mężczyźni. Mam nadzieję, że pod pokaźnym biustem dostrzegą moje wielkie serce”. W autobiografii cały rozdział poświęciła swoim ulubionym chirurgom plastycznym: „Doktor Frank Kramer – twarz, doktor John Grossman – biust...”


„Czuję się młodo, ale wyglądam staro” – to problem, z jakim gwiazdy zgłaszają się po pomoc do renomowanych specjalistów. Lekarze ze skalpelami zajmują się najczęściej zdrowymi pacjentami. Co więc leczą? Kompleksy. Od psychologa różnią się tylko tym, że tną. Operują twarz, biust czy pośladki, bo nie potrafią zoperować umęczonej wyobraźni. Chirurgia plastyczna to żyła złota XXI wieku.

Dziś takie wydarzenia, jak wręczenie Złotych Globów czy Oscarów, to na równi święto przemysłu filmowego, wielkich projektantów mody, jak i chirurgów plastycznych, którzy przygotowują bohaterów wieczoru na spotkanie z kamerami. „Uroda to nie dar niebios, a inwestycja”, przekonują.

 
Dzisiejsze gwiazdy unikają spektakularnych jednorazowych przeobrażeń. Najczęściej decydują się na drobne, stopniowe korekty, żeby nie wzbudzać podejrzeń i nadal wyglądać naturalnie. Przeważnie powiększają sobie usta i biust. Victoria Beckham nie przyznała się do zabiegu. „Te piersi są moje”, broniła się przed dociekliwymi pytaniami. Ale nie uszło niczyjej uwagi, że chętniej je teraz eksponuje. Podobnie jak Jane Fonda, Courtney Love, Andie MacDowell, Liz Hurley, Sharon Stone i Tori Spelling, która oprócz większego biustu i innego nosa, zapragnęła innego podbródka i policzków. Nos i policzki zmieniła także Michelle Pfeiffer, Barbra Streisand, Madonna, Uma Thurman i Winona Ryder.

Melanie Griffith zainwestowała w silikonowe implanty w 1990 roku, przygotowując się do roli w „Targowisku próżności”. Powiększyła sobie biust o dwa rozmiary, a potem, zachęcona efektem, powiększyła także usta. Wyglądają sztucznie, jak rybi pyszczek i nie dodają aktorce uroku. Mąż Antonio Banderas zabrania jej dalszych eksperymentów odmładzających i zapewnia, że kocha ją taką, jaka jest.
Demi Moore też kiedyś powiększała biust, ale ostatnio zmniejszyła, żeby wyglądać młodziej i naturalniej. Piersi w mniejszym rozmiarze zafundowały sobie także Drew Barrymore i Queen Latifah. Priscilla Presley twierdzi, że kliniki chirurgiczne odwiedza tylko, by zrobić sobie chemiczny peeling, ale gołym okiem widać, że to nie jest prawda. Meg Ryan obraża się za pytania, czy powiększyła sobie usta. Podobnie Lara Flynn Boyle. Jednak ich zdjęcia obecne, zestawione z tymi z przeszłości, nie kłamią – obie miały zabieg. Tom Cruise przyznaje się tylko do tego, że na początku kariery skorygował nos. Jennifer Lopez się nie przyznaje. Podobnie jak Oprah Winfrey, która z roku na rok młodnieje, a jednak z uporem twierdzi, że to zasługa łaskawej natury. Za to premier Włoch Silvio Berlusconi, zachęcony przykładem Eltona Johna, przeszczepił sobie ostatnio włosy. Nie robi z tego tajemnicy i oswaja z tym zjawiskiem świat polityki.
Polskie gwiazdy też zaczynają otwarcie mówić o poprawianiu urody. Większy rozmiar swoich piersi ogłosiła Anja Orthodox, wokalistka Closterkeller, a także Mandaryna. Kayah przyznała się, że zmieniła sobie kształt nosa. To samo zrobiła aktorka, Anna Powierza. O swoich operacjach opowiedziały w mediach siostry Anna i Maria Bojarskie, Hanna Bakuła i Fiolka Najdanowicz.

