POLECAMY

Byłem gangsterem... teraz jestem kapelanem więziennym

Jestem człowiekiem, który trzy lata spędził w więzieniach. Jestem byłym członkiem grupy przestępczej, który na swojej drodze spotkał Boga.

Jestem człowiekiem, który trzy lata spędził w więzieniach. Jestem byłym członkiem grupy przestępczej, który na swojej drodze spotkał Boga. Dziś "nowo narodzony"  odwiedzam zakłady karne, poprawczaki i składam świadectwo swojego życia ostrzegając przed konsekwencjami życia bez Boga.

Byłem gangsterem, wymuszałem haracze, odbierałem długi, handlowałem narkotykami.
Wstrząsające było to, że zrozumiałem, iż kiedy ja handlowałem narkotykami na drugim końcu ktoś mógł zginąć i dotarło do mnie, to że nie można kraść i rabować bezkarnie do końca życia. Niezrozumiałe jest to, że choć brałem do ręki broń w myślach wołałem do Boga o opiekę nade mną. Jednak nie to zdarzenie było bodźcem do zmiany mojego życia .

Mam dwóch braci i dwie siostry. Wszyscy przechodzili różne etapy w swoim życiu i te dobre jak i te złe, jednak nikt nie pragnął tak życia po za wszelką kontrolą rodziców jak ja. W 1995 roku miałem sprawę sadową za uchylanie się od podjęcia obowiązku służby wojskowej. Po tym poszedłem do wojska i tam jak się okazało zostałem odkryty (przez osoby, które w późniejszym czasie okazały się kierownikami grupy przestępczej) jako „świeża krew”. Byłem młody i chciwy jak wilk. Życie na czyjś koszt trwało przez około 12 lat w tym w grupie przestępczej około 6 lat. Zabawa, dziewczyny, narkotyki, kłamstwo, obłuda -codzienność. Nie bałem się człowieka, a pomimo przestróg rodziców nie bałem się nawet Boga. Wszystko szło w kierunku coraz to brutalniejszych pomysłów. Chcieliśmy pozyskać pieniądze i zapewnić sobie mocną pozycję w świecie przestępczym. Zaczęliśmy nawet dopuszczać możliwość odbierania drugiemu człowiekowi życia w zamian za pieniądze.

I wszystko to gdyby ....
Zostałem aresztowany w Koszalinie, a potem przetransportowany i zamknięty w więzieniu w Strzelcach Opolskich 2. W pewnej chwili zawalił się świat człowieka, który myślał, że świat należy do niego! Byłem nieźle zapowiadającym się gangsterem, miałem charyzmę, siłę i odwagę czyli walory, które są potrzebne, aby się przepychać w drodze do sukcesu. Kiedy zostałem aresztowany i osadzony, nagle przypomniałem sobie, że coś istnieje poza mną i zawołałem gorzko: „Boże coś Ty mi zrobił, za co ja tu siedzę, nikogo nie zabiłem! Nikogo nie zgwałciłem! (Myślałem, że tyko tacy ludzie powinni iść do więzienia). To nie może być prawda?! Gorzko płakałem” jak dziś to pamiętam.
Wyłem i jęczałem - to wydarzenie pozostało w mojej pamięci głęboko do dziś!

Leżałem w bardzo zimnej celi, izolatka w piwnicy - z której ciepło z gorącego kaloryfera uciekało nieszczelnym oknem. Byłem obserwowany czy nadaję się na oddział "s" czyli świrów, który mieścił się w tym Z.K. Byłem wyczerpany po 72 godzinach aresztowania i  przesłuchiwań, myślami o zemście na Sędzi, który orzekł trzy m-ce sankcji, o tych przez których siedzę i o tym co pozostawiłem na wolności. Co z moją narzeczoną? Byłem tak wyczerpany i zły na cały świat i Boga, że wydaje mi się, iż zemdlałem. Tak zaczął się "okres dojrzewania" w więzieniu. Po około tygodniu zamknięcia zaczęły nachodzić mnie pierwsze myśli samobójcze, potem leki psychotropowe na odreagowanie. Szok! Kiedy dziś wspominam to wszystko!

