Joanna Brodzik

Aktorka poprowadzi własny program w telewizji i zagra główną rolę w serialu.
/ 16.03.2006 16:57
Siedzisz w saunie ze swoją przyjaciółką, która narzeka, że jej wymiary zdecydowanie odbiegają od 90-60-90. Ty jej na to: "Przestań! Twoje ciało cię słyszy!".
Bo słyszy i to wszystko. Nawet to, co nam samym wydaje się bardzo głęboko ukryte. Dlatego trzeba o nie dbać, dopieszczać, a nie ciągle krytykować.

- Kiedy zaczęłaś w to wierzyć?
To przyszło bardzo naturalnie, razem z dojrzałością. Zrozumiałam, że swojego ciała trzeba po prostu słuchać i dogadać się z nim.

- Był czas, kiedy się nie dogadywałaś?
Był. Miałam 18-19 lat. Moje ciało zaczęło się zmieniać, a ja, oczywiście, tego nie chciałam. Zwłaszcza że zmiany zachodziły w niepożądanym kierunku. Zaczęłam się... jak by to elegancko powiedzieć... rozrastać.

- Kiedy w takim razie poczułaś, że jesteś kobietą i w pełni to akceptujesz?
Wracałam do domu ze szkoły. Jak co dzień nacisnęłam dzwonek, spojrzałam na swój kciuk i… zobaczyłam dłoń, która miała długi paznokieć. Pierwszy raz zobaczyłam rękę kobiety, nie dziewczynki. Teraz akceptuję to, że jestem kobietą. Miękką i rozmemłaną, innym razem - zwartą i pełną energii.

- Kiedy jesteś kobietą rozmemłaną?
Kiedy czuję, że tego potrzebuję. Kiedy jestem zmęczona i marzę już tylko o odpoczynku. Kiedy nie mogę poradzić sobie ze światem.

- Wtedy…
Gotuję w szlafroku i sprzątam piwnicę. Robię weki, płaczę i czekam, aż w mojej głowie pojawi się rozwiązanie problemu. Taka domowa kuracja na ponowną akceptację siebie.


- Z tych wszystkich małych pomysłów na akceptację siebie powstał pomysł na program w TVN Style "Ona, czyli ja"?
I z zainteresowań. W końcu nie bez przyczyny zdałam na psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Szukałam drogi, która pozwoliłaby mi te zainteresowania rozwijać. Tak pojawił się pomysł na program: każdy kolejny trening samodoskonalenia, który będę przechodziła wraz z innymi uczestnikami, będzie pretekstem do rozmowy. Za każdym razem innej, bo inną dyskusję prowokuje Szkoła Bezpiecznej Jazdy, do której przychodzą ludzie na przykład z traumą po wypadkach samochodowych, a inną - kurs flirtowania.

- Nie bałaś się, że za bardzo się odsłonisz? Tu nikogo nie grasz, tu nie ma postaci, Magdy M. czy Kasi. Jest Joanna.
Nie bałam się, bo nie boję się siebie. Nie ma we mnie potrzeby kreowania się na osobę idealną, doskonałą, bez wad.

- Ale przecież zawsze tak broniłaś swojej prywatności! A teraz przed kamerami przechodzisz treningi, które mogą pokazać Joannę, jakiej nie znamy, jakiej być może sama nie znasz.
To będzie program optymistyczny, a nie pranie wewnętrznych brudów i rozprawianie się z przeszłością. Chodzi o drobne wskazówki, które mogą nam ułatwić życie, program o metodach samodoskonalenia w przeróżnych aspektach. Czy się tego boję? Nie, bo nie boję się stawania lepszym, bardziej świadomym człowiekiem.

- Co okazało się najtrudniejsze w czysto dziennikarskiej robocie?
Słuchanie! Zwłaszcza kiedy na usta pchają się kolejne pytania i… własne odpowiedzi na te pytania, bo przecież rozmawiam o sytuacjach, które przeżywam razem z bohaterami programu, mam więc własne wrażenia, emocje. Trudno to opanować. Zrozumiałam, jak trudne jest słuchanie, i doceniłam jeszcze bardziej mistrzostwo na przykład Ewy Drzyzgi. No, ale uczę się tej sztuki.


