Martha Stewart

Właśnie wyszła na wolność i oświadczyła, że nie spocznie, dopóki nie odzyska pozycji i dobrego imienia.
Gdy w połowie lipca zeszłego roku sąd skazał ją na więzienie, wydawało się, że jest skończona. Niesłusznie. Po pięciu miesiącach więzienia w Alderson w zachodniej Wirginii jest nie do poznania. Szczuplejsza, młodsza z wyglądu o jakieś dziesięć lat, w doskonałej kondycji psychicznej, 63-letnia Stewart sprawia wrażenie, jakby wróciła z Bermudów. Skoncentrowana „niczym pocisk w locie”, jak się wyraził jej prawnik Allen Grubman, ostro zabiera się do pracy.
I choć ma przed sobą jeszcze pięć miesięcy domowego aresztu, już będzie przygotowywała popularny w USA reality show „The Apprentice: Martha Stewart” (Praktykanci). Zamierza też wydać dwie książki: jedną o tym, jak kobieta z jej pozycją ma przetrwać w więzieniu, oraz drugą, autobiograficzną, w której zamierza udowodnić swoją niewinność. Wydaniem obu zainteresowanych już jest kilka wydawnictw, w tym Miramax Books. Tylko więc patrzeć, jak studio filmowe Miramaxu nakręci na ich podstawie filmy.
Martha twierdzi przy tym, że to dopiero początek. „I’ll be back” (jeszcze tu wrócę), zapowiada, posługując się jednym z najczęściej cytowanych zwrotów filmowych z końcówki „Terminatora” z Arnoldem Schwarzeneggerem. Martha jest bowiem zdania, że w amerykańskim biznesie to normalne, że raz jest się na szczycie, a raz na dnie. A teraz zostało jej już tylko pięcie się w górę.

Anatomia upadku
Gdyby ta zapowiedź padła z ust kogoś innego, można by ją uznać za żart. W końcu po aferze giełdowej, porównywanej do afery Enronu, Martha straciła większość dorobku swego życia. Przypomnijmy. W czerwcu 2002 roku FBI aresztuje Samuela Waksala, szefa firmy farmaceutycznej ImClone. Waksal zostaje oskarżony o pozbywanie się akcji swojej spółki oraz udostępnienie kilku osobom w grudniu 2001 roku poufnych informacji o tym, że firma nie dostała zgody Food and Drug Administration (Agencji ds. Żywności i Leków) na wypuszczenie na rynek leku antyrakowego o nazwie Erbitux, a co za tym idzie, jej akcje spadną na łeb, na szyję.
W kręgu podejrzanych pojawia się Martha, która jest przyjaciółką Waksala i sprzedaje swoje akcje ImClone dokładnie w przeddzień ogłoszenia decyzji FDA. Zarabia jednak na tym tylko 48 tysięcy dolarów, co jest śmieszną sumą w zestawieniu z jej majątkiem, który szacuje się wówczas na dwa miliardy dolarów.
Martha zaprzecza, że była uprzedzona przez Waksala. Odmawia współpracy z FBI. Mimo to staje przed sądem oskarżona o malwersacje giełdowe. Prokuratura nie ma jednak niezbitych dowodów. Zeznania przyjaciółki Marthy, Marianny Pasternak, której Stewart rzekomo podczas wspólnych wakacji w Meksyku zdradziła, że dostała ostrzeżenie o sytuacji ImClonu od swojego brokera Petera Bacanovica, niczego nie przesądzają. Sprawa jest już jednak zbyt głośna i Martha trochę jako kozioł ofiarny zostaje skazana za składanie fałszywych zeznań i utrudnianie śledztwa.
Afera niszczy jej firmę i reputację. Musi zrezygnować z prezesury we własnym koncernie medialnym Martha Stewart Omnimedia, na który składają się pisma, programy telewizyjne, sprzedaż wysyłkowa kilkuset produktów sygnowanych jej imieniem. Akcje spółki tak spadają, że Martha, która jest właścicielką 70 procent, w ciągu kilku miesięcy traci 400 milionów dolarów. Wycofują się reklamodawcy. Jej program poradnikowy o prowadzeniu domu zostaje przesunięty z atrakcyjnych godzin rannych na 2.00 w nocy.

Stalowa magnolia
Ale „Martha to typ wojownika”, mówią jej przyjaciele. Gdyby nie jej siła, determinacja, łatwość radzenia sobie z problemami i stresami, prawdopodobnie dziś byłaby nikim. Nawet bowiem przy wielkich talentach, jako córka polskich emigrantów Marty i Eda Kostyrów, którzy z szóstką dzieci ledwie wiązali koniec z końcem w małym domku w Nutley na przedmieściach New Jersey, nie miałaby szans na wielką karierę.
Naturę Marthy dobrze przedstawia pewna rodzinna anegdota. Kiedy miała trzy lata, despotyczny ojciec zapędził ją rano do pielenia grządki. Spędziła nad nią cały dzień. A kiedy wieczorem pokazała mu efekt swojej pracy, grządka wyglądała jak z obrazka. „Pamiętaj, jeśli będziesz twarda i będziesz ciężko pracować, osiągniesz prawie wszystko, co sobie zamierzysz”, powiedział jej wówczas dumny ojciec. Martha wzięła sobie jego słowa głęboko do serca. Jej motto życiowe brzmi jednak bardziej zuchwale: „Robię, co chcę i robię to z łatwością”.
Już od college’u zdana była tylko na siebie. By utrzymać się na Barnard College na Manhattanie, pracowała jako modelka i prowadziła dom dwóm starym pannom z Piątej Alei. Kiedy okazało się, że nie zrobi kariery w Paryżu jako modelka, wyszła za mąż za prawnika Andrew Stewarta, urodziła córkę Alexis, a po jej odchowaniu została jedną z pierwszych kobiet maklerów giełdowych. W firmie Monness, William and Sidel miała tylko wabić klientów. Szybko jednak okazało się, że jest dużo lepsza od wielu swoich kolegów. „Była zgłodniała sukcesu, agresywna, inteligentna i czujna”, powiedział po latach jeden z nich. Wkrótce, w wieku 27 lat, zarabiała 100 tysięcy dolarów rocznie.