Rodzice, a w szczególności Mama zachęcała mnie do porozmawiania z Jezusem Chrystusem na temat mojej sytuacji. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o Jezusie od mojej Mamy pomyślałem – „niech sobie pogada, ma swoje przekonania i tyle!”. Jednak Ona nie odpuszczała.  Po raz kolejny mówiła, abym powierzył swoje życie Bogu, bo już nikt nawet adwokat, nie jest wstanie mi pomóc (bo zapierałem się, że jestem niewinny i że spadłem na samo dno). Na jednym z przesłuchań od prokuratora dowiedziałem się, że wyrok wyniesie w okolicy 10-12 lat. Kolejną rzeczą jaką Mama zrobiła, to przysłała mi Pismo Święte. Zaczęło się coś do mnie przedzierać. To niesamowita Kobieta, która przeszła wielkie „tornado” w swoim życiu związane z moją osobą. Pomimo to, że karciła i tłumaczyła, nie zdołała zapanować w żaden sposób nade mną. Przy tym wszystkim była konsekwentna, przez wiarę w Chrystusa, i choć ciężko dotknięta, jednak walczyła i zanosiła w modlitwach moje życie przed Boży Tron - Wytrwałość, wytrwałość!

Po około 9 miesiącach aresztu, dowiedziałem się na jednym z przesłuchań od prokuratora, że wyrok (tak jak wcześniej było wspomniane) wyniesie w okolicy 10-12 lat. Adwokat potwierdził mi te słowa. Był to moment, kiedy wróciłem do celi i powiedziałem: „Boże jeśli istniejesz, daj żebym Cię mógł poznać - zmień coś w moim życiu. Przecież nie mogę tak skończyć!" Myślałem, że zwariuję! Jeszcze bardziej chciałem popełnić samobójstwo. Nie wiedziałem co mam zrobić i co tak naprawdę jest Prawdą.

Chodziłem już wcześniej do lekarzy więziennych ze swoimi problemami psychicznymi, jak większość osadzonych. Dawki leków powiększyły się, po informacji o możliwym wyroku. Lekarze zwracali uwagę na możliwość lekomanii, nie zdawałem sobie sprawy ze skutków nadmiernego zażywania tabletek. Myśli i plany samobójcze, które nachodziły mnie spowodowały, że zostałem odizolowany na jakiś czas od innych więźniów. Zacząłem się modlić i wołać do Boga, którego tak naprawdę nie znałem, ale o którym słyszałem! Trafiłem do dwu-osobowej celi, pomieszczenia izolowane. Wówczas coś zaczęło się dziać w moim sercu. Cisza jaka ogarniała moje serce, była lecznicza dla mojej duszy.

Tyle myśli!!!!! Przyznać się? Czy nie? Co zyskam? Co stracę?
Ból wewnętrzny był straszny. Z jednej strony złagodzenie wyroku, a z drugiej zemsta - gdy się przyznam - osób biorących udział w grupie przestępczej. Mówiłem do Boga: "Czemu mam takie myśli? Czemu chcesz mojej zguby przecież zabiją mnie z zemsty gdy się przyznam!" To była walka, ale nie moja. Wiem, że Jezus przebijał się przez moje JA .
W końcu wstałem po kolejnej ciężkiej nocy i wiedziałem, że muszę Coś powiedzieć Temu, który mnie wsadził do więzienia - Bogu .
„Boże nie wiem jak to załatwisz , wiem, że powinienem się przyznać, a jednak jeśliby to ode mnie zależało, nigdy bym tego nie zrobił! Wsadziłeś mnie do więzienia więc jeśli się przyznam to TY masz mnie chronić przed zemstą moich ziomków. Boję się, tylko Ty wiesz jak BARDZO”. Czy Ty, to w ogóle słyszysz ?!" (Często w ukryciu płakałem, jak większość tych którzy siedzą w więzieniach). Nie trwało to dłużej jak dwie, trzy godziny, oddziałowy uderzył w furtę i kazał się szykować - wyjazd na przesłuchanie. Czułem strach! Przypomniałem sobie, o co rano żaliłem się i prosiłem Boga... A tu kolejne przesłuchanie. Czyżby to była odpowiedź? Tak Szybko? To On istnieje?

