Kłóć się na zdrowie

Nie zazdrość parom, które nigdy się nie kłócą. Sprzeczki są potrzebne. Po pierwsze dla Twojego zdrowia, po drugie dla związku.
/ 26.09.2005 13:58
Kłótnia to coś w rodzaju emocjonalnego detoksu. Amerykańscy badacze doszli do wniosku, że kobiety, które tłumią emocje, są cztery razy bardziej narażone na ryzyko poważnych chorób niż te, które jednak czasem się kłócą. Jesteśmy więc w zdecydowanie lepszej sytuacji od mężczyzn, bo łatwiej okazujemy uczucia. Kiedy uzewnętrzniamy własne emocje, pozwalamy sobie rozładować napięcie na bieżąco. Zachowując zaś stoicki spokój, kumulujemy je i w konsekwencji działamy przeciwko sobie. Takie tłumienie emocji może się odbić na zdrowiu, stając się źródłem kłopotów z sercem, bólów głowy czy żołądka.

Co mnie tak denerwuje?
Na pewno słyszałaś, że przeciwieństwa się przyciągają. W Twoim mężczyźnie zauroczyło Cię to, czego potrzebowałaś akurat wtedy, gdy go spotkałaś. Sytuację możesz odwrócić. Czasem warto się zastanowić, co Cię teraz w nim
denerwuje. Jeśli więc wściekasz się, że Twój facet zbyt długo myje auto, to może znaczyć, że potrzebujesz czasu na swoją pasję. Pomyśl: może nie potrafisz odpoczywać, nie umiesz się wyłączyć i dlatego dążysz do tego, by być cały czas w kontakcie z partnerem.

Kto się czubi, ten się lubi
Często na pierwszym spotkaniu terapii małżeńskiej psychoterapeuci mówią skłóconej parze: „To dobrze, że się kłócicie, bo jeszcze Wam na sobie zależy”. – Brak sporów mógłby oznaczać, że skapitulowaliście, uznaliście, że nie ma już sensu inwestować w związek. Konfrontacja jest przecież pewnego rodzaju zaangażowaniem – tłumaczy Joanna Dulińska.
Jeśli unikasz za wszelką cenę konfliktów, warto, byś wiedziała, że to może się obrócić przeciwko Tobie. Gdy próbujesz unikać starć i podporządkowujesz się drugiej osobie, to nie rezygnujesz ze swoich pragnień – są one jedynie chwilowo zepchnięte na dalszy plan. Wtedy tylko pozornie w Twoim domu nie dochodzi do konfliktu. Tak naprawdę on się czai i w każdej chwili może wybuchnąć – dodaje Joanna Dulińska. Zdarza się, że osoba podporządkowana próbuje swoje potrzeby realizować na boku. Bywa, że z przyjaciółką, ale czasem z kochankiem.

Przegrać znaczy wygrać
Ludzie kłócą się na nieskończenie wiele sposobów. Jedne pary gwałtownie, głośno krzyczą. Inne milczą całymi dniami. Jeszcze inne dokuczają sobie ostrymi słowami. – Nie ma jednego optymalnego sposobu prowadzenia sporu z partnerem – twierdzi Joanna Dulińska. – Styl kłótni zależy od wielu czynników, w tym również od naszego temperamentu. Najważniejsze, by w wyniku starcia udało się osiągnąć kompromis.
Oczywiście najłatwiej dojść do niego, po prostu rozmawiając ze sobą. Ale czasem nawet ciche dni mogą wyjść na dobre. Pod jednym warunkiem: że obie osoby przemyślą sobie wszystko w samotności i każda z nich chociaż trochę się zmieni. Bo podczas konfliktu nie powinno Ci zależeć, by wygrać. Jeśli wygrasz, to tak naprawdę przegrasz. – Natura ludzka ma to do siebie, że osoba pokonana szuka sposobności, by się odegrać – podkreśla Joanna Dulińska. Więc we wspólnym interesie jest zadbanie o to, by wypracować kompromis, który zadowoli obie strony konfliktu. Kłótnia ma wtedy jakiś sens, jeśli w wyniku starcia spotkasz się z partnerem w połowie drogi. Nie ma zaś sensu, gdy nie zmienia niczego. Bo wtedy związek zamiera, nie ewoluuje.