Ekstremalni, karykaturalni
Rekordzistką jest Cher, która przeszła 30 operacji plastycznych. Zmieniła w sobie prawie wszystko, nie zawahała się nawet przed wycięciem kilku żeber, żeby mieć talię jak osa. Sylvester Stallone doszedł do wniosku, że worki pod oczami i wiszący podbródek nie pasują do wizerunku walecznego Rambo i też skorzystał z pomocy chirurga. Arnold Schwarzenegger skorygował zbyt wydatną brodę. Michael Douglas z pomocą skalpela pozbył się skutków otyłości: zniknął podwójny podbródek, otłuszczona szyja i brzuch. Często robi też liftingi twarzy, a jego żona Catherine Zeta-Jones zoperowała sobie powieki i czoło.
Twarz Richarda Chamberlaina czy Mickeya Rourke po kolejnych liftingach zmieniła się w groteskę. Silikonowy biust Pameli Anderson też bardziej śmieszy niż poraża. Wieczną młodością próbuje nas omamić wiekowa Joan Collins, znana jako Alexis z „Dynastii”. Bez cienia zażenowania chlubi się operacjami plastycznymi i kolejnymi, coraz młodszymi mężami.
Podobnej szczerości nie można oczekiwać od Michaela Jacksona, który chyba jako jedyny na świecie wierzy w to, że nie przeszedł wielu operacji plastycznych.

Do „galerii potworów”, ofiar medycyny estetycznej i własnych kompleksów, oprócz Michaela Jacksona i jego siostry Janet, zaliczyć można Jocelyne Wildenstein. Ekscentryczna Szwajcarka, na stałe mieszkająca w Kenii, na własnej skórze przekonała się, do czego może doprowadzić miłość do dzikich zwierząt. Przed laty ta atrakcyjna blondynka, zafascynowana urodą drapieżników, zażądała od chirurga, by nadał jej twarzy kocie rysy. Po kilku operacjach nie mogła już domknąć powiek. Po kolejnych zaczęła przeobrażać się w monstrum. Kiedy przerażony mąż uciekł od niej, zażądała od niego odszkodowania i dostała je. Zamieszkała z prawnikiem, który tak dzielnie walczył o jej interesy. On wkrótce też został maniakiem operacji plastycznych. Mówią o nich „państwo Frankenstein”.
„Trzeba znać umiar”, ostrzegają lekarze. „W przeciwnym razie łatwo przejść granicę, za którą człowiek zmienia się w swoją karykaturę”.

 
Ranking chirurgów
Amerykanie uwielbiają rankingi. Niedawno ogłosili ranking właścicieli najczęściej kopiowanych części ciała. Oto wyniki: oczy – Tom Cruise, pupa – Jennifer Lopez, broda – Sandra Bullock, piersi Giselle Bündchen, nogi – Adriana Sklenarikova, nos – Nicole Kidman, usta – Angelina Jolie, kobieca figura – Liz Hurley, męska sylwetka – Matthew McConaughey.

W innym rankingu chirurdzy plastyczni, zrzeszeni w American Academy of Facial Plastic and Reconstructive Surgery, wybierali najpiękniejszych ludzi XXI wieku. Wygrała Walijka Catherine Zeta-Jones. Na swojej oficjalnej stronie chirurdzy napisali o niej: „To symbol piękna XXI wieku, uosobienie współczesnej estetyki”. Wicemiss w tym zestawieniu została pochodząca z RPA Charlize Theron. Trzecie miejsce zajęła aktorka chińskiego pochodzenia, Lucy Liu.

Oprócz rankingu chirurdzy mają całkiem nową ofertę – projektowanie waginy. W Beverly Hills to najnowszy trend. Do Laserowego Centrum Projektowania i Odnowy Waginy zgłaszają się kobiety, które chcą operacyjnie zmienić i upiększyć swoje przyrodzenie. Instytut dysponuje bogatym portfolio, w którym prezentowane są zdjęcia modnych wagin, na przykład „w stylu Armaniego”. Oprócz tego oferowane są rutynowe zabiegi rekonstrukcji błony dziewiczej, popularne u klientek ze Środkowego Wschodu. A także nowość – zastrzyki z kolagenu w punkt G, ułatwiające i przyspieszające dochodzenie do orgazmu.

