Anja Rubik fot. Medium

Jak podbiłam świat

Balenciaga, Aleksander McQueen i Valentino – dla nich lubi pracować najbardziej.
/ 03.08.2007 11:34
Anja Rubik fot. Medium
Spotkajmy się tam, gdzie Nowy Jork łączy się z Paryżem. Na Manhattanie jest knajpka, do której lubię chodzić na śniadania – zaproponowała Anja Rubik. Trudno było ustalić z nią termin wywiadu. Jedna z najsławniejszych polskich modelek nie potrafi przewidzieć swego planu zajęć. Zazwyczaj z dnia na dzień dowiaduje się, co będzie robiła za kilkanaście godzin i w którym mieście będzie pracowała. Mediolan, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Rzym.

Nie jest zmęczona takim trybem życia. Przeciwnie. Zagubiona jest, kiedy nieoczekiwanie wpadną jej dwa dni wolnego. Wtedy po swoim nowojorskim mieszkaniu chodzi z kąta w kąt. Spotykamy się właśnie w takim dniu, kiedy Ani nie czeka żadna sesja zdjęciowa ani pokaz. Do swojej ulubionej restauracji modelka wchodzi uśmiechnięta i wypoczęta. W krótkiej różowej sukience na ramiączkach i płaskich butach Miu Miu wygląda jak dziewczynka. Jej uroda przykuwa uwagę siedzących. Anja odgarnia opadające jej na oczy kosmyki. Kilka tygodni temu zdecydowała się ściąć długie włosy i ciągle nie może się przyzwyczaić do nowej fryzury. Zamawia talerz owsianki z owocami i orzechami. „Myślałaś, że piję tylko wodę z cytryną? Kiedyś zaproszę cię na upieczoną przeze mnie szarlotkę”, mówi i staje się jasne, że Anja jest jedną z najsławniejszych modelek na świecie, ale w głębi duszy to skromna dziewczyna z Częstochowy.

– Masz 24 lata, jesteś sławna, mieszkasz w centrum Manhattanu. Pamiętasz dzień, kiedy dotarło do Ciebie, że osiągnęłaś sukces?
Pamiętam, i to wcale nie był mój pierwszy pokaz. Agencja wysłała mnie na zdjęcia do Paryża. Robiliśmy edytorial na kampanię do niemieckiego „Vogue’a”. Rano ktoś do mnie zadzwonił przypominając, że po sesji mam pójść na casting do najnowszej kampanii Chloé. Powiedziałam: „Dobrze, dobrze” i natychmiast o tym zapomniałam. Po sesji wróciłam do hotelu, zamierzałam wziąć kąpiel i odpocząć. Wtedy przypomniałam sobie, że powinnam teraz być zupełnie gdzie indziej. Kiedy zziajana wpadłam na casting, cała ekipa była już rozluźniona, bo wszyscy myśleli, że już po pracy. Kiedy fotograf zaczął mi robić zdjęcia, wszyscy żartowali,  przekomarzali się. Następnego dnia dowiedziałam się, że zostałam wybrana do tej reklamy. To był najważniejszy dzień dla mojej kariery, tylko widzisz, niewiele zależało w nim ode mnie.

– Uważasz się za szczęściarę?
Chyba tak. Od kiedy pamiętam, marzyłam o tym, żeby zostać modelką. Z otwartą buzią oglądałam teledyski piosenek George’a Michaela: „Too funky” i „Freedom”. Znałam je na pamięć, a Linda Evangelista i Naomi Campbell były dla mnie boginiami. Mówiłam o tym tak często, że mama wysłała moje zdjęcie „Urody”, która razem z agencją D’Vision organizowała nabór dla przyszłych modelek. Moje zdjęcie bardzo się spodobało i jako 15-latka wyjechałam na pokazy do Mediolanu. To chyba właśnie jest szczęście.

– Bałaś się wyjść na wybieg?
Nie. Od razu wiedziałam, że sobie poradzę. Trudno mi było tylko przyzwyczaić się do tych strasznie wysokich butów. Podczas pierwszych pokazów otuchy dodawała mi mama. Pół roku później zostałam zaproszona na miesiąc do Paryża i wtedy pojechałam sama. Świetnie się tam bawiłam, ale ja zawsze łatwo się przystosowywałam do nowych warunków. Kiedy byłam mała, dużo podróżowaliśmy. Gdy miałam cztery lata, wyjechaliśmy do Grecji. Potem tata, który jest lekarzem weterynarii, dostał pracę w Kanadzie, a stamtąd na cztery lata wyjechaliśmy do południowej Afryki. Tam nauczyłam się angielskiego. Dzięki rodzicom zawsze miałam poczucie, że świat stoi przede mną otworem. Nauczyli mnie też odpowiedzialności. Mieli do mnie zaufanie i na wszystko mi pozwalali. A ja, żeby ich nie zawieść, nigdy nie nadużywałam danej mi wolności.


