Kristen Stewart, aktorka nie tylko jednej miny

Nie bez przyczyny znalazła się na okładce lutowego wydania amerykańskiego Vogue'a. Zdjęcia wykonał sam Mario Testino. Mowa oczywiście o Kristen Stewart, dobrze znanej nam z roli Belli Swan w ekranizacji bestsellerowej sagi "Zmierzch" autorstwa amerykańskiej pisarki Stephenie Meyer, w której zasłynęła jako aktorka 'jednej miny'.
/ 16.06.2007 19:06

Nie bez przyczyny znalazła się na okładce lutowego wydania amerykańskiego Vogue'a. Zdjęcia wykonał sam Mario Testino. Mowa oczywiście o Kristen Stewart, dobrze znanej nam z roli Belli Swan w ekranizacji bestsellerowej sagi "Zmierzch" autorstwa amerykańskiej pisarki Stephenie Meyer, w której zasłynęła jako aktorka 'jednej miny'.

Jednak w „Welcome to the Rileys” zaskakuje nas swym aktorskim kunsztem. Jej ciało jest w stanie opowiedzieć milion historii, a rola faktycznie wzbudza wiele kontrowersji. Tu ujrzymy wyuzdaną striptizerkę Mallory, przebiegłą i zbuntowaną młodą kobietę.

Podstępna – takiego słowa zawsze używam dla zdefiniowania Kristen Stewart – wyznaje Jake Scott, reżyser „Welcome to the Rileys” w wywiadzie dla amerykańskiego Vogue'a.
Stewart ukazuje nieufny, buntowniczy świat, typowy dla dwudziestolatków, pełen uniesień, oporu i wojowniczej inteligencji. Scott usłyszał o niej od Sean'a Penn'y, po tym jak ten obsadził ją w roli córki hippisów w pamiętnym filmie „Into the Wild”.

- Musisz zobaczyć tego dzieciaka – powiedział Sean. – Ona jest taka żywa! - relacjonuje Scott.

Z lutowego wydania amerykańskiego Vogue'a dowiadujemy jak młoda gwiazdka radzi sobie ze sławą, która spadła na nią z impetem tak nieoczekiwanie. Na spokojnych przedmieściach Baton Rouge w Luizjanie, w mieście, gdzie w sekrecie, na mocy porozumień toczy się akcja filmu, Stewart w chłopięcych jeans'ach w jesienny weekend niechętnie udziela wywiadu mediom – pisze Eve MacSweeney. - Szczególnie wywiady telewizyjne sprawiają, że wije się niecierpliwie niczym wąż, kręci się z miejsca na miejsce i łatwo wpada w zdenerwowanie. Z tego też powodu oskarżana jest o pesymizm i defensywne zachowania, bynajmniej nie dlatego, że rzadko się uśmiecha. Pielęgnuje w sobie nawyki złej dziewczynki, paląc i używając przekleństw, obnosząc się wyniosłością w związku z wielką karierą, jaką zrobiła w tak młodym wieku.

- Wybieram role, które są niezwykle ambitne - wyznaje z arogancją, podkreślając jednocześnie z jak wielką pasją i perfekcjonizmem podchodzi do swojej pracy.
- Wewnętrzny przymus całą mnie przepełnia, gdy znajduję dobrą rolę i przyznaję, że mam problem, by sobie ją odpuścić – opowiada Stewart.

Odczuwa ciężar roli Belli Swan, postaci która zakorzeniła się w psychice tak wielu ludzi. Dla większości Stewart jest utożsamiana w pełni z ulubioną bohaterką sagi, a przecież zagrała już w ponad dwudziestu filmach, w większości najwyższej jakości, niezależnych produkcjach, od roli ofiary gwałtu po upośledzoną dziewczynę. Jednak to rola Belli Swan przyniosła jej wielki rozgłos i sławę.

Dowiadujemy się, że Kristen Stewart wychowała się w Valley, w rodzinie związanej z przemysłem filmowym. Jej ojciec jest producentem telewizyjnym, matka scenarzystką. Jej talent odkryto dość wcześnie, podczas szkolnego przedstawienia. W 2001 roku zagrała swoją pierwszą rolę u boku Glen Close w The Safety of Objects, a drugą u boku Jodie Foster w Panic Room.

