Grzeszny seks wczoraj - rozwiązły seks dziś?

Mity na temat udanego pożycia seksualnego na przestrzeni lat wciąż się zmieniają. Dziś już raczej nikt w naszym społeczeństwie nie twierdzi, że cudzołóstwo może wywołać trzęsienie ziemi, wciąż jednak brakuje nam źródeł, z których moglibyśmy czerpać fachową wiedzę o naszej seksualności.
/ 12.03.2010 21:04
Mity na temat udanego pożycia seksualnego na przestrzeni lat wciąż się zmieniają. Dziś już raczej nikt w naszym społeczeństwie nie twierdzi, że cudzołóstwo może wywołać trzęsienie ziemi, wciąż jednak brakuje nam źródeł, z których moglibyśmy czerpać fachową wiedzę o naszej seksualności.

„Czy to normalne, że mój mąż/moja żona…” – ciągle pytają internauci na forach, starając się zrozumieć pewne zachowania partnera. Dlaczego tak wstydzimy się wizyty u seksuologa? Trudno powiedzieć. Zdecydowanie łatwiej nam schować problemy za anonimowym nickiem w sieci. Zresztą, często zaczynamy wątek słowami: „koleżanka ma pewien kłopot…”.

Grzeszny seks wczoraj - rozwiązły seks dziś?

A jednak nie ma wątpliwości, że w XXI wiek wkroczyliśmy jako społeczeństwo bardziej uświadomione, choć wciąż niezbyt tolerancyjne dla odmienności seksualnych. Mimo, że pokolenie naszych rodziców nadal wyznaje zasadę, że o pewnych sprawach nie rozmawia się poza własną sypialnią, tak już 20-, 30-latkowie zaczynają bardziej śmiało dyskutować o seksie. Przestaliśmy się bać własnej seksualności? Czy może… z jednej skrajności popadliśmy szybko w drugą?

Na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat, jeśli chodzi o kwestie seksu i erotyki, wiele się pozmieniało. Wystarczyło, że na rynku amerykańskim pojawiły się dwie książki, wkrótce bestsellery, omawiające ludzką naturę, a nastąpiła rewolucja seksualna. Chodzi oczywiście o „Zachowanie seksualne mężczyzn” z 1948 roku oraz „Zachowanie seksualne kobiet” z 1953 roku. Chociaż dziś mówi się otwarcie, że metody badawcze Alfreda Kinseya pozostawiały niekiedy wiele do życzenia, seks przestał być tematem tabu. Społeczeństwo poznało pikantne sekrety Ameryki, w jakimś tam stopniu pozbywając się własnego wstydu i zakłamania. Czy jednak tylko Kinsey miał wpływ na wzrost niemoralności wśród purytańskiego narodu? Oczywiście, że nie! Już w pierwszych scenach filmu „Kinsey” (reż. Bill Condon), opowiadającym o życiu i pracy badawczej sławnego naukowca, pojawia się ciekawa scena. Ojciec młodego Alfreda całe zło tego świata widzi… w najnowszych osiągnięciach nauki! Chociaż ten fragment dziś nas bawi, trudno nie dopatrzeć się w nim pewnej prawdy. Jakie są cztery wynalazki, które tak demoralizują społeczeństwo?

„Silnik spalinowy umożliwił przejażdżki samochodowe. I stworzył jeszcze gorszą plagę – przydrożne burdele.”

Problem, który w naszym kraju może się wydawać nieco absurdalny, w Stanach Zjednoczonych mógł być nieco poważniejszy. Chcąc zachować pozory cnotliwego społeczeństwa, trzeba było umiejscowić przybytki uciech poza miastem. Mężczyzna, pod byle pretekstem, mógł wziąć w samochód i wybrać się na przejażdżkę…. do kochanki. Co za oszczędność czasu! Do tego popularne za oceanem kina samochodowe stały się miejscem nie tyle rozrywki kulturalnej, co doznań seksualnych młodych ludzi. A dziś? 50 lat później nucimy za Sokołem i Pono „Będę brał cię w aucie…” i większego oburzenia brak. Takie czasy. Zaś producent prezerwatyw przestrzega przed kochaniem się w pędzącym samochodzie - coraz częściej szukamy bowiem mocnych wrażeń, a sypialnia jest… nudna?

„Elektryczność doprowadziła do rozwoju degenerującej kinematografii.”