Miałem mętlik w głowie, pomyślałem: nie widać Boga, a jednak czuję, że istnieje.
W czasie przesłuchania przyznałem się do zarzucanych mi czynów. Myśli wariowały mi w głowie. Zacząłem niektóre rzeczy ukrywać dla bezpieczeństwa. Myślałem, że nie wiedzą o wszystkim. W czasie przesłuchania prokurator zaczął zarzucać mi matactwo w zeznaniach. Wiedzieli więcej niż mi się wydawało. Trwało to około 3 dni. Walka była nieziemska. Czułem, że się przyznaję, a jednocześnie kłamię. Co robić!!! Pytam Wielki Boże? Co robić!?
Ponownie przerwałem przesłuchanie i powiedziałem, że nie mam nic do powiedzenia. Wiedziałem, że im więcej mataczę w zeznaniach, to tym bardziej się pogrążam. Wiedziałem, że mam wiele do stracenia. Moja narzeczona była siostrą mojego Bossa. Mieliśmy się pobrać, byliśmy po zaręczynach. W międzyczasie dochodziły mnie słuchy, że mnie zdradzała i przyjeżdża do mnie dla pozorów. Kolejne osoby przekazywały mi wiadomości, nawet rodzina, ale nie chciałem im wierzyć!
Modliłem się - jak Ty to sobie wyobrażasz? Nie rozumiem tego wszystkiego, co dzieje się wokół mnie. Po około dwóch tygodniach dowiedziałem się, że faktycznie jest już z kimś innym i jest z nim w ciąży. To był szok. Jak to? Kobieta może MNIE zdradzić?!! Znienawidziłem ją . To było straszne. Uderzyło w moją męską dumę. Wyrzucałem Ją z mojego serca.

Po dwóch dniach zacząłem myśleć o swoim życiu. Co zrobić? Czy jest możliwe zacząć od nowa? Jeśli wyjdę na wolność to co się stanie ze mną. Jeśli mnie nie zabiją, to co będę robił? Nie za bardzo umiem pracować. Całe życie mi się udawało „ślizgać”.
- Boże - mówiłem - przecież ja nic nie umiem. Z zawodu jestem kucharzem, czeladnikiem, ale bez żadnej praktyki. Wydawało mi się wielokrotnie, że to wszystko co wokół mnie się dzieje to jakiś sen „ kawał „- dziwne uczucie. Bóg dał mi szczególną wrażliwość na moje życie, pokazał mi kim byłem i jaki świat mnie otacza.

Kiedy trafiasz za kratki, w ponad 80 %, wszyscy koledzy, dziewczyny, konkubiny, a nawet żony, opuszczają Cię, nawet paczki nie ma kto wysłać. Byłem przekonany, że żyłem pomimo złych rzeczy w świecie realnego sukcesu, że jak nie ukradnę to będę musiał harować jak moja Mama.
Bóg pokazał mi, że choć w więzieniu mówi się o szacunku dla rodziny, to w większości, więźniowie mają postawione zarzuty o znęcanie się nad żonami, konkubinami czy dziewczynami, a niekiedy i dziećmi. Zobaczyłem kłamstwo. Nawet najlepsi złodzieje i kombinatorzy, którzy siedzieli ze mną, opowiadali o sobie, a nawet mieli dokumenty potwierdzające to, że posiadali dużo pieniędzy na wolności. W czasie odsiadywania wyroku okazywało się, że to co mieli, już nie jest ich. Prosili o papierosy, kawę, herbatę i inne rzeczy. Potrafili mimo to, dalej okłamywać innych, że są nieźli i wiele warci, a jak im pomożesz to gdy wyjdą, odwdzięczą się. Niepojęte, niepojęte !? (po wyjściu w 99 % zapomina się o tym co obiecałeś innym). Niesamowitą rzeczą jest, że człowiek z taką łatwością oszukuje sam siebie i innych. W 95 % pozostają tylko matki osadzonych - Niestrudzone Wojowniczki - które przychodzą odwiedzać swoich synów.