- Wówczas uważałam to za świetną zabawę – wyznaje Stewart, wdzięczna, że mogła rozpocząć swoja karierę w tak młodym wieku. - Nie sądzę bym była w stanie zostać aktorką, gdybym nie zaczęła grać w wieku 9 lat. Byłabym ostatnią osobą, która wstając powiedziałaby „chcę grać w sztuce” - wyznaje.

Vogue zdradza, że na jej nocnej szafce leżą książki: Into the Wild autosrtwa Dave'a Cullen'a, Under the Banner of Heaven Jon'a Krakauer, Anna Karenina i studium radykalnego Mormonizmu. Nawet w wolnych chwilach od pracy Stewart nie próżnuje. Jej najnowszym hobby stało się gotowanie, poniekąd będące wynikiem życia w pewnej izolacji. Bardzo lubi grę w golfa, gdyż posiada ten pozytywny aspekt, że wymaga członkostwa i angażuje niewielką ilość osób na dużej powierzchni, zapewniając jej względny odpoczynek od nachalnych fanów i paparazzich.

- Przeszkadza mi to, że nie mogę często wychodzić i znów być zwyczajną dziewczyną. Być jakąś tam dziewczyną w jakimś tam miejscu – to bezpowrotnie minęło – wyznaje.

Stewart może z łatwością dokładnie określić ten tydzień, w którym przestała być zwyczajną dziewczyną, ten czas który rozpoczął jej życie pod bezustanną, 24-godzinną ochroną, przy spekulacjach o jej rzekomym związku z filmowym partnerem Robertem Pattinsonem.
Ukończyła wówczas zdjęcia do pierwszej części Zmierzchu i rozpoczęła zdjęcia do filmu „Welcome to the Rileys” w Nowym Orleanie, gdzie swobodnie mogła przechadzać się ulicami miasta. Wróciwszy na plan po tygodniu, gdy Zmierzch zdążył już wejść do kin, utraciła swoją wolność.

„To naprawdę wybuchło – relacjonuje Stewart. – I było to dla mnie dziwnym zjawiskiem.
Mimo to nigdy nie narzeka na fenomen Zmierzchu i jego wpływ na przebieg jej kariery. Jest dość rozsądna, by pojąć naturę swej szczególnej sławy.

- To zabawne że stajesz się nagle nie tylko powszechnie rozpoznawalna w każdym zakątku świata, ale także jesteś obdarowana pieniędzmi - mówi z ujmującą szczerością.

Podobno za rolę w dwóch kolejnych częściach Zmierzchu dostała 25 milionów dolarów.
Bill Condon, reżyser "Sagi Zmierzch: Przed Świtem" wyznaje: "ona jest najmądrzejszą aktorką, z jaką kiedykolwiek pracowałem. Nie tylko posiada zadziwiające techniczne zdolności, ale także niezwykle poważne podchodzi do odgrywanej przez siebie postaci. Ona ma po prostu nieograniczony potencjał".

Źródło: „Kristen Stewart: Coming on Strong by Eve MacSweeney, US Vogue
Zdjęcia: Mario Testino

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/15.03.2011 21:37
Nareszcie obiektywny, prawdziwy wywiad, prawdziwy artykuł o niej, o tak wspaniałej aktorce. To ironia losu, że film, który przyniósł jej i sławę i pieniądze stał się jednocześnie jej piętnem. Jest piękna, nieśmiała, inteligentna, utalentowana, nieprzeciętna i tylko to, że jest młoda łączy ją z innymi aktorkami, o których rozpisują się gazety. Ona nie jest celebrytką, nie jest pusta, nie uśmiecha się bez powodu i nie mówi co jej ślina na język przyniesie, nie gra w czym popadnie, nie chadza na bankiety - jest sobą mimo całej sławy. Nie docenić jej to wielka niesprawiedliwość, a mówić, że jest snobką, to nie wiedzieć co znaczy introwercja i obrócić kota ogonem. To jest przykład do naśladowania, a nie lalka Barbie.