Blondynka z sześciopakiem i sztucznym biustem autorką bestsellerowego erotyka „365 dni”. Rozmowa z Blanką Lipińską

Zarzuca Polakom, że boją się rozmawiać o seksie. Sama chętnie to robi w ostrym i dla wielu kontrowersyjnym stylu. Wizażystka, menadżerka klubów nocnych, terapeutka-hipnotyzerka... Co ma do powiedzenia kobietom?
Małgorzata Germak / 2 miesiące temu
Blondynka z sześciopakiem i sztucznym biustem autorką bestsellerowego erotyka  „365 dni”. Rozmowa z Blanką Lipińską fot. Jan Szlagowski

Książka „365 dni” w kilka tygodni została bestsellerem w Empiku. Jej autorka na Facebooku publikuje filmy, w których radzi, „jak zrobić dobrze loda”. Była już w telewizji śniadaniowej (to ciekawe, że akurat tam) i w programie Wojtka Jagielskiego. Wzbudza skrajne emocje – od zachwytów po krytykę.
Blanka Lipińska sama o sobie mówi „blondyna z sześciopakiem na brzuchu i sztucznym biustem”. Co ma do powiedzenia nie tylko na temat facetów i seksu? Postanowiłyśmy z nią porozmawiać.

O czym marzą kobiety?



Blanka Lipińska: Myślę, że o świętym spokoju. Dostatecznej ilości butów i partnerze, który da im poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i seks, po którym zasną jak dziecko, wtulone w jego klatę.

Ja tak, jak mówiłam wielokrotnie, lubię być zdominowana. Dla mnie to nie jest poniżające.

Mówiłaś, że mama tak cię wychowała, żeby mieć szacunek do samej siebie. Co z tym szacunkiem w odniesieniu do twoich słów o tym, że jesteś przeciwna równouprawnieniu? Albo w odniesieniu do pierwszej sceny z  książki, w której bohater zmusza do seksu oralnego stewardessę („Po jej policzkach płynęły łzy, ale posłusznie wykonała jego polecenie”)?



I tu przechodzimy do sedna problemu. Ja nie uważam, że takie zachowanie w związku względem kobiety, jest okazaniem jej braku szacunku. Co kto lubi. Ja tak, jak mówiłam wielokrotnie, lubię być zdominowana. Dla mnie to nie jest poniżające, dla mnie to ogromne zaufanie do mojego partnera i poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że on mnie zna, moje potrzeby i zachcianki. Łóżko to dla mnie rodzaj gry, zabawa, to świetny teatr dwóch aktorów. Można tam robić, co się chcę i jak się chce, jeśli obie strony się na to godzą. Co innego realne życie. Jeśli w łóżku mężczyzna nazwie mnie „nieprzyzwoicie” będę zachwycona. Jeśli zrobi to w życiu, w trakcie kłótni, w gniewie, dostanie w twarz i w tym momencie zobaczy mnie po raz ostatni.

Czym jest według ciebie równouprawnienie?



Zrównaniem w zbyt wielu kwestiach. Zapominamy, że każda płeć ma swoją rolę, bo gdyby było inaczej, matka natura pewnie stworzyłaby jedną. 


Czy to źle, że na świecie są silne kobiety? 



To super, tylko niezbyt dobrze, że mamy deficyt silnych mężczyzn. Kobieta ma prawo ewoluować, ale niech mężczyzna nadąża. 


Jak powstał erotyk „365 dni”?



Kiedy pisałam go 4 lata temu, w moim życiu nie występowało bardzo wiele emocji, których potrzebowałam. A nie owijając w bawełnę. Byłam z mężczyzną, który kiedy zaczął mnie kochać, przestał mnie pragnąć. Tak, wiem, kiedy patrzy się na mnie może wydać się to lekko dziwne i nie chodzi tu o brak skromności, ja po prostu wiem, jak działam na facetów… blondyna z sześciopakiem na brzuchu i sztucznym biustem. Byłam pierwszą kobietą do której to poczuł, pierwszą po jego mamie. A skoro miłość, jaką znał, była wyłącznie platoniczna, to wyłączyło mu się pragnienie mnie jako kobiety. Wtedy uciekłam w świat książki, wtedy powstała powieść.

Na czym się opierałaś, pisząc ją?


Niemal wszystkie sytuacje wydarzyły się naprawdę, a wszystkie postaci mają swój odpowiednik w realnym życiu. Ale nigdy nie powiem, które rzeczy są moje, które tylko zasłyszane, a które to fikcja literacka.

Z jakimi opiniami i reakcjami na „365 dni” spotkałaś się?



Z przeróżnymi. Od fanatycznej miłości, po hejt najwyższych lotów. Ale tak jak mówiłam, książkę napisałam dla siebie, więc zarówno opinie dobre jak i złe, to dla mnie tylko słowa. Jeśli się podoba – dobrze, jeśli się nie podoba – dobrze. Ja nie jestem niedzielnym rosołem mamy, mnie nie każdy musi lubić.

Zwracają się do ciebie kobiety, opisując swoje sytuacje życiowe, prosząc o radę. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że kilka małżeństw się rozpadło w efekcie tego. Na czym opierasz swoje porady? Intuicja? Doświadczenie z mężczyznami?



Nie powiedziałam, że kilka małżeństw rozpadło się po tym, jak kobiety do mnie pisały, tylko po przeczytaniu mojej powieści. Żeby uściślić - to było jeszcze przed jej wydaniem.

A wracając do wiadomości – ja nie tyle radzę, co zadaję pytania. Kobiety odpowiadając na nie, same dochodzą do wniosków i podejmują decyzję. Nie jestem szklaną kulą, nie jestem wszechwiedząca i wcale nie chcę być. Nie mogę brać odpowiedzialności za ludzkie decyzje. Ale moje doświadczenie i przeżyte sytuacje pozwalają mi pomagać, więc to robię.

