Julia Roberts

Niedawno zrozumiała, że dłużej nie wytrzyma życia z dala od obiektywów kamer i świata show-biznesu. Postanowiła wrócić.
/ 18.05.2006 03:02
Tak rozpromienionej i szczęśliwej Julii nikt nie widział już od bardzo dawna. Jej powrót okazał się spektakularnym sukcesem. Sztuka „Trzy dni deszczu” wystawiana w prestiżowym teatrze Bernarda B. Jacobsa na Broadwayu jest hitem tej wiosny w Nowym Jorku.
Mimo że za najlepsze miejsca trzeba było zapłacić nawet 250 dolarów, już w parę minut po rozpoczęciu sprzedaży biletów przez Internet zablokował się system z powodu nadmiaru chętnych. Nad grą Julii rozpływa się publiczność i krytyka. A ona sama kwitnie, mimo że Danny, który zgodził się przyjechać do Nowego Jorku z nią i dziećmi, wcale nie podziela jej radości i entuzjazmu. Znów liczy się tylko to, co myśli i czuje ona. „To prawda, że Julia lubi mieć wszystko pod kontrolą. Inaczej staje się bardzo nerwowa”, przyznaje Todd Green, przyjaciel Danny’ego. Na pytania dziennikarzy o napięcia w jej związku sama aktorka odpowiada nerwowo: „Teraz jesteśmy zbyt zajęci, żeby zajmować się rozwodem. Nie mamy czasu na nic, więc i rozwodu nie da się wcisnąć w nasze napięte plany. Może uda się wykroić jakąś chwilkę w przyszłym roku”. W rzeczywistości jednak to ona nie ma czasu. Danny ma go aż za wiele. Gdy Julia jest na próbie lub przedstawieniu, on opiekuje się dziećmi w penthousie na East Side na Manhattanie. Chodzi z maluchami na spacery. A czasami przywozi nawet Julii do teatru zdrowe posiłki. Wystarczy jednak na niego spojrzeć, by stwierdzić, że rola niańki w cieniu sławnej żony nie wyczerpuje jego życiowych ambicji.

Urodzona do kochania
Kiedy pięć lat temu Julia poznała Danny’ego na planie filmu „Meksykanin”, kompletnie straciła głowę dla młodszego o rok operatora. Na Brada Pitta, który jej w tym filmie partnerował, nawet nie zwróciła uwagi. Julia pierwsza podeszła do Danny’ego i wręczyła mu kartkę ze swoim prywatnym telefonem. Po paru potajemnych randkach zostali kochankami.
Na początku wszyscy bagatelizowali ten romans. Takich historii było przecież w życiu Julii dziesiątki. Ale żaden mężczyzna nie był w stanie na tyle rozkochać w sobie gwiazdy, by zatrzymać ją przy sobie na dłużej niż trzy lata. Uważali, że Danny jest tylko kolejną zabawką aktorki i szybko zostanie porzucony, jak wszyscy jej mężczyźni. „Po co jej taki facet? Zaraz i tak go porzuci. Danny wróci skruszony do domu, a ja mu wybaczę”, mówiła nawet żona Modera, makijażystka hollywoodzka Vera. Julia inkasowała przecież 20 milionów dolarów za film, on jako operator – zaledwie 60 tysięcy.
Ale ci, którzy nie wierzyli w ten romans, byli w błędzie. Od początku Julia była pewna, że Danny to mężczyzna, na którego czekała całe życie. Nie przeszkadzało jej, że Danny ma żonę. „Nic mnie to nie obchodzi. Kocham go i nie oddam żadnej kobiecie”, mówiła tak, jakby to ona traciła męża.
Julia zakochała się tak bardzo, że była gotowa zapłacić Verze 200 tysięcy dolarów odszkodowania za rozwód z Moderem. Postanowiła nawet prać ukochanemu skarpetki, by przekonać do siebie jego rodzinę, która była przeciwna temu związkowi. Tylko Patti, matka Danny’ego, mówiła, że „trudne sytuacje się zdarzają i to jego sprawa, nie nasza”. Reszta rodziny nie chciała nawet poznać Julii. W końcu jednak gwiazda dopięła swego i 4 lipca 2002 roku o północy na rancho w Taos w Nowym Meksyku poślubiła mężczyznę swojego życia oraz przyjęła jego nazwisko. „Teraz już wiem, że urodziłam się po to, żeby kochać Danny’ego Modera”, twierdziła.