Święta Marthy Stewart
Radość nie trwała długo. Na giełdę w 1973 roku zajrzała recesja i Martha znów musiała zmienić kierunek działania. Za odłożone z Andrew 34 tysiące dolarów i kredyt kupiła zaniedbany dom w Westport w Connecticut i zamieniła go na sielską posiadłość – Turkey Hill Road. Wraz z przyjaciółką Normą Colier założyła firmę cateringową „The Uncatered Affair”. I choć pierwsze zamówienie – obsługa wesela na 300 osób – skończyło się fiaskiem, bo potrawy rozpłynęły się w upale, Martha nie poddała się. Wkrótce jej sława sięgała już daleko poza Westport. „Paul Newman lubi chleb bananowy, a Robert Redford kurczaki”, opowiadała.
Interes szedł tak świetnie, że zaproponowano jej napisanie książki o urządzaniu przyjęć. Wydane w 1982 „Entertaining” rozeszło się na pniu. Dzięki swojej sławie Martha wkrótce została też twarzą sieci sklepów z tanimi towarami Kmart, która chciała przyciągnąć klientów z klasy średniej. Za 200 tysięcy dolarów rocznie Stewart sygnowała swoim nazwiskiem i reklamowała produkty gospodarstwa domowego.
Momentem przełomowym stało się jednak wydanie pisma poradnikowego „Martha Stewart Living”, wokół którego powstał koncern Martha Stewart Omnimedia. Kiedy Time Warner odmówił sponsorowania jej programu telewizyjnego, wykupiła od niego pismo i sama zaczęła produkować audycje.
Nie poddała się nawet wtedy, kiedy Andy zmęczony tym, że praca stała się całą treścią życia żony, odszedł z młodszą o 20 lat asystentką. I odsunęła się od niej córka, którą notorycznie zaniedbywała.
Obliczono, że miesięcznie czytało i oglądało Marthę 88 milionów Amerykanów. Jej stronę internetową odwiedzało milion osób. Przedsiębiorstwo Marthy stało się wzorem dla studentów marketingu i zarządzania na Harvardzie. Zaczęto żartować, że jak tak dalej pójdzie, Amerykanie zaczną obchodzić Święto Dziękczynienia Marthy i Boże Narodzenie Marthy. Ile kosztował ją ten sukces? Ile przeżyła załamań nerwowych?

Gwiazda więzienia
O sile Marthy najlepiej świadczy jednak to, jak zniosła proces i więzienie. Kiedy sędzia odczytywał werdykt, 38-letnia dziś Alexis zemdlała. Martha miała zaledwie łzy w oczach. „To wszystko bardzo smutne”, powiedziała i wyszła.
Jak się później okazało, przeszła krótkie załamanie nerwowe. Nie skorzystała jednak z sugestii prawników (wydała na nich dziewięć milionów dolarów), by przyznać się do winy, wyrazić skruchę i w ten sposób uniknąć więzienia. Straciła wolność, ale dzięki temu wśród ankietowanych przez „Wall Street Journal” zaraz po procesie, aż 48 procent badanych wierzyło, że stała się ofiarą nagonki.
W wywiadzie dla Barbary Walters przyznała, że boi się więzienia. „Kto by się nie bał?”, pytała retorycznie. „W moim wieku nie można sobie pozwolić na przerwę w życiorysie”, dodała. Ale żądała, by jak najszybciej odbyć wyrok i wrócić do pracy.
Kiedy przekroczyła więzienne mury, osadzone tam za narkotyki więźniarki patrzyły na nią z góry. Gdy wychodziła, była już gwiazdą. Jak to możliwe? Kiedy jedna z więźniarek na samym początku chciała ją uderzyć, Martha stwierdziła: „Możesz mieć we mnie przyjaciela albo wroga. A wierz mi, że nie chciałabyś mieć wroga” i wyszła cało z opresji.

Przetrwam?!
Oczywiście dziś trudno przesądzić, czy Marcie uda się odbudować dawną potęgę. Budując imperium na własnym nazwisku od początku ryzykowała, że jego kompromitacja wpłynie na kondycję całej firmy. Dlatego dziś na wydawanym przez Omnimedia magazynie „Everyday Food” słowo „Stewart” napisano najmniejszą z możliwych czcionek. Choć z drugiej strony rzeczy sygnowane nazwiskiem Marthy nadal świetnie sprzedają się przez Internet oraz w Kmarcie, który przedłużył z nią kontrakt do 2009 roku. Wiele więc osób, w tym analitycy biznesowi, są zdania, że Martha ma realne szanse na powrót, jeśli umiejętnie rozegra tę partię. To zaś nie będzie trudne, bo według Allena Grubmana: „Martha ma niezwykłą intuicję. To znaczy, że najpierw stawia sobie cel, a potem znajduje najlepsze sposoby jego realizacji”. Skoro więc twierdzi, że chce wrócić, ma już jakiś plan działania. I stawianie na niej krzyżyka byłoby przedwczesne.

Magda Łuków/ Viva
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)