– Byłaś spokojna i poukładana?
Myślę, że aż za bardzo. W naszym domu to moja mama jest najbardziej zwariowana. Jakby jej na przekór byłam grzeczną dziewczynką. Może dlatego nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby dla kariery rzucić szkołę. Kiedy wróciłam z Paryża, zaczął się rok szkolny, a z agencji dzwonili z nowymi propozycjami. Odmawiałam, bo nie chciałam zawalać nauki. W końcu postanowiłam przenieść się do brytyjskiej szkoły w Paryżu. Myślałam, że uda mi się pogodzić naukę z pracą. Rodzice przystali na ten pomysł, ale kiedy przyjechałam do Paryża, okazało się, że z moim językiem wcale nie jest tak dobrze. Z piątkowej uczennicy stałam się średniakiem. Zamiast pracować, musiałam się uczyć. Pracowałam tylko w weekendy, żeby opłacić mieszkanie i czesne. Kiedy skończyłam tę szkołę, pomyślałam sobie, że nie mam czego szukać w Paryżu. Tutaj wszyscy mnie znali, a ja chciałam pracować z najlepszymi fotografami i dla największych agencji. Postanowiłam, że wyjadę do Nowego Jorku.

– Opowiadasz o tym tak, jakby przeprowadzka za ocean była najzwyklejszą rzeczą na świecie.
Wtedy czułam, że to jest najlepsze, co mogę dla siebie zrobić.

– I co? Tak z dnia na dzień spakowałaś się i wynajęłaś mieszkanie na Manhattanie?

Na szczęście nie przyjechałam tu sama. Mój chłopak, słysząc, że zamierzam zamieszkać w Nowym Jorku, powiedział, że jedzie ze mną. Na początku wcale nie było łatwo. Tak naprawdę musiałam tu trochę zaczynać od nowa, wejść w środowisko, poznać miasto. No, ale miałam Łukasza.

– Długo już jesteście razem?
Pięć lat. To chyba długo.

– Gdzie go poznałaś?
To wcale nie jest romantyczna historia. Któregoś razu podczas ferii zimowych przyjechałam do rodziców do Częstochowy. Tak się jednak ułożyło, że wszystkie moje koleżanki miały egzaminy, a rodzice byli zawaleni pracą. Siedziałam sama w domu. Wtedy mego tatę odwiedził kolega z liceum. Tata powiedział mu, że jestem w Polsce i nudzę się, a on mówi, że jego syn Łukasz też nie wie, co ze sobą zrobić. Łukasz został zmuszony do tego, żeby do mnie zadzwonić i zaprosić mnie na kawę, a ja zostałam zmuszona, żeby przyjąć zaproszenie. Myśleliśmy, że to będzie kompletna porażka, a tak się polubiliśmy, że spotykaliśmy się codziennie. No i zakochaliśmy się w sobie.

– Co Łukasz robi w Nowym Jorku?

Wczoraj zdał ostatni egzamin na studiach. Jesteśmy strasznie z tego powodu szczęśliwi. Mam w tym swój skromny udział, bo Łukasz to umysł ścisły, studiował finanse, ale przez ostatni semestr musiał pisać eseje na zajęcia z literatury. Błagał mnie, żebym zrobiła to za niego. Powiedziałam, że napiszę tylko pierwszy esej. Tak się składa, że dotyczył on jednej z moich ulubionych poetek, Emily Dickinson. Łukasz dostał najwyższą notę! Potem musiałam pisać eseje przez cały semestr, bo Łukasz bał się, że jeśli choć jeden napisze sam, nauczyciel się domyśli, że te wcześniejsze nie wyszły spod jego pióra. Teraz czekamy, aż Łukasz dostanie dokumenty umożliwiające mu pracę. On jest piekielnie zdolny i jestem pewna, że szybko coś znajdzie.