Czyje to życie?
Julii nie zniechęciły nawet problemy, których w jej małżeństwie z Dannym nie brakowało od samego początku. Najpierw w trakcie badań stwierdzono, że aktorka cierpi na rzadką chorobę krwi – małopłytkowość, która objawia się przemęczeniem, krwawieniami i drobnymi podskórnymi wylewami. I choć dla młodej, silnej kobiety nie stanowiła problemu, w ciąży mogłaby stworzyć spore zagrożenie dla zdrowia jej samej i potomstwa.
Potem, kiedy mimo wszystko Julia zdecydowała się podjąć ryzyko, okazało się, że nie może zajść w ciążę. Kolejne próby zapłodnienia in vitro kończyły się niepowodzeniem. Danny czuł się bardzo rozczarowany. Zaczął romansować z innymi. Julia nakryła go na flircie ze striptizerką, zastała w niedwuznacznej sytuacji z koleżanką z planu filmu „Uśmiech Mony Lizy”, 24-letnią Kirsten Dunst. Pod wpływem emocji na kilka tygodni wyprowadziła się do hotelu.
Na dodatek Danny nie mógł zaakceptować stylu życia Julii. „Danny wścieka się z powodu nieustannego zainteresowania prasy wynikającego ze sławy Julii. Ona próbuje podchodzić do sprawy ze zrozumieniem. Ale dla niej to łatwiejsze, bo ma z tym do czynienia od dawna. Słyszałem, że Benjamin (mowa o jej poprzednim chłopaku, Benjaminie Bracie) też się uskarżał”, mówił Todd Green.
Gdy pewnego dnia do małej restauracyjki Apes w Taos, gdzie Moderowie jedli lunch, wpadł jakiś paparazzo, zrobił zdjęcie i uciekł, Danny’emu puściły nerwy. „Dosyć mam twojego życia!”, krzyczał. „Jak to mojego życia?”, mówiła podniesionym głosem Julia. „To także twoje życie, Danny”.
Mimo problemów Julia była gotowa walczyć o swoją miłość. „Związek dwojga kochających się ludzi to ciężka praca, która wymaga wiele czasu, poświęcenia i uwagi”, stwierdziła. I obiecała, że zrobi wszystko, aby praca i sława nigdy nie stanęły między nią a Dannym. „Jestem sławna. Nigdy nie będę niezauważalna. Ale spróbuję nie rzucać się w oczy dla dobra naszej rodziny”, przekonywała męża.