- Wspomniałaś o Szkole Bezpiecznej Jazdy… No właśnie: w serialu "Magda M.", gdzie grasz główną rolę, jeździsz autem. Tymczasem wiem, że nie jesteś mistrzem kierownicy.
Jeżdżę, bo muszę! Zabawna sprawa: mieszkam w Warszawie od 11 lat i przez ten czas nie byłam w stanie zmusić się, żeby wyjechać na ulicę. Zmusiła mnie do tego dopiero praca. Ruszyłam do centrum i na rondzie de Gaulle’a stwierdziłam, że nie jest tak źle. Daję radę!

- Skrzynia biegów już Cię nie przeraża?
Preferuję automatyczną…

- I będziesz teraz jeździć samochodem po mieście?
Będę! Odkryłam nawet, do czego służy prawe lusterko, a już myślałam, że to nigdy nie nastąpi! A dzięki odcinkowi "Ona, czyli ja", poświęconemu "Bezpiecznej Jeździe", zrozumiałam, jak ważne jest świadome prowadzenie pojazdu. Na przykład to, że to nie samochód wpada w poślizg, tylko my go w ten poślizg wprowadzamy! Zapraszam przed telewizory od października.

- Jedna przeszkoda pokonana. Kolejna: masz alergię na sierść, a w "Magdzie M." jesteś dumną właścicielką kota.
Nie ułatwiają mi tej pracy, to prawda. Kot jest, i to bardzo kochany. Utalentowany aktor, specjalizujący się w improwizacjach. Na szczęście jestem zabezpieczona farmakologicznie, więc jest szansa, że jakoś przeżyję zdjęcia.

- Nasza prasa już obwołała "Magdę M." polską "Ally McBeal".
Ach, ci dziennikarze! Uwielbiają wygodne szufladki! Magda M. to nie jest polska Ally McBeal! Z Ally łączy ją tylko to, że jest adwokatem. I na tym koniec. "Magda M." to oryginalny polski scenariusz, dużo bardziej romantyczny. Hmm... to historia o świetlikach w brzuchu.

- Na pewno ma je właśnie Magda, czyli Twoja bohaterka.
Magda Miłowicz jest kilka lat po aplikacji. Jest osobą uczciwą, dobrą, obdarzoną poczuciem humoru. Patrzy na życie w czarno-białych kategoriach. Nie bardzo chce zgadzać się na kompromisy i oczywiście nie najlepiej na tym wychodzi. Ale wierzy w bajki o rycerzu na białym koniu i dwóch połówkach jabłka.

- Lubisz ją?
Bardzo! Od przeszło miesiąca świetnie mi się z nią żyje. Jest normalną dziewczyną. Nie aniołem, nie tworem bez skazy, ale babeczką, jak każda z nas. Kiedy wychodzi do świata, tej dzikiej, nieokiełznanej i pędzącej Warszawy, kiedy w sądzie zmaga się z kolejnymi sprawami, stara się być twarda, obiektywna, rzeczowa. Ale kiedy wraca do domu, wskakuje w futrzane kapcie, za dużą piżamę i wypłakuje się przez telefon przyjaciołom albo mamie, która zresztą nie do końca chce jej słuchać. Jak my miewa lepsze i gorsze momenty, jak my czuje się słaba, często nie ma oparcia, ale ma prawo do tej słabości i płaczu.

- Ty też w tych gorszych momentach dzwonisz do mamy?
Czasem nawet o drugiej w nocy... Ona na szczęście zawsze odbiera. Jak ona to robi, że nigdy nie przesypia mojego telefonu?! Dzwonię, bo przegadanie na gorąco nawet najbardziej absurdalnego problemu bardzo mi pomaga.