Wiele lat w Stanach Zjednoczonych obowiązywał Kodeks Haysa, w którym dokładnie określono, co jest dozwolone, a co nie, w filmie. Była cenzura – nawet istniała lista słów zabronionych. Dziś reklamy ociekają seksem, a młodzież, odkąd Internet stał się nieodłącznym elementem naszego stylu życia, o erotyce uczy się z niskiej jakości filmów. Nie ma problemu – wszystko można znaleźć w sieci. Kiedyś oburzała „Emanuelle”, obecnie o filmach z pogranicza pornografii mówi się „artystyczne kino erotyczne”. Krytykują ci, co udają cnotliwość. Bo jak może nie podobać się takie „arcydzieło” jak chociażby „Shortbus”? W kinie, w ostatnich pięćdziesięciu latach, przekroczyliśmy chyba każdą granicę. Przyznaję - mało co mnie, jako widza, już zaskoczy. Skoro filmy opowiadające, bez większych zahamowań, o różnych praktykach seksualnych, trafiają do szerokiej dystrybucji, co można znaleźć w sieci, strach pomyśleć. Czy taka nauka o erotyce i seksualności uczy czegoś pożytecznego? „Pornografia narzuca pewne wzorce, które mogą się wydawać szansą ubogacenia życia seksualnego, ale tylko pozornie. Relacja seksualna jest tak intymna, że próba odtwarzania w małżeństwie wzorców czerpanych z pornografii może zniszczyć niepowtarzalność relacji, która opiera się na wsłuchiwaniu się w drugą osobę, jej ciało, pragnienie” – twierdzi o. Ksawery Knotz, okrzyknięty przez niektórych kościelnym Starowiczem (cyt. „Charaktery” luty 2010). Nie odrzucałabym jednak kina erotycznego w całości jako grzeszne i szkodliwe. Pornografia wielu osobom jest potrzebna, ponieważ rozładowuje napięcie. Może jednak znaleźć coś, co spodoba się obojgu partnerom?

„Dzięki wynalazkowi telefonu młode kobiety mogą słyszeć tuż przy uchu głos uwodziciela. Nawet w łóżku!”

Kiedyś strach budził w niektórych telefon, dziś jego częściową rolę przejęły czaty internetowe i komunikatory. Zmieniła się jednak nie tylko forma komunikacji, ale i język - delikatny flirt zastąpiły pogawędki z mocnym seksualnym podtekstem. Łatwiej znaleźć w sieci kogoś, kto skusi się na pikantny, wyuzdany cyberseks, jak partnera do rozmowy o malarstwie czy filmie. Kto w latach pięćdziesiątych słyszał o sekstingu? Nikt! Teraz przesyłamy sobie erotyczne, wulgarne zdjęcia przez telefon i nie widzimy w tym nic złego. Praca na sekslinii jest zajęciem jak każde inne – ktoś nie pamięta Katarzyny Figury w kosztownym „telefonie zaufania”? A orgazm przez telefon? Dziś to nie problem, wystarczy zadzwonić na 0-700 i poczekać, aż „atrakcyjna kocica” odezwie się po drugiej stronie. Kto by pomyślał kilkadziesiąt lat temu, że telefon tak ważną będzie pełnił rolę w naszym życiu erotycznym.

Ciekawy jednak był najbardziej skandaliczny wynalazek. „To zamek błyskawiczny, zwany również suwakiem, który umożliwia mężczyznom i chłopcom szybki dostęp do moralnego zepsucia”.

Pozycja misjonarska wciąż jest jedną z popularniejszych, a jednak wystarczy otworzyć kolorową gazetę i już znajdziemy porady, jak urozmaicić życie seksualne. Szybki seks, często bez zobowiązań, zna wiele kobiet i mężczyzn. Seks przedmałżeński, choć według nauk Kościoła, grzeszny, również. Czy żyjemy rozwiąźle? Może i zamek błyskawiczny się przydaje, jednak nie on spowodował, że pojawił się w społeczeństwie „sponsoring”, czy „swingowanie”. Zdrady i seks na pieniądze nie są wymysłem XXI wieku, różnica w tym, że teraz mniej się kryjemy z naszym życiem erotycznym. Mamy ochotę na „trójkąt”, dajemy ogłoszenie do Internetu – często podając namiary na siebie. Chcemy partnera na jedną noc, wymykamy się nad ranem po cichutku, bez słowa. Nie czujemy satysfakcji w związku? Znajdujemy sobie kochanka…

Pytanie na koniec: czy żyjemy w czasach moralnego zepsucia? A może tak naprawdę to jedynie prasa i telewizja zbyt koncentrują się na wyjątkach, nie powszechnie obowiązujących wciąż normach?

cyt. „Kinsey” reż. Bill Condon/Best Film

(a.)