Edyta Herbuś ma zajęte serce

Mruga swoimi długimi rzęsami i przypomina, że jej serce jest od dawna zajęte. A teraz przeczytajcie, od jak dawna i jak bardzo.
/ 24.06.2008 13:09
Najgorętsza, najseksowniejsza i najpopularniejsza instruktorka „Tańca z gwiazdami”. Mówią o niej, że bez trudu łamie męskie serca, a partnerów owija sobie wokół palca. Edyta Herbuś śmieje się z tego.

Kiedy tylko ogłoszono skład IV edycji „Tańca z gwiazdami” wokół Edyty Herbuś zrobiło się gorąco. Ideał seksapilu i bożyszcze widzów ma tańczyć z Marcinem Mroczkiem i... niechybnie uwiedzie go już na pierwszym treningu. Pojawiły się pytania o trwałość jego uczuć do Agnieszki Popielewicz, o zazdrość między kobietami, insynuacje romansu. Zabawne, bo nikt nie zapytał Edyty, czy ona chciałaby takiej miłości. A odpowiedź byłaby prosta: „Nie”. Ponieważ w jej życiu, oprócz tańca, jest ktoś, kto pamięta jeszcze czasy, kiedy stawała się kobietą. I przy nim nikt nie ma szans.
Tomek Barański był idolem jej dzieciństwa. „To chyba było przeznaczenie”, zastanawia się Edyta. „Zobaczyłam w rodzinnych Kielcach plakat, że otwiera się nowa szkoła tańca i postanowiłam sprawdzić, czy to coś dla mnie. Zachęciłam przy okazji połowę klasy, do której chodziłam. Całą bandą poszliśmy się zapisać. I już po pierwszych zajęciach wiedziałam, że to jest to, co chcę robić w życiu. Na pierwszym turnieju dostaliśmy z partnerem tytuł Miss i Mistera Parkietu. Partner był kolegą z klasy. Długo jednak nie tańczyliśmy razem, ponieważ okazało się, że bardzo szybko robię postępy i w niedługim czasie dostałam partnera ze starszej grupy. Właśnie Tomka. Był najlepszym tancerzem w całej szkole. Miało się potem okazać, że jest to spotkanie na całe moje życie”.
Tomek Barański został zatem partnerem tanecznym Edyty w czasie, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Z czasem stał się jej narzeczonym, są ze sobą do dziś. Od pierwszych dni było jasne, że to para stworzona dla siebie. Na pierwszy wspólny turniej pojechali zaledwie po trzech miesiącach treningów. „Trzeba było przygotować pięć tańców, my zdążyliśmy cztery”, opowiada Herbuś. „Została nam jeszcze połowa passo doble. Postanowiliśmy jednak pójść na żywioł”. Odważyli się i wygrali. Pozostawili daleko za sobą 270 innych par. Edyta płakała przez godzinę ze szczęścia. Tylko utwierdziło ją to w przekonaniu, że wybrała właściwą drogę w życiu. I właściwą osobę u swego boku.

Dorosłe dziecko
„Strasznie poważnie podeszłam w dzieciństwie do tańca, ocenia dziś Edyta. „I mimo że byłam bardzo mała, to już potrafiłam rezygnować z wielu rzeczy, aby mieć czas na treningi. Nie jeździłam nawet na wycieczki szkolne, żeby nie tracić ani chwili na parkiecie. Wiedziałam, że jest tylko jedna rzecz, która może przeszkodzić mi w tańcu – nie mogę opuścić się w nauce. Tylko wtedy rodzice mogą zakazać mi treningów. Uczyłam się zatem najlepiej w szkole. Miałam średnią 5,6. Dziś często zastanawiam się, jak właściwie dawałam radę. Dzięki temu jednak miałam rodziców po swojej stronie. Jedynym problemem były pieniądze, bo taniec jest drogim sportem, a ja nie jestem jedynaczką”. Edyta Herbuś ma dwóch braci, jeden jest starszy o dwa lata, drugi, młodszy, ma lat 14. Bracia nie tańczą, choć młodszy pojechał kiedyś z siostrą na obóz taneczny i dawał sobie bardzo dobrze radę. Obaj za to interesują się sportem – grają w piłkę ręczną. Często odwiedzają Edytę w Warszawie, przyjeżdżają na turnieje, oglądają programy. Cała rodzina stoi za nią murem, może stąd jej poczucie wartości i pewność, że warto o siebie walczyć.

Szczęście i praca
A walczy dzielnie i często wygrywa. Już jako kilkunastoletnia dziewczynka tańczyła po kilka, a czasem kilkanaście godzin dziennie. Dziś dzieli czas pomiędzy szkołę tańca, którą prowadzi w podwarszawskim Otwocku, treningi do „Tańca z gwiazdami”. Z drugiej strony ma też mnóstwo szczęścia. Wciąż dostaje propozycje, które okazują się strzałem w dziesiątkę. Wygrała casting na prowadzącą program w MTV, zdobyła tytuł pierwszej wicemiss Hawaiian Tropic, założyła grupę taneczną, dostała rolę w kilkunastu „tańczących” reklamach, a także w serialu „Na Wspólnej” (ze swoim poprzednim partnerem z „Tańca z gwiazdami” Kubą Wesołowskim), wreszcie zatańczyła w najpopularniejszym programie rozrywkowym w Polsce i to od razu w doborowym towarzystwie. „Kuba Wesołowski jest całkiem inny w tańcu od Marcina Mroczka”, śmieje się. „Kuba nie ukrywał, że absolutnie nie ma predyspozycji do tańca. Prawdą okazało się, że nie słyszał muzyki. I nie usłyszał jej do samego końca. Kuba miał przy tym mnóstwo wdzięku i wielki dystans do siebie. Dzięki temu kompletnie się tym nie przejmował i za to pokochała go publiczność. Z kolei Marcin słyszy muzykę, jest sprawny i pracowity. Do tańca podchodzi o wiele poważniej. Jest perfekcjonistą.

