James Blunt

Brytyjski piosenkarz podbił świat melancholijną balladą „You Are Beautiful”.
/ 07.06.2006 16:16
blunt-copy.jpgJako pięciolatek zaczął grać na skrzypcach, jako siedmiolatek - na pianinie. Marzył, że zostanie muzykiem, ale jego rodzice nie traktowali jego pasji poważnie. Ojciec, zawodowy wojskowy, przewidział dla niego inną przyszłość - w armii. „Znał tylko wojsko, myślał, że jeśli pójdę w jego ślady, będzie mi łatwiej zrobić karierę. Miało mi to zapewnić solidne życie i godziwe zarobki”.

Jako syn wojskowego James bardzo wcześnie zdobył licencję pilota. Chciał latać, więc początkowo zapisał się na inżynierię lotniczą na uniwersytecie w Bristolu. Potem trafił do Royal Military Academy Sandhurst, prestiżowej uczelni wojskowej. „Pocieszałem się, że służba wojskowa to tylko epizod w moim życiu, bo przecież i tak zostanę kiedyś muzykiem. Po prostu wszystko się trochę opóźni”, wspomina Blunt. Ale wojsko zabrało mu cztery lata życia. W tym czasie przydzielono go do ochrony królowej brytyjskiej. Wielokrotnie pełnił straż w pałacu Buckingham, a także wartę honorową przy trumnie Królowej Matki na jej pogrzebie w 2002 roku. W ramach misji pokojowej NATO został wysłany do Kosowa. Na wojnie dorobił się stopnia kapitana i 30 tysięcy podkomendnych. Za dnia patrolował zrujnowaną Prisztinę, a po powrocie do koszar pisał piosenki. W nocy w koszarach powstała zamykająca jego debiutancką płytę „Back to Bedlam” piosenka „No Bravery” (żadnej odwagi) - rodzaj lirycznego reportażu z pola walki.
Pytany, czy to właśnie piosenki pomogły mu przetrwać ten trudny czas, potwierdza: „Miałem plan. Dotrwam do 26 roku życia w armii, potem wyjdę i będę się zajmował muzyką. Ale Kosowo to było niebezpieczne miejsce. Trwała wojna, spadały bomby, wybuchały miny, ludzie strzelali. Każdy z nas mógł zginąć. Kiedy bałem się o życie, mówiłem do sobie: „Boże, nie! Nie teraz, bo wszystko popsujesz”.

Prosto do serca
Blunt, a właściwie Blount (literkę „o” wykreślił ze swego nazwiska, żeby łatwiej je było wymawiać), postanowił odejść z wojska. Zaskoczonemu dowódcy wręczył CD ze swoimi nagraniami. W końcu po siedmiu miesiącach dostał zwolnienie ze służby i przeszedł do cywila. Jego kariera nabrała rozpędu w 2003 roku, gdy wyjechał do USA i na festiwalu piosenki w Teksasie spotkał Lindę Perry - wytatuowaną od stóp do głów lesbijkę, jeżdżącą na harleyu davidsonie. A także uznaną autorkę piosenek, współpracującą z Christiną Aguilerą, Pink i Gwen Stefani. Natychmiast podpisała z nim kontrakt i wysłała do Los Angeles, żeby nagrał swój pierwszy album. W ten sposób nieoczekiwanie znalazł się w Hollywood. Zaczął bywać na przyjęciach, poznawać setki ludzi. Na jednym party został przedstawiony aktorce „Gwiezdnych wojen”, Carrie Fisher, która z miejsca stała się jego wielką fanką i wsparciem. Piosenkę „Goodbye My Lover” skomponował w jej łazience, bo tam właśnie gwiazda umieściła pianino. W teledysku promującym ten singel występuje z piękną modelką, Mischą Barton. „To była ciężka praca spędzić dzień w łóżku z Mischą, ale ktoś to w końcu musiał zrobić”, żartował James.
W innych wideoklipach występuje w mundurze, na czołgu.
Nie jest pierwszym w historii piosenkarzem żołnierzem. Przed nim był Elvis Presley i Jimmy Hendrix. Ale na wielbicieli Blunta bardziej niż wojskowy image działa to, że jest sobą, że pod nikogo się nie podszywa, nie udaje. W dodatku emanuje seksapilem, urokiem twardziela o miękkim sercu.
James przyznaje, że jest typowym macho, który, jak na faceta przystało, ma problemy z wyrażaniem emocji wprost. „Spytajcie moich byłych dziewczyn”, przekonuje. Mówi, że dużo łatwiej jest mu zaśpiewać piosenkę „You Are Beautiful” przed tysięczną widownią, niż stanąć twarzą w twarz z ukochaną kobietą i wyznać jej swoje uczucia. „Nie umiałbym. Zacząłbym przeklinać, uciekłbym i poszedł się napić z kolegami”. Dlatego właśnie pisze piosenki, które trafiają wprost do serca.

Sława jest dziwna
Nieoczekiwany sukces przerósł jego najśmielsze wyobrażenia. Album „Back to Bedlam” trafił na szczyty list przebojów i sprzedał się w milionach egzemplarzy. Największym hitem okazała się piosenka „You Are Beautiful”, sentymentalna opowieść o tym, że facet widzi w metrze swoją byłą dziewczynę, która idzie z innym. Wie, że nigdy jej nie odzyska. Nie umie wyrazić tego, co w tym momencie czuje, inaczej, jak tylko mówiąc: „Jesteś piękna!”
Brytyjskie media natychmiast wszczęły „śledztwo”, by odnaleźć kobietę, która zainspirowała Blunta do napisania tej piosenki. I znalazły. Nazywa się Dixie Chassey i obecnie jest dziewczyną aktora, Toma Hollandera. Pytana, czy to o niej śpiewa Blunt, natychmiast zmienia temat. James też się do niczego nie przyznaje. „Sława jest dziwna”, zauważa. „Na mnie jakoś nie działa, ale wydaje się, że działa na wszystkich, którzy się kręcą wokół mnie”.
Niedawno wyruszył w swoje wielkie światowe tournée. Twierdzi, że podróże są dla niego bogatym źródłem inspiracji i tematów do nowych piosenek. „Próbuję uchwycić te momenty, które najsilniej podziałały na moje emocje, a potem przywołać je do siebie w tekstach i muzyce. Wiem, że przeżywam teraz najlepszy czas w moim życiu”.

Magda Majewska/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)