Aleksandra Woźniak

Ciągle ma nadzieję, że kolejny związek będzie tym na zawsze. Marzy o wspaniałym facecie, który naprawdę pokocha ją i jej córeczki.
Dorota Wellman: Jak to jest być mamą bliźniaczek?
Aleksandra Woźniak: Podwójne szczęście i podwójny obowiązek. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest łatwo. Ponieważ staram się zrobić wszystko jak najlepiej, czyli i posprzątać mieszkanie, i ugotować dobry obiad, i mieć dla dzieci czas, to bywa, że wieczorem źle się czuję. Dzwonię pożalić się do mojej mamy, która mówi: „Olu, jesteś moim dzieckiem i nie pozwalam ci się wykańczać. Czasami sobie odpuść”. A ja nie potrafię. Nie daję sobie pomóc, jestem Zosia Samosia. Mama często powtarza: „Dlaczego nie dasz dzieci na weekend?” Ale ja nie potrafię się z nimi rozstawać. Może one już do tego dojrzały, ja jeszcze nie.

- Czy ktoś Ci pomaga?
Mama pracuje, stara się mi pomóc w weekend, ale wiem, że chociaż jeden dzień w tygodniu powinna odpocząć, więc nie chcę jej za dużo eksploatować. Na przykład sesję zdjęciową do naszego wywiadu zrobiłam dzięki pomocy rodziców, którzy w niedzielę zajęli się dziećmi. Wiec w sobotę nie miałabym sumienia, by mamę o cokolwiek prosić. Bardzo dużo pomaga mi moja ciocia, która jest na emeryturze. Jestem jej naprawdę bardzo wdzięczna. Gdyby nie jej wsparcie i bycie na każdy mój telefon, chyba naprawdę bym się wykończyła. Gdy pracuję, cioci pomaga niania. Jednej osobie z bliźniaczkami byłoby za ciężko. Korzystam z ich pomocy, gdy wychodzę do pracy. Jest jeszcze tata dziewczynek, z którym nie jestem już od roku, ale staram się utrzymywać kontakt. Mój były partner spotyka się ze swoimi córkami.

- Jakie są dziewczynki? Identyczne z charakteru i urody?
Są bliźniaczkami jednojajowymi, czyli powinny być identyczne, ale nie są. Julia jest bardziej dominująca, chętniej mówi „moje” i już słyszę, jak za moment powie: „Ja tu rządzę!” Ania się nie daje, bo też ma temperament. Łączy je miłość do tańca. Tańczą do wszystkiego, co jest jakimkolwiek dźwiękiem: odkurzacza, odwirowującej pralki. Rosną mi artychy. Popisują się przed gośćmi.

- Ubierasz je tak samo?
Teraz tak, ale gdy będą potem mówiły, co chcą założyć, nie będę niczego narzucać.

- Młode damy mają teraz dwa lata.
Tak i chyba minął najgorszy moment. Przez ostatni rok trzeba je było nieustannie kontrolować. Bez przerwy się wspinały na różne wysokie sprzęty. Myślałam, że się wykończę. W lipcu zeszłego roku wyjechałam nad morze. To była prawdziwa droga przez mękę! Po powrocie wszystko na mnie wisiało, ważyłam czterdzieści parę kilo. A właśnie ustalano kostiumy dla mojej bohaterki w serialu „Złotopolscy”. Wszyscy patrzyli na mnie ze zgrozą, jakbym była chora. A co to znaczy „wakacje nad morzem?” Wielka piaskownica! Jedna dziewczynka biegła tu, druga - tam. Nie przypominały w ogóle tych dzieci, które widziałam na filmach, jak grzecznie robią babki z piasku!

- Nic nie jest proste z dwojgiem dzieci. Nawet zwykły spacer.
Mam podwójny wózek. Najlżejszy z możliwych, waży osiem kilo. A dziewczynki po trzynaście. Łatwo pchać taki ciężar po prostej drodze, najgorzej się skręca. W zimie nie mogłam już jeździć wózkiem. Zostałam zmuszona, żeby z nimi chodzić. Więc przed spacerem im mówię: „Będziecie grzeczne? Nie będziecie się mamusi wyrywać?” Po czym, jak tylko wychodzimy, każda wybiera inny kierunek. Są ciekawe świata. Ostrzegam: „Tam nie idźcie, bo tam chodzi duży pies!” „Pieś”, cieszą się dziewczynki i już tam biegną.

- Jak wygląda teraz Twój dzień?
Robię wszystko to, z czego się kiedyś śmiałam. Siedzę, jak kwoka, z innymi mamami na podwórku. Wymieniam poglądy o zapobieganiu infekcjom, gdzie można dostać najwygodniejsze buty dla dzieci. Przez wiele miesięcy była to jedna z bardzo nielicznych moich rozrywek, kontakt ze światem zewnętrznym, cieszyłam się, że mogę się umalować i wyjść z małymi do piaskownicy. To było dopiero przeżycie.