O co Ci chodzi?
Gdyby ktoś Cię spytał, o co się najczęściej kłócisz, pewnie odpowiedziałabyś: „O drobiazgi”. Joanna Dulińska twierdzi, że pod tymi drobiazgami kryją się zwykle jakości, które odbieramy jako zagrażające nam samym. Często okazuje się, że sprzeczka o niepozmywane naczynia jest tak naprawdę sporem o rolę kobiety i mężczyzny w związku, walką o to, kto będzie rządził w domu. By kłótnia była konstruktywna, warto się zastanowić: „O co mi tak naprawdę chodzi i czy chcę o to walczyć?”. Ludzie krzyczą na siebie, zajadle
wypominają zaszłe sprawy, a po jakimś czasie ze zdziwieniem stwierdzają, że stracili z oczu faktyczny przedmiot sporu. – Zachowują się, jakby nie byli przekonani o słuszności swoich argumentów. Nie umieją nawet przypomnieć sobie, od czego się zaczęło i o co im chodziło. Dlatego w sporze warto dobrze znać swój punkt widzenia – mówi Joanna Dulińska.

Bez interpretacji, kochanie
Porównaj dwie wypowiedzi. Pierwsza: „Ty mnie ignorujesz! Ciągle tylko czytasz gazetę”. Druga: „Czuję się samotna, kiedy czytasz gazetę”. Na pierwszy tekst facet najprawdopodobniej odpowie zdenerwowaniem: „Kobieto, wcale Cię nie ignoruję! Po prostu czytam sobie gazetę”. I pole do kłótni będzie otwarte. Ale na drugą nie zareaguje już tak opryskliwie, bo partnerka mówi tylko o konkretnych faktach i swoich uczuciach, nie oskarżając przy tym nikogo. Podczas sprzeczki warto dać do zrozumienia, że jesteś otwarta na argumenty drugiej osoby. Niestety, nasze kłótnie zbyt często przypominają przeciąganie liny. A wtedy szanse na kompromis równają się zeru.

Pozwól sobie na emocje
Masz prawo płakać podczas kłótni, a nawet mówić podniesionym tonem. Naprawdę! – Nie jestem zwolenniczką spierania się w każdej sytuacji w sposób wyważony. Pewnych spraw nie da się przekazać spokojnym głosem. Podniesiony ton jest niejako fizjologicznie wpisany w ludzką emocjonalność – mówi Joanna Dulińska. Wyobraź sobie, że jakaś kobieta dowiaduje się o zdradzie swojego partnera. Jest roztrzęsiona, płacze. A on mówi: „Jak chcesz o tym rozmawiać, to musisz się uspokoić!”. Ona: „Ale jak mam mówić o tym spokojnie, kiedy to boli?”. On: „No i właśnie na tym polega problem z Tobą: jesteś zwyczajną histeryczką!”. – Pytanie tylko, jakim cudem ta kobieta ma przekazać to, co czuje, bez emocji? Z jej punktu widzenia racjonalne argumenty są teraz nieistotne. Jeśli ona ulegnie i zmusi się do stoickiego spokoju, to rozmowa przestanie dotyczyć tego, co dla niej najważniejsze – twierdzi Joanna Dulińska.

Czerwone światło
Co robić, jeśli podczas kłótni partner przekroczy granice: zacznie krzyczeć albo Cię obrażać? – Możesz zastosować zasadę czerwonego i zielonego światła. Czerwone dla sposobu kłócenia się, a zielone dla treści: „OK, rozumiem, że jesteś bardzo wkurzony! Ale absolutnie nie zgadzam się, byś mnie obrażał, klął i wrzeszczał!” albo inaczej: „Rozumiem, że coś jest na rzeczy! Ale ja bardzo się boję krzyku i dlatego nie mogę uczestniczyć w takiej rozmowie” – proponuje Joanna Dulińska. Ważne, byś była stanowcza. Siłę i lepszą pozycję daje Ci świadomość tego, co podczas sporu dzieje się z Tobą i Twoim partnerem. Nie bój się więc spierać, walczyć o swoje, konfrontować się. Przecież w takich sytuacjach uczysz się czegoś od partnera, zbliżacie się wzajemnie, stajecie się jednością.
Iwona Zgliczyńska

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)