- Kobiety w Twoim życiu zawsze były bardzo ważne, zostałaś wychowana przez mamę i babcię. Co zyskuje, a co traci kobieta wychowana przez kobiety?
Na pewno uczy się, jak w pełni korzystać z kobiecości, zyskuje silną kobiecą tożsamość. Dostaje też w spadku nieumiejętność zrzucania odpowiedzialności na innych, co ma oczywiście dobre i złe strony. Złe, bo niebezpieczne jest przyjmowanie na przykład odpowiedzialności za mężczyzn, którzy nie lubią jej brać na siebie. Moje kobiety wpoiły mi absolutne przekonanie, że mogę wszystko. Jeśli czegoś zapragnę i odpowiednio zaplanuję, na pewno się uda. Jest we mnie niezachwiane poczucie, że cokolwiek się wydarzy w moim życiu, gdziekolwiek wyląduję: w Nowej Zelandii, na Księżycu czy Marsie, wszędzie znajdę pomysł na spełnienie. Znajdę swoją drogę i będę po niej pewnie szła.


- Dobry bagaż!
Najlepszy, ze stelażem, wzmocniony! To dzięki nim wierzę, że dobro zwycięża, a zło zawsze dostanie po nosie, że warto być dobrym, mówić prawdę i żyć w zgodzie ze sobą. Tego nikt mi nie odbierze.

- Wady wychowania przez kobiety?
Każda kobieta, która ma za sobą niepełny dom i rozstanie rodziców, ma własną historię. We mnie brak mężczyzny w domu zaszczepił dużą ciekawość mężczyzn. To przenosi się na przyjaźnie damsko-męskie i bezstresowe kontakty w pracy, gdzie zazwyczaj pracuję głównie z mężczyznami. Nie mam problemu, żeby nimi dyrygować czy wygłaszać własne opinie. Z drugiej strony jest pewien rodzaj nieśmiałości i niewiedzy, jaki powinien być ten wymarzony mężczyzna. To trzeba w sobie odkryć, wypracować. Czy to źle? Nie wiem, w końcu z domu można wynieść nie najlepszy wzór. Może więc lepiej go sobie stworzyć.

- Ty już go masz?
Ciągle tworzę.

- Co już wiesz?
Pani redaktor, wchodzi pani na niebezpieczny grunt! Mój mężczyzna na pewno musi mieć poczucie humoru, być odpowiedzialny i świadomy. Musi mieć dobre serce. I pasję.

- To zostajemy przy mężczyznach: w "Magdzie M." grasz ze swoim eks-narzeczonym, Bartkiem Świderskim.
Bartek gra mojego najlepszego przyjaciela i powiernika. Wysłuchuje wątpliwości, rozterek i poprawia samopoczucie Magdy. Świetnie sobie radzi z tą postacią. Miło, że mogliśmy się tak na luzie spotkać w robocie. Wierzę, że on też tak to czuje.

- 32 lata to dobry wiek dla kobiety?
Najlepszy!

- Dlaczego?
Cholera, może trzeba zaczekać do czterdziestki! Może będzie jeszcze fajniej? Dlatego, że trochę się już wie o życiu, a jeszcze tyle można! Teraz mówię do wszystkich 20-latek: kompleksy po trzydziestce wydają się śmieszne i niepotrzebne.


- Trzydziestka to czas, kiedy częściej pojawiają się myśli o macierzyństwie?
To wiek, w którym cudownie jest odkryć taką możliwość. Nie dlatego, że życie cię zaskoczyło, ale dlatego, że właśnie wtedy otwiera się taka przestrzeń w sercu i głowie.

- Zdarza Ci się myśleć: "Chciałabym już być mamą"?
Zdarza mi się atakować wzrokiem wózki i rozczulać się nad mortadelką śpiącą w łóżeczku. Właśnie wtedy ta przestrzeń, o której mówiłam, się rozciąga.

- Mam wrażenie, że rozciąga się też Twoja doba. Ciągle jesteś albo na planie serialu, albo nagrywasz program. Mimo to jesteś spokojna i zrelaksowana? Jak to się robi?
Trzeba dobrze ściemniać! (Śmiech). To oczywiście trudne, ale trzeba się nauczyć lubić siebie. W każdej sytuacji. Ze wszystkimi wadami i zaletami. Cieszyć tym, co jest jeszcze do zrobienia, i pogodzić się z tym, że rzeczy, na których czasem bardzo nam zależy, być może nigdy się nie wydarzą. I trudno. Zdarzą się inne.