- Czy dziewczynki są ze sobą bardzo związane?
Myślę, że bardzo! Jak jedna dłużej śpi, to drugą trzeba powstrzymywać, żeby nie robiła siostrze pobudki. Muszę walczyć, żeby nie dobijała się do drzwi.

- Co czujesz, gdy wychodzisz do pracy?
Byłam z dziewczynkami w domu 15 miesięcy. Gdy po raz pierwszy wybierałam się kilka miesięcy temu na plan, czułam niepokój. Wydawało mi się, że wszystko się beze mnie zawali! Oczywiście nic takiego się nie stało. Myślę, że to przede wszystkim dzięki mojej cioci, która uwielbia dziewczynki nade wszystko i wiem, że przy niej mają doskonałą opiekę. Oczywiście, gdy idę do pracy, muszę się szybko wyszykować, żeby dziewczynki nie miały za dużo czasu na myślenie o tym, że mama wychodzi. Na szczęście mój powrót do pracy nie wiązał się z dużą nieobecnością w domu. Na planie „Złotopolskich” bywałam kilka dni w miesiącu, pozostały czas mogłam poświęcić córkom. Przestałam mieć wyrzuty sumienia, wiem, że chcę pracować, dociera do mnie, że to jest dobre również dla nich. Pomijam fakt, że przecież muszę je i siebie utrzymać!

- Jesteś samotną matką?
Tak, od prawie roku. Jest bardzo ciężko. Mam chwile skrajnego wyczerpania. Myślę wtedy: „Co się stanie, jak zemdleję?” Dzwonię do rodziców, oni dzwonią do mnie, sprawdzając, czy wszystko dobrze.

- Czy dziewczynki odczuły rozpad Twojego związku?
Podjęłam tę decyzję, kiedy miały niecały rok. Są jeszcze bardzo malutkie. Na razie przyjęły do wiadomości, że tata ma mieszkanie i my mamy mieszkanie. I tylko to. Nie widują taty codziennie i taki stan jest dla nich normalny.




- Finansowo też nie jest łatwo samotnym matkom.
Chciałam, ale i musiałam wrócić do pracy. Największe wsparcie mam u rodziców i moich braci bliźniaków. Jakbym miała problemy finansowe - pomogą. Były już chwile, że musiałam od rodziny pożyczać pieniądze. Nieobca mi jest sytuacja, kiedy muszę liczyć się z każdym groszem.

- Niektóre kobiety wolą wytrwać w nieudanych związkach, ale mieć stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.
A dla mnie najtrudniejsze byłoby trwać w nieudanym związku, z człowiekiem, którego postępowania nie akceptuję. Dzieci w takiej rodzinie na pewno nie byłyby szczęśliwe. Chociaż nie tworzymy z dziewczynkami tak zwanej pełnej rodziny, myślę, że uda mi się zbudować dla nich szczęśliwy dom. Ze wszystkich stron dziewczynki są otoczone miłością, mają kochających dziadków, wujków (moich braci bliźniaków), ciocie, mają ciepło i spokój. Staram się być dzielna.

- Nie masz szczęścia w miłości?
Nie mam intuicji, zbyt impulsywnie podejmuję decyzje. Za każdym razem chciałam, by związek się ułożył i był na zawsze. Nigdy nie zaczynałam nowego związku, gdy stary jeszcze trwał. Nigdy nie chciałam czegoś na chwilę, nigdy w życiu nie miałam romansu. Ale nie układa mi się. Przeżyłam już chorobliwą zaborczość partnera. Kiedy się zaangażowałam i byłam po uszy zakochana, okazało się, że zamknięto mnie w złotej klatce. W innym związku czułam się zagłaskana na śmierć. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego się rozstałam z kimś tak czułym. A on pisał karteczki, że tęskni, gdy brałam prysznic. 20 razy dziennie telefony.

- Może Ty jesteś jakąś heterą?
Skąd taki wniosek? Przecież nie byłam porzucana?

- Pamiętasz swoją pierwszą miłość? Może chociaż ona była szczęśliwa?
Pamiętam ją dokładnie. Miałam 18 lat. To był chłopak z mojego liceum. Wydawało się, że łączy nas wielka miłość, oszalałam na jego punkcie. Był dla mnie księciem z bajki! Uwielbialiśmy godzinami ze sobą rozmawiać, nigdy nie nudziliśmy się. Było tak pięknie! Doszło do zaręczyn. Snuliśmy wspólne plany... Po jakimś czasie dowiedziałam się od „życzliwych”, że mój ukochany prowadził podwójne życie! Gdy rozstawał się ze mną, szedł szaleć na różnych imprezach. Gdy chciałam zakończyć ten związek, przepraszał, płakał, obiecywał, że już nigdy więcej. Taka szarpanina trwała dwa lata. Rozstanie przeżyłam okropnie.

- Dlaczego nie udał się związek z Maćkiem Ślesickim?
Nie chcę więcej opowiadać o moich związkach. Było, minęło. Powiem tylko jedno: byłam w nim szaleńczo zakochana. Był dla mnie najpiękniejszy, najmądrzejszy, guru. Bolały mnie więc oskarżenia, że związałam się z nim dla kariery!