Rozkosze macierzyństwa
Po dwóch latach wysiłków, kiedy Julia brała już pod uwagę nawet adoptowanie dziecka, jej największe marzenie się spełniło. Zaszła w ciążę, i to w dodatku bliźniaczą. Praca, sława i cały blichtr show-biznesu, za którym zawsze przepadała, rzeczywiście przestały mieć znaczenie. Julia dokończyła tylko zdjęcia do „Ocean’s Twelve” oraz do „Bliżej”, z których nie mogła się już wycofać, i skupiła się na przyszłej rodzinie. Nie wzięła nawet udziału w promocji filmów, choć cały splendor podczas kampanii reklamowej „Ocean’s Twelve” spłynął wtedy na największą jej rywalkę, Catherine Zetę-Jones. Dobro dzieci było jednak dla Julii najważniejsze.
Z radością obserwowała zmiany w swoim ciele: szybko zaokrąglający się brzuch i rosnące piersi. „Każde z moich dzieci waży 6 funtów, czyli jest we mnie 12 funtów dzieci. To fascynujące”, zwierzała się Oprah Winfrey. I nawet spędzenie reszty ciąży w łóżku nie było dla niej wielkim wyrzeczeniem. Na dwa miesiące przed terminem porodu Julia trafiła do szpitala. Cudem udało się powstrzymać akcję porodową.
Lekarze nakazali aktorce leżeć aż do rozwiązania. Julia zastosowała się do tych zaleceń. Dzielnie znosiła wszystkie niedogodności, także swoje nowe rozmiary.
28 listopada 2004, na miesiąc przed terminem, w szpitalu Cedars-Sinai w Los Angeles na świat przyszły bliźniaki: Phinnaeus i Hazel. Julia była szczęśliwa. Kiedy z dziećmi wróciła ze szpitala do domu w Malibu, Danny nie miał nic do roboty. To ona je karmiła, przewijała, kąpała i tuliła. Mimo zmęczenia i rany po cesarskim cięciu wstawała w nocy tyle razy, ile było trzeba i nie chciała słyszeć o wynajęciu opiekunki. Dla dobra rodziny, by uciec przed prasą, Moderowie przenieśli się do Taos.

Zostaję w domu
Pierwsze tygodnie były dla Julii cudowne. Twierdziła, że rola żony i matki jest rolą jej życia. I nie wie, co mogłoby ją skłonić do powrotu do pracy. „Teraz wszystkie role będą już konkurowały z dziećmi. Scenariusz musi mnie naprawdę zachwycić, żebym zostawiła moje maleństwa”, deklarowała.
Przez następnych kilkanaście tygodni konsekwentnie odrzucała najlepsze oferty filmowe. Odmówiła nawet udziału w „Seven Year Switch” Mike’a Nicholsa, choć wcześniej obiecała reżyserowi, że może na nią liczyć. Do programu Oprah Winfrey jedynie przesłała zdjęcia dzieci i list, w którym opisywała swoje nowe szczęście: maleństwa i życie z dala od świata show-biznesu. Rozkosze spacerowania, oglądania seriali telewizyjnych, robótek na drutach oraz ćwiczeń pilates, które wykonywała dla odzyskania formy.
Dlatego jej publiczne pojawienie się na Oscarach w 2005 roku wywołało niemałą sensację. W obcisłej czarnej sukni od Dolce & Gabbana wyglądała zachwycająco. „To jedyna sukienka, która była w stanie pomieścić moje piersi”, żartowała. Natychmiast zaczęto plotkować, że wraca. Ona jednak wciąż zaprzeczała. W krótkim wywiadzie, jakiego udzieliła za kulisami, mówiła: „Dziś wieczór chodzi tylko o to, żeby przypomnieć ludziom, że nie umarłam, a tylko urodziłam dzieci”. I twierdziła, że chce zrobić sobie dłuższą, być może nawet czteroletnią przerwę. Nawet bliscy przyjaciele Julii, jak George Clooney, Brad Pitt i Clive Owen, byli zaskoczeni tą przemianą aktorki. Ale nie było podstaw, by wątpić w jej słowa. „Urodzenie bliźniaków bardzo spoiło tę rodzinę. Julia utwierdziła się w przekonaniu, że dobrze zrobiła, trochę wyhamowując swoją karierę”, twierdził bliski przyjaciel Moderów, Thomas Coldwell.