– Łukasz nie jest zazdrosny o Twoje barwne życie?
Na początku może trochę był, ale teraz mu przeszło. On jest odpowiedzialny i zdecydowany. Jest dla mnie wielkim wsparciem. Są dni, kiedy mam wszystkiego dość. Wtedy Łukasz mówi: „Zbierz się w końcu. Przecież to praca, o której marzyłaś”. I tego mi w takich chwilach najbardziej trzeba.


– A były momenty, kiedy zależało Ci na tym, żeby wystąpić w jakiejś reklamie, ale nie zostałaś wybrana?
Oczywiście. Mnóstwo razy. Praca modelki jest interesująca, ale także bardzo stresująca. Najgorsze jest to, że w tym zawodzie tak niewiele zależy od nas samych i że w zasadzie istniejemy dzięki innym ludziom. Długo się uczyłam, żeby nie brać do siebie wszystkiego, co słyszę na swój temat. Najtrudniej było, kiedy przychodziłam na casting i słyszałam, że jestem za ładna. Dostawałam szału, bo jak można być za ładną?! Kiedy usłyszałam to po raz pierwszy, postanowiłam dokładniej przygotowywać się do castingów. Przed pójściem na spotkanie z fotografem czytałam o nim wszystko. Zaczęłam się ubierać w T-shirty, trampki i spodenki. Któregoś razu tak ubrana wyszłam z pokoju, a Łukasz popatrzył na mnie przerażony i spytał: „Gdzie ty idziesz?”. „Na casting. Jak wyglądam?”. „Jakbyś wolała dziewczyny”, powiedział przerażony. „I o to chodzi”, odparłam. To brzmi jak żart, ale tak naprawdę nie zawsze jest wesoło.

– Tęsknisz za Łukaszem, kiedy jesteś na pokazach?

Dwa tygodnie są takim bezpiecznym czasem. Kiedy nie ma mnie z nim dłużej, zaczynam wariować. Na szczęście do Paryża zazwyczaj przyjeżdża moja siostra Asia. Ma sześcioletniego synka i w Częstochowie pracuje jako nauczycielka angielskiego. Do świata mody podchodzi z dużym dystansem i bardzo w niej to lubię. Jest moją najbliższą przyjaciółką. Marzę o tym, by zamieszkała gdzieś bliżej mnie. Na razie jednak się na to nie zanosi.

– Pomagasz swojej rodzinie finansowo? Wysyłasz im pieniądze?
Moi rodzice nigdy by się na to nie zgodzili. Mogę im tylko robić prezenty. Ostatnio z okazji ich 25. rocznicy ślubu wykupiłam im rejs po Morzu Śródziemnym. A siostrę zabrałam na zakupy do Paryża. I strasznie się śmiałam, bo jej w ogóle nie imponują znane marki. Przekonywałam ją: wybierz sobie, co tylko chcesz. A ona tylko kręciła nosem. W końcu weszłyśmy do sklepu Louis Vuittona. Pokazuję jej piękną torebkę, a ona mówi: „Ładna, ale nie podoba mi się, że ma te znaczki”. „Ludzie płacą fortunę, żeby mieć takie znaczki!”, tłumaczyłam jej, ale nie dała się przekonać.

– Dużo wydajesz na ubrania?
Lubię kupować ciuchy, ale czasem drży mi ręka. Kiedy wypatrzę coś ładnego, dzwonię do Łukasza i pytam: „Jak myślisz, mogę sobie to kupić?”, a on wtedy się wścieka: „Przecież to są twoje pieniądze. Sama na nie zapracowałaś. Kup sobie, co chcesz”.

– Łukasz to ten mężczyzna, z którym chcesz być do końca życia?

Dobrze nam ze sobą. Ale na razie nie planujemy ślubu. W lutym się zaręczyliśmy. Co będzie dalej, zobaczymy. Na razie nawet nie wiemy, gdzie chcielibyśmy mieszkać. Nowy Jork jest wspaniały, ale może warto byłoby się przenieść do Los Angeles? Teraz cieszymy się każdym wolnym dniem. Dzisiaj na przykład chcemy kupić deski, żeby Łukasz mógł zbudować szafkę do naszego mieszkania. A po południu może upiekę jakieś ciasto? Uwielbiam to. Tylko Łukasz krzyczy potem, że mu każę jeść, bo sama dbam o linię. Więc może lepiej pójdziemy do kina.

Rozmawiała Iza Bartosz / Viva
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)