- A dlaczego nie udało się w małżeństwie?
Jak już powiedziałam, nie będę opowiadać o swoich związkach.

- A z ostatnim partnerem, ojcem dziewczynek?
Może zakochuję się w niewłaściwych mężczyznach. A przede wszystkim zbyt pochopnie podejmuję, a raczej podejmowałam ważne życiowe decyzje.

- Czy te złe doświadczenia zraziły Cię do mężczyzn?
Zraziłam się do siebie. Teraz będę ostrożna. Albo znajdę tego właściwego, albo będę całe życie sama!

- Nie będzie łatwo znaleźć tego właściwego, także dlatego, że masz dwójkę dzieci.
Jeżeli to będzie ten właściwy, to moje dzieci nie będą dla niego przeszkodą. A jak będą - to znaczy, że to nie ten!

- Masz czas, żeby coś zrobić dla siebie?
Zapomniałam o kosmetyczce. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam na basenie. Chodzę tylko do fryzjera. A właściwie dla oszczędności czasu to fryzjerka przychodzi do mnie i strzyże, kiedy dzieci śpią.

- Jesteś prawdziwą Matką Polką! Rodzice są z Ciebie dumni?
Martwią się o mnie. Przypominam im wtedy, że byłam przecież grzeczną córeczką. Gdzieś kiedyś musiała ta para znaleźć ujście. Nie miałam okresu buntu, nie paliłam, nie piłam, nie rozrabiałam. Byłam przykładna. Opiekowałam się braćmi. Nikt nie jest doskonały.

- Masz teraz dużo pracy?
Przez pierwszy rok od urodzenia dziewczynek nie tęskniłam do pracy. Potem propozycje przyszły same. Przewijałam dziecko, kiedy zadzwonił telefon z pytaniem, czy bym nie chciała związać się na stałe ze „Złotopolskimi”. Przyjęłam propozycję z radością. Rola się rozwija. Moja bohaterka wróciła z Ameryki, osiadła w Polsce na stałe, jest zakochana. Parę tygodni temu zaproponowano mi rolę Weroniki w „Kryminalnych”. Jestem szczęśliwa.

- Co Ci towarzyszyło przy powrocie do pracy: stres czy radość?
Po takiej przerwie byłam zestresowana. Na planie serialu „Złotopolscy” przyjęto mnie życzliwie i ciepło. Panuje tam włoska atmosfera, wszyscy gadają, wrzeszczą na siebie, a potem się godzą. Nie mniej zauroczona jestem atmosferą, która panuje na planie „Kryminalnych”, gdzie gościłam po raz pierwszy dwa tygodnie temu.

- Dostałaś propozycje zupełnie inne niż rola Kasi z „13 posterunku”?
I z tego się bardzo cieszę. Odcinam się od Kasi. Szukam nowych wyzwań. Aktor powinien być w każdej roli inny, a nie powielać podobne typy. W „Kryminalnych” Weronika jest nieśmiałą szarą myszką. W „Złotopolskich” jestem przebojową bizneswomen.

- A o pracy w teatrze nie marzysz?
Teatr odebrałby mnie zupełnie dziewczynkom. Przede wszystkim chcę być mamą, a potem aktorką. W czołówce serialu „Złotopolscy” pokazuje się moja twarz i dziewczynki krzyczą: „Mama, dam”, jakby chciały mnie wziąć, a ja mówię: „Przecież ja tu jestem”. Chcę się im kojarzyć z domem, a nie z mamą, za którą się wiecznie tęskni.

– I nigdy, nawet w tyle głowy, nie pojawiła się myśl: „Mam dzieci. „Cholera, tego nie mogę już zrobić?” Taki żal za utraconą wolnością?
Urodziłam dzieci koło trzydziestki. To był ten moment, że chciałam je mieć. Miałam dosyć zajmowania się sobą. Dojrzałam i nie żałuję. Wierzę, że mam anioła stróża, który dopilnuje, że wszystko zdążę zrobić we właściwym czasie. Jak mówi mama, jestem patologiczną optymistką!

Rozmawiała Dorota Wellman/Viva!
Zdjęcia Krzysztof Dubiel
Stylizacja Monika Surowiec/Metaluna
asystent stylistki Marcin Żarczyński/Metaluna
Makijaż Agata Kalbarczyk
Fryzury Sylwia Habdaś-Zardoni/Metaluna
Scenografia Agata Przybył
Produkcja sesji Ewa Opalińska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/13 lat temu
Kogo ona obchodzi?Jakas tam policcjantka Kasia z durnego serialu???wielka gwiazda sie znalazla
/10 lat temu
A kogo twoja opinia obchodzi- jakas Valeriana posrana...
/10 lat temu
tyle ze nie ma szczescia do facetow.podziwiam ja ze daje sobie rade z dwojka dzieci...i ze nie musiala robic nagich sesji choc ma niezla figure.Po prostu szanuje siebie
POKAŻ KOMENTARZE (2)