Dłużej nie wytrzymam
Prawdopodobnie jednak już wtedy aktorka czuła znużenie rolą gospodyni domowej. Tym bardziej, że Danny nie zrezygnował z pracy. Julia spędzała całe tygodnie w Taos tylko w towarzystwie dzieci i niani. Wydawała się coraz bardziej zmęczona i rozdrażniona. Krewny Danny’ego zauważył: „Julia zachowuje się tak, jakby grała rolę żony i gospodyni. Ale widać, że tęskni za aktorstwem bardziej niż przypuszczała. Bywa, że płacze”.
Już miesiąc po gali oscarowej zgodziła się podłożyć głos do dwóch filmów: adaptacji opowieści dla dzieci „Charlotte Webb” oraz do filmu animowanego „Aunt Bulie”. W końcu zwierzyła się Oprah Winfrey, że dłużej nie wytrzyma takiego życia. „Jestem wykończona. Wstaję w środku nocy tyle razy, że potem nie mogę spać. Nie wiedziałam, że potrafię żyć bez snu”, powiedziała.
Aż pewnego dnia, po ośmiu miesiącach „na wygnaniu”, zaczęła się zastanawiać: „Czyje, do diabła, jest to życie? Nudno mi. Chyba muszę zagrać coś dobrego” i postanowiła wrócić do pracy. Tym bardziej, że jej niekwestionowana dotąd pozycja królowej show-biznesu, która jako jedyna dostała 25 milionów za rolę, w każdej chwili mogła ulec zachwianiu. Julia zaczynała czuć już oddech Nicole Kidman, Reese Witherspoon i Cameron Diaz na plecach. Nie przypadkiem jej wybór padł na Broadway. Mimo że wcześniej nie miała żadnego doświadczenia teatralnego, Broadway był idealnym miejscem, by szybko zaistnieć i potwierdzić swoją aktorską klasę. „Nie chcę być do końca życia kojarzona z »Pretty Women«”, mówiła.

Obiecanki cacanki
Danny był wściekły. Początkowo nie chciał słyszeć o wyjeździe z Julią do Nowego Jorku. Dał się ubłagać, bo Julia przysięgła, że zrobi wszystko, by ich rodzina nie odczuła skutków jej powrotu do pracy. „Byłaby zdruzgotana, gdyby jej małżeństwo się skończyło. Nie chce być samotną, pracującą matką. Odejście Danny’ego by ją zniszczyło”, uważa cytowany już przyjaciel pary, Thomas Coldwell. Tym bardziej, że sama bardzo przeżyła rozwód rodziców: Betty i Waltera i ich walkę do prawa opieki nad dziećmi. Julia została wówczas z matką i niemal zupełnie straciła kontakt z ojcem. Aktorka stworzyła więc z Dannym firmę producencką „Redom” (czytane od tyłu Moder) i zaczęła starać się o prawa do sfilmowania powieści Tony’ego Parsonsa „The Family Way”, by mogli pracować wspólnie. Przyrzekła też, że nie podpisze żadnego kontraktu, gdyby rola wymagała rozłąki z rodziną na dłużej niż dwa tygodnie. „To dla Julii najszczęśliwszy okres w życiu i nie chce być egoistyczna”, mówi jej przyjaciółka.
Jednak już teraz widać, że Julii bardzo trudno będzie dotrzymać tych wszystkich obietnic. Broadway to dopiero wstęp do jej dalekosiężnych planów. Już reklamuje kolekcję wiosenną Gianfranco Ferre. Zgodziła się wystąpić w nowym filmie Toma Hanksa. Trwają też rozmowy w sprawie jej udziału w kolejnej części „Ocean’s Eleven”. Julia zaangażowała się nawet w ratowanie środowiska naturalnego, bo – jak tłumaczy – chce, by jej dzieci mogły żyć w normalnym świecie. Wraz z grupą aktorów, jako nimfa leśna, pojawi się w specjalnym wydaniu „Vanity Fair”. Najbardziej o tym, że deklaracje Julii są składane trochę na wyrost, świadczy jednak jej uśmiech, kiedy kłania się publiczności po przedstawieniu. Aktorstwo to nie tylko najdłuższa, ale i najtrwalsza namiętność Julii. I nawet rodzina nie jest w stanie tego zmienić.

Magda Łuków/ Viva!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)