Okazało się, że gangsterka to wielka klapa. Czy ktoś był wielki, czy mały, takie same dno przechodził. Gdy zacząłem analizować moje życie, wtedy właśnie otworzyły się moje oczy na wiele spraw.
Czas płynął, nie miałem spokoju, kolejne osoby zeznawały na moją niekorzyść? Sznur zaciskał się coraz bardziej na mojej szyi, dusiłem się z niemocy. Postanowiłem jeszcze raz powiedzieć? Boże jeśli faktycznie istniejesz to musisz się mną zaopiekować jak się przyznam.

Żądałem od Boga wypuszczenia mnie natychmiast na wolność - zacząłem stawiać Bogu warunki!
Kolejny raz po trzech godzinach od wypowiedzianych słów, przyjechał do Z.K. transport CBŚ na przesłuchanie. Kiedy się przyznałem czułem, że spadła ze mnie TONA win. Nie znałem wcześniej takiego uczucia. Bóg uwolnił mnie wtedy od zatwardziałości serca. Byłem tak naprawdę wolny!!! Bałem się, ale i radość mnie ogarniała z wolności jaką poczułem. Od tego momentu rozpoczęła się przemiana w moim życiu. Wracając z przesłuchania wiele jeszcze nie rozumiałem. Żądałem od Boga wypuszczenia mnie natychmiast na wolność - zacząłem stawiać Bogu warunki!
Tak pojmowałem swoją sprawiedliwość. Uważałem, że należy mi się wolność- w zamian za przyznanie się do zarzucanych mi czynów. Kiedy okazało się, że tak nie jest, znów obwiniałem Boga, za to, że zmusił mnie do czegoś czego nie chciałem, a po za tym On jest niewdzięczny. Miałem ból w sercu, bo nie spełnił moich oczekiwań.

Zmiana
Jednak po jakimś czasie sięgnąłem po Pismo Święte. Pomyślałem, że wypadało by je chociaż raz przeczytać. Mój kontakt z Bogiem, polegał na zadawaniu pytań, żaleniu się i kłóceniu się z rzeczywistością. Jednak nie wszystko rozumiałem, a mimo wszystko czułem obecność kogoś, kogo nazywałem Bogiem.
Po przeczytaniu pierwszych słów z Biblii z Ksiąg Starego Testamentu, przypominały mi się dni, kiedy rodzice opowiadali mi o Bogu. On wszystko stworzył: Raj, a w nim Adama i Ewę; Kaina i Abla- pierwsza niepotrzebna śmierć; o królach, których Bóg namaszczał, a jednak się mu sprzeciwiali; o Prorokach i Sługach Bożych. Niesamowite jest to, że gdy czytałem Biblię po raz pierwszy utożsamiałem się z tym i Bóg otwierał mi oczy na zrozumienie tego, w tak prosty sposób. Kiedy odkrywałem Nowy Testament, Ewangelie, to sam nie wiedziałem co myśleć ? Zacząłem chodzić na mszę do Kaplicy Rzymskiej, tam przyglądałem się wszystkiemu. To było niesamowite gdy byłem ogarnięty takim spokojem, miłością do wszystkich którzy mnie otaczali, potrafiłem nawet tłumaczyć innym więźniom, że człowiek oskarżony o pedofilię nadal jest człowiekiem. Przestałem mieć pretensje do Boga o mój przedłużający się pobyt w więzieniu. Było mi przykro i często kiedy zostawałem w samotności płakałem i wylewałem Mu moje troski. Czułem, że mam coś nie załatwionego z Bogiem i pewnego wieczoru skłoniłem głowę pod poduszkę zamknąłem oczy i wołałem: "Boże wybacz mi, że tak długo opieram się, ale to wszystko co mnie spotkało i to co czytam w Biblii to niesamowite rzeczy..."
"To zbyt wiele dla mnie"- przekonaj mnie o tym wszystkim Boże.
Ponownie mój umysł się rozjaśniał, moje życie i to co robiłem, to gdzie się znalazłem. Doszedłem do wniosku, że miałem nie przebaczenie w swoim sercu. Nienawidziłem swojej byłej narzeczonej, policję, prokuratorów. To niesamowite, kiedy wszystko staje człowiekowi przed oczyma i jak by we śnie, a jednak na jawie. Boże zabierz ode mnie nienawiść! – wolałem. W cudowny sposób zabrał ją!!!

