Cate Blanchett fot. <a href="http://www.bew.com.pl" target=_blank">BE&W</a>

Cannes - pępek świata

Na kilkanaście majowych dni Cannes staje się centrum wszechświata. Tu krzyżują się drogi tysięcy dziennikarzy, to w tym porcie chcą zacumować najdroższe i najbardziej luksusowe jachty.
/ 26.03.2010 11:39
Cate Blanchett fot. <a href="http://www.bew.com.pl" target=_blank">BE&W</a>
I tylko tutaj liczba gwiazd na kilometr kwadratowy może przyprawić o ból głowy. Ale co jest w centrum tego centrum? Czy tylko dobre kino? W tym roku na pewno – pępek Angeliny Jolie.

Każdy festiwal w Cannes musi mieć swojego bohatera. W tym roku w tej kategorii zwyciężyła... Angelina Jolie! Kiedy pojawiła się w festiwalowym miasteczku, znokautowała rywalki. Nikt już nie dyskutował o filmach ani o kolejnej kreacji Evy Longorii. Liczyło się tylko to, że Angelina potwierdziła, że spodziewa się bliźniaków. A właściwie nie tyle ona, co Jack Black, z którym promowała film „Kung Fu Panda”. Temat dzieci zdominował jej wywiady i konferencję prasową. To dziwne, bo do tej pory nie chciała zdradzać szczegółów życia prywatnego. Tym razem opowiadała nawet o tym, jak są umeblowane pokoje jej maluchów. „Bardzo nam z Bradem zależy, żeby Zahara, Pax i Maddox byli świadomi tego, skąd pochodzą. Zapoznajemy ich z historią ich krajów. Na ścianie w swoim pokoju każdy ma flagę narodową, uczy się rodzimego języka”, mówiła. Dziennikarze dziwili się, że w ósmym miesiącu ciąży zdecydowała się przyjechać do Cannes. Ale Angelina uśmiechnęła się tylko i stwierdziła: „Ciąża to chyba mój ulubiony stan. Czuję się świetnie, nareszcie wiem, do czego naprawdę służy mój organizm”. Czy festiwal jej nie męczy? Nie, bo razem z Bradem i dziećmi zamieszkali w luksusowej willi milionera i współzałożyciela Microsoftu Paula Allena na St. Jean Cap Ferrat. Mają tam basen, ogród, gdzie mogą bawić się dzieci.

W Cannes byliby więźniami luksusowego pokoju hotelowego. Być może zostaną tu aż do rozwiązania. Angelina zastanawia się, gdzie urodzić bliźniaki. Francja jest jej szczególnie bliska, bo stąd pochodzi jej matka.

Jak uciec od Cannes?
Tych, którzy pojawili się w Cannes w tym roku, nie sposób wymienić. Mick Jagger, Madonna, Salma Hayek. Cate Blanchett, Harrison Ford, Steven Spielberg. Goldie Hawn, Maradona, Mike Tyson. Nie przyjechała za to Scarlett Johansson. A wymieniano ją wśród najważniejszych gości. Najpierw odwołała wywiady, potem stwierdziła, że nie uda jej się przybyć. Szkoda. W kuluarach wspominano, jak kilka lat temu, po filmie „Między słowami”, Scarlett sama prosiła o wywiady. Dwa lata temu na festiwalu w Wenecji, gdzie promowała „Czarną Dalię”, już ciężko było się z nią porozumieć. Czyżby teraz przyszedł czas na „gwiazdorzenie”? Javier Bardem, który razem ze Scarlett i Penélope Cruz powinien promować tu najnowszy film Woody’ego Allena „Vicky Cristina Barcelona”, też się nie pojawił. Oficjalne wytłumaczenie? Skrajne wyczerpanie. Nieoficjalne? Fotografowie nie daliby mu tu żyć, ze względu na romans z Penélope. Ona na pytania dotyczące Javiera nie chciała odpowiadać. Stwierdziła tylko, że uważa go za najlepszego aktora na świecie. Za to Woody Allen zgrabnie się zareklamował. Dlaczego nakręcił swój film w Barcelonie? Bo zaprosiły go władze miasta, które również zgodziły się ten film sfinansować. A że było akurat piękne lato, to w dodatku rodzina miała darmowe wakacje. Jeśli inne miasta mają ochotę na taką promocję, proszę bardzo. Wystarczy jeden telefon.


