Jak ona to robi?

Anna Samusionek - aktorka olśniewająca subtelną urodą i świetną figurą. Wulkan energii, zawsze w świetnej formie i pogodnym nastroju.
Ma 33 lata i spory dorobek na koncie. Nie wyobraża sobie życia bez aktorstwa. Karierę zawodową godzi z domowymi obowiązkami i wychowywaniem dwuipółletniej córeczki Angeliki.

Jak pracujesz nad piękną sylwetką i świetnym wyglądem?
-Przede wszystkim w miarę możliwości systematycznie, bo nie wierzę w efektywność krótkotrwałych zrywów. Gimnastyka przynajmniej dwa razy w tygodniu, najczęściej robiona w domu a także ruch na świeżym powietrzu, o każdej porze roku. W zachowaniu odpowiedniej wagi pomaga mi dieta wegetariańska ze sporadycznie jedzonymi rybami oraz dużą ilością warzyw i owoców. Nie bez znaczenia jest fakt, iż od czterech lat nie piję w ogóle alkoholu i nigdy nie paliłam papierosów. Świetny wygląd (jeśli już uznać mnie za jego wzór) to również kwestia genów i optymistycznego podejścia do życia. Nasze ciało jest zależne od naszej psychiki, nie pomoże najdroższa maseczka czy krem, gdy pozwalamy w naszym życiu królować pesymistycznym nastrojom. Za geny mogę tylko gorąco podziękować mamie i dbać jak najlepiej o to, czym obdarzyła mnie natura. W niczym jednak staram się nie przesadzać, bo zbyt zacięta walka o dobry wygląd - zamiast pomóc - może zaszkodzić.

Obowiązki matki i praca aktorki są bardzo absorbujące. Jak znajdujesz czas na drobne przyjemności?

- Drobne przyjemności to właściwe sformułowanie, bo rzeczywiście trudno jest o czas dla samej siebie. Kiedyś ktoś mi powiedział: pamiętaj, by w codziennej gonitwie znaleźć godzinę czasu dla siebie. Staram się to realizować. Czasem jest to spacer, czasem gimnastyka innym razem kino czy książka, chwila refleksji. Bywa, że ten moment wyłuskuję późną nocą, ale zawsze musi być. Na szczęście moja praca nie absorbuje mnie codziennie. Zawsze też umiałam efektywnie planować swoje zajęcia, a to bardzo się przydaje, gdy ma się napięty plan dnia.

Co jest dla Ciebie podstawą dobrego samopoczucia?
- Poczucie, że mam bliskich i życzliwych ludzi wokół siebie, którzy są gotowi mnie wesprzeć, gdy tego potrzebuję. Z całą pewnością wiara jest moją bazą pozytywnej energii i siły. Ale daje ją również mądra i zrównoważona dieta, bo nasz organizm to misterna maszyna, potrzebująca określonych składników. Dlatego staram się dostarczać tych pierwiastków, które są bezpośrednio odpowiedzialne za dobry nastrój. Jedząc dojrzałego banana śmieję się, że mam dwa w jednym, bo łączę przyjemność smaku ze zdrowiem, to lepsze niż łykanie tabletek z suplementami. Banany jem również dlatego, bo poprawiają nastrój i wpływają na moje dobre samopoczucie.

Jesteś uważana za optymistkę?
- Wiele bliskich osób nazywa mnie „słoneczkiem”, wiec chyba rzeczywiście z ty moim optymizmem nie jest najgorzej, choć nie polega to na tym, że chodzę z nieustannym uśmiechem na twarzy. Raczej jest to wynik wiary, że nawet najtrudniejsze chwile i doświadczenia można obrócić w osobisty sukces, że po najczarniejszej nocy nastaje dzień, a po burzy wcześniej czy później zaświeci słońce! Czego sobie i wszystkim ze szczerego serca życzę!

Jak zamierzasz w tym roku celebrować lato?
- Chyba tak jak zawsze, jak najbliżej lasów i jezior, jeżdżąc konno i korzystając z każdej wolnej chwili, by być z córeczką. To mój największy relaks i energetyczny „dopalacz”!

Co poradziłabyś wszystkim aktywnym kobietom, które u progu lata chcą sprostać wszystkim zawodowym i domowym obowiązkom, pozostając w świetnej formie i nastroju?
- Pamiętajcie, że wasz wygląd jest w dużej mierze zależny od waszego psychicznego nastroju. Nie traktujcie siebie jak wielofunkcyjnej maszyny, która we wszystkim musi być doskonała. Dajcie sobie czas na luz, wystawcie twarz do słońca (oczywiście posmarowaną kremem z filtrem). Zapytajcie siebie, czego pragniecie i krok po kroku spróbujcie to realizować, a efekty zaskoczą niejednego sceptyka!


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)