- Jak przy takim sukcesie jak Twój pozostać normalną?
Sukces to osiągnęli Beatlesi...

- A kto wygrywa we wszystkich polskich rankingach na najpopularniejszą, najseksowniejszą, najpiękniejszą?
Eeee tam... te rankingi są prowadzone przez Internet i ludzie klikają w ikonki, żeby ściągać sobie kolejne "brodziki" do łazienki. Jeśli kogoś sukces zmienia, ma do tego pełne prawo. Ja też się zmieniam, na lepsze, na gorsze, nie mnie oceniać. No, a poza tym, czym mam się zachłystywać? Moimi zdjęciami w gazetach?!


- Na przykład…
To konsekwencja mojej pracy, do której wychodzę o szóstej rano, siadam w bar-busie z panem Zenkiem, pijemy kawkę, jemy jajecznicę, potem miła pani głaszcze mnie po głowie i mówi, że biedna buzia, ale trzeba ją pomalować... Idę i gram, wracam do domu, obieram ziemniaki albo wychodzę i spotykam się z przyjaciółmi. Nic się nie zmieniło. Bardzo bym nie chciała, żeby mnie ktoś odciął od życia. To tak, jakby mi zabronił nosić dżinsy albo kazał malować paznokcie, kiedy mi się nie chce.

- Jedno zmieniło się na pewno: teraz możesz sobie pozwolić na to, żeby na miesiąc wyruszyć w świat. I wyruszasz: zjeździłaś już Amerykę, Europę, Afrykę.
Podróże to najlepszy sposób na wydawanie pieniędzy. Jest jedna rzecz, która łączy mnie z Kubą Wojewódzkim: moim ulubionym miejscem też jest lotnisko. W zasadzie nie przywożę z podróży masek, koralików czy gadżetów, którymi obwieszam mieszkanie. Przywożę nowe doświadczenia i przyprawy do kuchni. Z tych doświadczeń czerpię energię, dzięki nim nabieram dystansu do tego, co jest tutaj.

- Wyobrażasz sobie związek, w którym Twój mężczyzna mówi: "Miesięczna podróż?! Nie ma mowy!".
On zostaje, a ja jadę. Ludzie mają prawo robić różne rzeczy oddzielnie. Tu nawet nie chodzi o wolność, ale o przyzwolenie drugiej osoby, żebyśmy byli sobą. Miło, jeśli ktoś często ma ochotę robić coś ze mną, ale jeśli akurat nie ma, to… jego sprawa, jego ryzyko!


- Nawet jeśli większość rzeczy robicie razem, musisz mieć przestrzeń tylko dla siebie?
Nie muszę, ale chcę. I uczę się tę przestrzeń pielęgnować. Ona jest fajna, zwłaszcza po remoncie! (Śmiech).

- Jesteś kobietą spełnioną?
Jestem na właściwej drodze.

- Czego jeszcze brakuje do tego spełnienia?
Codziennie pojawia się coś nowego, czego chcę się nauczyć, doświadczyć: i to jest właśnie dla mnie tajemnica dobrego życia. Chwila, w której bym usiadła i powiedziała: "Dobra, jestem spełniona", byłaby chyba ostatnim momentem życia. Pozostałoby mi elegancko się pożegnać i przejść do innego wymiaru.

Sierpień, 2005
Rozmawiała Beata Sadowska
Zdjęcie Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Tomek Kocewiak/D’Vision Art dla Lancôme
Fryzury Jaga Hupało & Thomas Wolff Hairdesign
Joanna Brodzik używa farby Garnier Color Naturals, Jasny Blond nr 8.
Produkcja sesji Joanna Guzowska
Redakcja Vivy! dziękuje za pomoc w realizacji sesji InterContinental Warszawa.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)