Przypomniałem sobie, czytając Ewangelię o modlitwie Ojcze Nasz, którą wspólnie z rodzicami modliliśmy się, kiedy byłem małym chłopcem. Po pewnym czasie zawołałem: „Boże jeśli jesteś i Jezus to ten któremu mam Zaufać , to ja chcę żebyś zamieszkał w moim życiu i zmieniał je. Amen”.
Ludzie zaczęli zauważać moją zmianę. Zacząłem częściej czytać Biblię i opowiadałem innym o Bogu i o tym czego doświadczam w moim sercu. Przybywało mi kłopotów, cele miałem coraz gorsze w coraz większym zagęszczeniu, coraz więcej zagrywek poniżej pasa. Sumienie się włączało, oddać? Boże jak ciężko. Wrzucili mnie do celi z bezdomnym. Był przesiąknięty smrodem, miał grzybicę i nie chciał się kąpać. O mało nie pobiliśmy się. Miałem w sercu wielki strach przed Bogiem, że On to widzi. Podchodząc do bezdomnego by go przeprosić, słyszałem w sercu: Po co ty do niego idziesz? Nikt tego nie słyszał, to było tylko między nami, taki wyraźny szept. Nie doświadczyłem nigdy czegoś takiego. Chyba wtedy zdałem sobie sprawę z obecności wokół mnie Szatana. Kolejne pytania: Boże co on może? Pomóż mi! Ale w końcu powiedziałem: Przepraszam za to, że tak postąpiłem. Wstydziłem się, że zniżam się do takich przeprosin, ale jednocześnie byłem z siebie dumny.

Ponad półtora roku minęło, od momentu zbliżenia się do Boga do momentu wyjścia na wolność. W czasie tego okresu, wyprosiłem Go o żonę , mówiłem Mu, że muszę mieć żonę taką, która będzie bardziej wierząca ode mnie. Jeśli ja upadnę, to ona pomoże mi wstać. Modliłem się o pracę i wiarygodność przed rodziną. To kolejna rzecz u kombinatorów i przestępców, że reguły się nie liczą, bo gdy kasy brakuje to okrada się bliskich, a potem nie ma się jak zwrócić do nich o pomoc.
Dziś wiem, że to nie Bóg mnie wtrącił do więzienia lecz doprowadziła do tego moja żądza i chciwość. Wiem jednak, że Bóg dał mi łaskę w Jezusie Chrystusie i wiem, że była to moja ostania szansa.

Czuję to. Mam pewność, że wieloma sposobami Bóg mnie ostrzegał: gdy do mnie strzelano, gdy miałem wypadki po pijanemu, gdy chcieli się na mnie mścić i szukali sposobu, aby i mnie wywieźć do lasu. Kto wie, jakby się to wszystko skończyło. Dziś nie mogę się temu nadziwić i dość nadziękować! Otrzymałem łagodniejszy wyrok 4 lata i sześć m-cy. Potem była jeszcze apelacja i w końcu zaliczono mi w sumie po trzech latach możliwość wokandy, resztę wyroku zawiesili na 5 lat i mogłem opuścić mury więzienia. W między czasie siedziałem w Z.K. w Brzegu, a końcówkę kary odbywałem w Opolu.

Moja historia życia w świecie przestępczym, jest zbyt trudna i brudna, żeby ją przypominać i wyciągać na papier. Pokazać pragnę moją walkę z niemocą, lenistwem, tchórzostwem, okłamywaniem samego siebie! Zwrócić pragnę uwagę dorosłych, obecnych rodziców i przyszłych, bowiem nikogo nie minie podejmowanie właściwych decyzji co do dzieci. Jeśli rodzic zaniecha wychowania dziecka to nie jest zwolniony z odpowiedzialności. Jeśli ktoś uważa, że jego dzieci nie doświadczą takich lub podobnych sytuacji, dlatego, że jest wierzący, to jest w błędzie. Ten jest kuszony najskuteczniej, kto myśli, że nie jest kuszony wcale. Historia ta, ma być świadectwem tego, że rodzice, którzy mają podobne problemy w życiu z dziećmi powinni się modlić i nie tracić nadziei do końca!

Jak dziś wygląda moje życie?