Przesiąknięci dymem
Sean Penn, przewodniczący tegorocznego jury, nie byłby sobą, gdyby nie poskarżył się na politykę George’a W. Busha, nie przestrzegł przed ślepą wiarą w Baracka Obamę i nie okazał pogardliwego stosunku do... francuskiego prawa o zakazie palenia w miejscach publicznych. Na konferencji prasowej demonstracyjnie otaczał się chmurą dymu. Zresztą zakaz ten zdaje się nie obowiązywać na festiwalu. Wszyscy palą tu na potęgę. Francuskie kino wciąż propaguje ten styl życia. Catherine Deneuve bez papierosa? Gwiazda promowała w Cannes aż dwa filmy: „Un conte de Noel” i „Je veux voir”. W tym pierwszym pojawiła się razem z córką, Chiarą Mastroianni. Jednak na czerwonym dywanie królową zdecydowanie była ona sama.

Jak obalić mit?
Natalie Portman, członkini jury, starała się udowodnić, że zasługuje na miano najbardziej inteligentnej młodej aktorki. Jej wypowiedzi były tak wystudiowane, że aż... nudne. Za to doskonale prezentowała się na czerwonym dywanie. Starała się nie spotkać z Gaelem Garcią Bernalem, dawnym chłopakiem, który razem z Julianne More promował „Blindness”. To właśnie Gael w czasie wywiadu zdradził mi tajemnicę, która zmieniła moje myślenie o Cannes. Zapytany o to, czy bawi się festiwalowym życiem, odpowiedział, żebym nie wierzyła w te wszystkie huczne imprezy. „To raczej eleganckie koktajle, gdzie wszyscy popijają szampana i rozmawiają o rzeczach nieistotnych. Nie ma tu miejsca na spontan. Gwiazdy pojawiają się na kilka chwil, po czym znikają. To nie miejsce na zabawę. To biznes”, stwierdził. Dziennikarze też nie mają wielkich szans na szaleństwa, bo ich praca zaczyna się razem z pierwszym filmowym pokazem o 8.30. Chociaż są i tacy, którzy trafiają na kinową salę prosto z przyjęcia. Z przekrzywionym krawatem lub w balowej sukience przysypiają w fotelu.

Lek na całe zło

Czerwony dywan to nie tylko promocja i przepych. Dla niektórych może być lekarstwem na smutek. Eva Longoria, która przechodzi kryzys małżeński, bo jej mężowi Tony’emu Parkerowi coraz bardziej podobają się inne kobiety, tu przynajmniej na chwilę o tym zapomni. Co wieczór ona i Aishwarya Ray, ambasadorki L’Oréal, wzbudzają aplauz gapiów. Przeciwnie niż całkiem liczna grupa pań, które dzięki zaproszeniu na wieczorną premierę chciałyby zaistnieć. Przed obiektywami najdłużej pozują największe gwiazdy i... nikomu nieznane ślicznotki. Czasem aż przykro patrzeć, jak wdzięczą się do obiektywów.

Czekając na wieczór

Przy Croisette hałas i zgiełk, a w centrum Cannes grupa starszych panów jak gdyby nigdy nic gra w bule. Nie obchodzą ich gwiazdy, nie przeszkadza rozgardiasz. Wpatrzeni w kule godzinami potrafią kłócić się o to, kto wygrał. Dziwne, bo większość mieszkańców, których nie interesują celebrities, na czas festiwalu przenosi się za miasto. Mieszkania wynajmują za niebotyczne sumy spragnionym wrażeń dziennikarzom (za dwa tygodnie można dostać kilka tysięcy euro). Ci, którzy pozostali, dzielnie przeciskają się w tłumie, okupują ekskluzywne hotele w nadziei na zdjęcie Penélope Cruz, Cate Blanchett czy Dustina Hoffmana. Najbardziej wytrwali już od rana czekają na wieczór, zajmując najbliższe czerwonego dywanu miejsca, gdzie jest szansa na autograf. Nie przeszkadza im deszcz, który w tym roku postanowił wszystkim trochę poprzeszkadzać. Ale nawet ulewa nie może nic zmienić w Cannes. Tłumy jak miały stać, tak stały, gwiazdy  jak miały zachwycać, tak zachwycały. I wszystko było jak trzeba.

Z Cannes Anna Rączkowska
Tagi: festiwal