Czy naprawdę Polacy boją się rozmawiać o seksie?



Na milion procent. I w mojej ocenie o dziwo bardziej mężczyźni niż kobiety. Mężczyźni często zamieniają temat seksu w głupi żart, bo inaczej okazałoby się, że nie są tacy świetni, jak sądzą, a samo wsadzenie w kobietę penisa to za mało. I jeszcze nie daj Boże musieliby się zacząć starać. Oczywiście nie mówię o wszystkich. Ale czytając to, co dostaję od dziewczyn, na pewno o znakomitej większości. Kobiety natomiast przywykły do tego, że mają „obowiązek” spełnić obowiązek, bo inaczej on pójdzie do innej. Więc zgadzają się na miałkość i to, co nie spełnia ich oczekiwań, czyli sytuację „dobra dawaj, kończ i idziemy spać”.

A ja pytam je – dlaczego? Przecież jeśli seks nie służy prokreacji, to ma być przyjemnością, a jeśli nie jest, to jaki to ma sens? Kobiety boją się otwarcie mówić, czego chcą, bo albo mężczyzna zwyczajnie poczuje się urażony i obrazi, albo nie podoła jej oczekiwaniom i też się obrazi. Tak czy siak będzie foch i zepsuta atmosfera w domu. Rozwiązanie jest na to bardzo proste – rozmowa! I to nie po 20 latach związku, tylko zanim pójdziemy ze sobą do łóżka. 


Skąd u ciebie taka otwartość, jeśli chodzi o temat seksu?



A czego ja mam się wstydzić ? Po pierwsze jestem tak wychowana, by mówić to, co czuję. I to co myślę też, ale tu sito poprawności powinno być większe :-). 
A poza tym wiem, że szczerość nic mi nie zrobi, a kłamstwo tak. Najwyżej ktoś mnie oceni negatywnie, pomyśli, że jestem zboczona itd. I co z tego? Nic w moim życiu to nie zmieni na gorsze, a jak coś dotrze do takiej osoby, to na lepsze, owszem. 


Jak sobie radzisz z hejterami?



Olewam ich. :-) Nie czytam tego, co piszą. Jeśli będą mieć jaja i coś konstruktywnego do powiedzenia, to zbiorą się na odwagę i powiedzą mi to w twarz. Wtedy chętnie podejmę dyskusję. Ale jedynie na temat mojej twórczości. Bo na temat mojej osoby, czy moich bliskich rozmawiać nie zamierzam. Hejterzy mnie nie znają, znają moją książkę i to mają prawo krytykować, natomiast mnie personalnie nie. I z tym zamierzam walczyć, a prawo polskie daje mi taką możliwość, więc jeśli przyjdzie sytuacja, która będzie tego wymagać – skorzystam z niej. 


W programie u Wojtka Jagielskiego powiedziałaś, że ludzie odtwarzają sceny z „365 dni” w swoich sypialniach. Jaki wpływ na kobiety ma ta książka?



Trzeba by zapytać kobiet. Ja mogę tylko zacytować to, co do mnie piszą. A piszą sporo. Zwierzają się, że mają kochanków, niemalże tłumaczą mi się z tego. Pewnie dlatego, że wiedza, iż ja tego nie ocenię, a one czują potrzebę powiedzenia o tym komuś. Wyrzucają z siebie wiele emocji i gniewu na facetów.

Są dla mnie inspiracją do działań w social media. Stąd biorą się moje filmiki np. „Jak dobrze  robić dobrze”. Ośmielam je, to wiem na pewno, a raczej powieść to robi. Autorka „50 twarzy Greya” była dla Polek anonimowa, a mnie mogą „dotknąć”, zapytać, pogadać. Nie ignoruję ich wiadomości i tyle ile mogę, pomogę albo chociaż wesprę.  

Zapowiedziałaś, że druga książka pojawi się jeszcze w tym roku. Zdradzisz, o czym będzie?



Wciąż o tym samym: miłość, seks, władza, pieniądze, mafia, seks :-).
 Jeśli ktoś oczekuje ode mnie poważnej twórczości, to może srogo się zawieść. Już pierwsza część, a raczej jej sukces pokazuje, że czasami książka ma nam dać odpocząć i pobudzić wyobraźnię, a nie zmusić do wydumanych rozmyślań.


O czym jest powieść erotyczna „365 dni” Blanki Lipińskiej”

Laura, 29-latka wyjeżdża na wakacje na Sycylię. Towarzyszy jej chłopak Martin i dwójka przyjaciół. W swoje urodziny dziewczyna zostaje porwana. W ten sposób Laura poznaje szefa sycylijskiej rodziny mafijnej – przystojnego Don Massimo. W książce ma pseudonim Czarny. Mężczyzna kilka lat temu został postrzelony. Gdy serce przestało mu bić, zobaczył dziewczynę - jak się okazuje była nią właśnie Laura. Gdy przywrócono mu życie, Czarny postanowił odnaleźć kobietę, która mu się ukazała. Odnajduje ją, porywa i daje 365 dni na to, by go pokochała i dobrowolnie z nim została.

Opis na okładce książki sugeruje, że „365 dni” to połączenie „Ojca chrzestnego” i „50 twarzy Greya”. Czy na pewno? Przekonajcie się same. Powieść „365 dni” kupisz online.

To też może cię zainteresować:Jak doprowadzić kobietę do orgazmu, pieszcząc ją dłońmi i językiem?Poznaj wibratory dla par, a zapomnisz o nudzie w sypialni36-latka sprzedała swoje dziewictwo. Zgarnie za nie – uwaga! – ponad milion złotych!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/2 miesiące temu
Kto czyta takie coś?