Nie jestem już przestępcą. 1 maja 2005 roku ożeniłem się i mam wspaniałą żonę. Naszą pierwszą ciążę żona poroniła. Ale dziś mamy dwóch synków (3 latka i 18 miesięcy). Pracuję jako montażysta karniszy, rolet, żaluzji. Należę od ponad 2 lat do Międzynarodowego Stowarzyszenia Gedeonitów - oddział Koszalin, Stowarzyszenia mającego na celu popularyzację Pisma Świętego.
Po wyjściu z więzienia nadal paliłem papierosy. Zwracając się z tym do Jezusa powiedziałem: "Wiesz, że gdyby to ode mnie zależało to nie rzuciłbym palenia.  Boże jeśli się to Tobie nie podoba to proszę zabierz ten nałóg, tak, by więcej nie wrócił". Mijają prawie cztery lata i wydaje mi się jakbym nigdy nie palił. Uwolnił Bóg mnie również od narkotyków i wszeteczeństwa. Uczę się każdego dnia, upadam jak człowiek, doświadczam wielu rzeczy. Jest jednak coś co mnie bardzo mocno trzyma w więzi z Chrystusem, słowo zapisane w Ewangelii Mateusza 18:6 - "Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" oraz w Ewangelii Łukasza 17:1 - "I rzekł do uczniów swoich: Nie podobna, by zgorszenia nie przyszły, lecz biada temu, przez którego przychodzą."

Postanowiłem wskazywać innym więźniom kierunek , służyć im swoim doświadczeniem, mówić o Bogu, który wyzwala. Czasem zapraszany jestem do zakładów penitencjarnych gdzie wspomagam proces resocjalizacji poprzez duszpasterstwo. Prowadzę stałą służbę duszpasterską z młodzieżą w wieku 15-21 lat w Poprawczaku (MoAs) w Koszalinie. Niesamowite jak Bóg potrafi wykorzystać potencjał doświadczeń.

Słowa Jezusa dotknęły mnie o tyle, na ile doświadczyłem życia i poznałem człowieka. Każdego dnia proszę Ojca w Niebie, aby chronił mnie kiedy upadnę i aby zakrył oczy tych, którzy mogliby być zgorszeni moim czynem, zachowaniem, czy słowem. Nie chcę być zgorszeniem dla innych!
Czasami odwiedzam okoliczne więzienia: Z.K. Bowid w Koszalinie, Stare Borne koło Koszalina, Opatówek koło Bobolic, Dobrowo pod Tychowem. W tych działaniach pomagają mi przyjaciele z różnych krańców Polski, którzy tak jak ja, w więzieniu oddali swoje życie Jezusowi. Osoby, które wspierają moje przedsięwzięcia finansowo i w modlitwach. Jestem dobrze przyjmowany przez osadzonych, rozumieją mnie. Przecież byłem jednym z nich. Mówię do nich zrozumiałym przez nich językiem. Moim celem jest zwrócenie oczu, osób odsiadujących wyroki, na Boga. Przekonanie ich, aby zaufali Bogu przez Jezusa Chrystusa. Pomagam rozwiązywać problemy codziennej rzeczywistości pokazując jak ja podobne problemy przeszedłem z Jezusem. Nie zmieniam tych osób ,pozostawiam to Bogu. Jeśli zajdzie duchowa zmiana w człowieku to dolegliwości spowodowane różnymi obciążeniami mają swoje rozwiązanie.

To jest mój cel. Robię to poprzez koncerty zespołów chrześcijańskich, zapraszam osoby z przeszłością więzienną, które oddały swoje życie Bogu. W trakcie takich spotkań możemy wymieniać się doświadczeniami i tym co się zmieniło w ich życiu i w ich małżeństwach. Wiem, że służba ta Bogu się podoba i chcę, aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej. (1 Piotra 4:2).

Jesli ktoś z czytelników chciałby skontaktować się z bohaterem tej historii, proszę pisać na adres:

kapelan@waskadroga.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/7 lat temu
I cóż? zmiana jest możliwa:)
/3 lata temu
podziwiam i pochwalam
/7 lat temu
BOG jest wciaż żywy i ma moc przemianeiac ludzi- ktorzy tego pragna . dziekuje za ta inspirującą historie prosze o jeszcze .......