Pracuś idzie do celu
Edyta tak samo perfekcyjnie, jak Marcin do „Tańca z gwiazdami”, przygotowuje się do roli aktorki. W „Na Wspólnej” gra dziewczynę, która zauroczyć ma Kubę Wesołowskiego. „Strasznie powoli zbliżamy się do siebie”, śmieje się Edyta. „Ale już czuć, że między bohaterami coś iskrzy. Żeby nie odbiegać od reszty aktorów, postanowiłam zapisać się na lekcje aktorstwa do Jacka Rozenka. Nie chciałabym źle wypaść”. Edyta nie wyobraża sobie, że może coś robić byle jak. Skoro ma grać, chce się tego nauczyć. Kiedy dostała propozycję prowadzenia programu w MTV, wydawało jej się, że będzie przeszkolona. Nigdy wcześniej nie występowała w telewizji. Została jednak rzucona na głęboką wodę... i poradziła sobie. „Strasznie się spięłam, żeby było dobrze, żeby sobie poradzić”, opowiada Edyta. „Wszystko dlatego, że nauczyłam się w życiu jednego. Aby coś osiągnąć, trzeba się strasznie napracować. Trzeba umieć rezygnować i dokonywać trudnych wyborów”.

Odwaga, by odejść i wrócić
Najtrudniejszym wyborem w jej życiu była decyzja o wyjeździe z Kielc. Poczuła, że nic więcej już tam nie osiągnie. Wraz z Tomkiem byli najbardziej znaną i uznaną parą w mieście – jedyną w Kielcach, która miała międzynarodową klasę S. To Edyta chciała wyjechać. Tomek początkowo wahał się. Rozstali się na jakiś czas. Edyta przyjechała do Warszawy z zamiarem podjęcia nauki jeszcze dalej, w Londynie. Warszawa miała być tylko przystankiem po drodze, stała się jednak stacją końcową. Tomek został w Kielcach, ale często przyjeżdżał do Edyty. Najpierw tylko po to, by tańczyć z nią na pokazach, których propozycje zaczęły pojawiać się coraz częściej. Tęsknili bardzo. Z czasem oboje zrozumieli, że są na siebie skazani, inaczej nie potrafią. „Tomek jest bardzo zdolnym tancerzem”, uśmiecha się Edyta. „Zna mnie od zawsze i ufa mi. Brukowce insynuowały mi różne romanse, ale Tomek nie ma z tym problemów. Nie jest zazdrosny o Marcina i nie był o Kubę. Często bywał na treningach i wspierał dobrą radą. Kiedy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, rozmawiamy ze sobą o wszystkim. Tomek jest niezwykłym, wrażliwym, ale i bardzo żywiołowym, energicznym mężczyzną o dobrej energii. Mamy podobne temperamenty, stąd częste nieporozumienia, ale i namiętności, jakie szargały przez lata naszym związkiem. Zdarzało nam się rozstawać i wracać do siebie. Ale zawsze wracamy, bo jesteśmy sobie bardzo bliscy. Jest kochany, wspiera mnie i pociesza, kiedy tego potrzebuję. Dobrze mi”.

Plotki? Zabawne....
Jest szczęśliwa. Ma obok siebie mężczyznę, którego kocha. Razem prowadzą szkołę tańca Dancestudio. Zawsze są obok niej przyjaciele. Ludzie na ulicy uśmiechają się do niej serdecznie. Dostała kredyt na mieszkanie i zaczęła urządzać swoje własne miejsce w Warszawie. Mieszkanie ma całkowicie babskie kolory – róż i malinowa czerwień w sypialni, małe poduszeczki z cekinami, błyszcząca narzuta z falbankami na łóżko. Salon w kolorach waniliowych z odcieniami beżu. „Tak dobrze czuję się we własnym domu!”, uśmiecha się. „Kiedy wracam wieczorem po treningach i zatapiam się w mięciutkiej sofie, mam poczucie totalnej szczęśliwości”. Edyta rozpływa się i promienieje. Wygląda na bardzo spełnioną kobietę. Żadne opowieści o romansach nie robią na niej wrażenia. Kiedy okazało się, że ma tańczyć z Marcinem Mroczkiem, zadzwoniła do jego narzeczonej Agnieszki Popielewicz i powiedziała, że zaprasza ją na próby. Powiedziała, że ona też ma narzeczonego i uspokoiła ją, że nie ma powodów do obaw. Plotki śmieszą ją. Nie czyta brukowców. „Mam dystans, bo wiesz... mam w życiu szczęście i to jest ważne”, podsumowuje Edyta. „Nie potrzebuję nic innego. Chcę tylko dawać radość innym i sobie, kochać i być kochaną. Pewnie każdy Ci tak mówi...”

Agnieszka Prokopowicz/ Viva!
Zdjęcia Marek Straszewski
Stylizacja Karolina Kiczko
Makijaż Julita Jaskółka/IsaDora
Fryzury Jaga Hupało&Thomas Wolf /Hair Design
Produkcja sesji Ewa Opalińska

Redakcja poleca

REKLAMA