Precz ze skalpelem!
W Hollywood nie brak też głosów próbujących położyć kres urodowemu szaleństwu. „To przykre, ale starość jest w Los Angeles traktowana jak choroba, którą trzeba wstydliwie ukrywać. Pogoń za urodą i wieczną młodością to obsesja, która prowadzi w ślepą uliczkę”, przekonuje 46-letnia Rosanna Arquette, aktorka. Wtóruje jej Cate Blanchett, która uważa, że firmy kosmetyczne wpędzają kobiety w paranoję i lęk przed starością. Jamie Lee Curtis przyznała się do operacji plastycznych i przestrzega przed nimi inne kobiety. Twierdzi, że poprawianie urody skalpelem to błąd. „Odsysałam sobie tłuszcz z ud, przez co stało się widoczne, że mam go za dużo gdzie indziej. Od tamtej pory nie pokazuję się w kostiumie kąpielowym. Czuję się gorzej niż przedtem”, zwierza się aktorka. „Moda na operacje plastyczne to szaleństwo i głupota. Ludzie w Hollywood traktują siebie jak towar, a swoje ciało jak kanapę, którą oddaje się do renowacji. Zapominają, że najważniejsza jest akceptacja siebie i wewnętrzne piękno”, dodaje. W podobnym duchu wypowiada się również Halle Berry, która w młodości skorygowała sobie nos, ale nie przyznaje się do tego. „Mamy obsesje na punkcie młodości i wyglądu. To smutne patrzeć, jak kobiety okaleczają się, chcąc sprostać tym chorym wymaganiom”, mówi.

Do frontu „antychirurgicznego” dołączyła ostatnio inna weteranka operacji plastycznych – Sarah Jessica Parker, a także piosenkarka Tony Braxton. Kilka lat temu przeżyła szok, kiedy to w jednej z jej piersi „eksplodowała” silikonowa wkładka. „Od tej pory do skalpela mam zdrowy dystans”, przyznaje.
Nowy trend w Hollywood gorąco powitały te nieliczne aktorki, które od dawna wyrażają swój sprzeciw wobec magii skalpela, jak Susan Sarandon, która mając 56 lat nadal uchodzi za piękność. Ze swojego wyglądu zadowolona jest także 51-letnia Sigourney Weaver. „Nigdy nie czułam się lepiej i piękniej niż teraz, po pięćdziesiątce”, przekonuje.

Magda Majewska/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/11 lat temu
WITAM JESTEM W SYTUACJI BEZ WYJSCIA STRACILAM WSZTSTKO RODZINE I PEWNOSC SIEBIE MOWIA O MNIE BRZYDULA PROSZE O POMOC NIE ZNAM STRONY INTERNETIWEJ A CHCIALABYM ZNAC DO PROGRAMU LABEDZIEM BYC A MOZE WY MI POMOZECIE ZAPROSICIE MNIE NA CASTING JESTEM W ROSTERCE STRACILAM WSZYSTKO PRZEZ MOJA URODE I NIE DBALSTWO ZOSTALAM SAMA NIE MOGE TERAZ MYSLEC O JAKIEJIES RANDCE BO NIKT NIE ZDOLA NA MNIE POPATRZEC POMOCY
/11 lat temu
iwonko,na pewno nie jest tak zle!!!!! nie probuj sie kreowac na jakas sylikonowa lale z telewizji!!! faceci nie lubia plastiku!!! zycie to nie hollywood!!! uwierz ze jestes piekna bez operacji:) ja tez mam wiele zastrzezen do swojego wygladu.... ale wiem ze osoba ktora kocham akceptuje mnie taka jaka jestem:) bo tak naprawde liczy sie wnetrze... uroda to tylko dodatek... glowa do gory:)