Jak wytrzymać z pedantem?

Ani pedantyczny porządek, ani bałaganiarstwo nie ułatwiają nam życia. Często się mówi, że pedant to człowiek bez polotu, nudziarz, a przecież we wzajemnych relacjach międzyludzkich chodzi o to, żeby siebie wzajemnie szanować i nie wywoływać niepotrzebnych konfliktów.

Ani pedantyczny porządek, ani bałaganiarstwo nie ułatwiają nam życia. Często się mówi, że pedant to człowiek bez polotu, nudziarz, a przecież we wzajemnych relacjach międzyludzkich chodzi o to, żeby siebie wzajemnie szanować i nie wywoływać niepotrzebnych konfliktów.

Jak wytrzymać z pedantem?

Fot. Dreamstime

Bałaganiarz to pół biedy
Mąż bałaganiarz – żali się Elżbieta – to straszne zjawisko, ale najgorsze, co może przytrafić się kobiecie, to mieć w domu pedanta. Taki, co prawda sprząta po sobie, lecz jakie ma wymagania. Kuchnia musi błyszczeć, szklankę po herbacie wyrywa ci z rąk, zanim zdążysz wypić ostatni łyk. Nie daj Boże, żebyś zostawiła książkę na wersalce albo położyła na krześle torebkę... Awantura więcej niż pewna.

Wszystko mu przeszkadza
Czasami mój małżonek ma do mnie pretensje nie wiadomo o co – zwierza się Monika. – Czuję się taka zahukana, a jakbym go nie słuchała, to kłótnia gotowa. Nie mogę zużyć za dużo wody, bo to kosztuje... nie mogę kąpać się dowolnie, bo to też kosztuje. Ostatnio zostawiłam kubek w pokoju, zamiast zanieść do kuchni, jakąż zrobił mi awanturę. Jakby nie wiadomo co się stało. Przeszkadza mu jak siedzę na środku kanapy, bo robi się wgłębienie. Doszło już do tego, że jak wraca z pracy, to się rozglądam po mieszkaniu, czy wszystko jest na swoim miejscu. W przeciwnym razie nie ręczy za swoje czyny. Kiedyś uwielbiałam spędzać z nim czas. Teraz – wprost odwrotnie. Uwielbiam te chwile, gdy go nie ma w domu, gdy mogę być sama i robić to, na co mam ochotę. Wiem, że nikt mnie nie skrytykuje ani na mnie nie nakrzyczy. Rozmawiałam z nim wiele razy sugerując, żeby zmienił swój stosunek do mnie. Niestety, nic to nie dało, bo on uważa, że jestem fleja i trzeba mnie „ułożyć”. Mam przez to niskie poczucie własnej wartości, że dosłownie „chodzę po ścianach”.

Ma pretensje do całego świata
Z moim chłopakiem mieszkam od pół roku – wyjawia Ewa. – A mówiąc ściślej to ja się do niego wprowadziłam. Nie mamy ślubu i nie wiem, czy kiedykolwiek do tego dojdzie. Znamy swoje wady i zalety, ale on niekiedy przesadza. Jest pedantem. Owszem, zdarza mi się często coś zostawić po sobie albo zrobić coś nie tak, jakby on oczekiwał. I wtedy dochodzi do karczemnej kłótni. Pal licho kłótnie, ale drażni mnie jego pedantyczność i taka ... czepialność. Nawet i to byłabym w stanie znieść, byleby to nie zaburzało spokoju. Najgorsze jest jednak to, że on z byle powodu wszczyna awantury, nazywając mnie brudasem i bałaganiarą. A szczytem wszystkiego było to, jak powiedział: „Twoja matka powinna mnie po nogach lizać, że pozwoliłem ci ze mną zamieszkać”. No więc już ten fakt nie wróży niczego dobrego. Jak jest dobrze, to choćby go do rany przyłóż, a jak źle, wścieka się i ma pretensje do całego świata.

Pedantyczność to nie najlepszy sposób na życie
Wydaje się więc, że zbytnia pedantyczność i skrupulatność nie są najlepszymi sposobami na życie. Często bowiem prowadzą do chęci podporządkowania sobie wszystkiego i wszystkich. Nierzadko towarzyszy im skrytość i upodobanie do zamykania się w kręgu własnych spraw i problemów. Niemożność dominacji, wreszcie „życie na wdechu” prowadzą do nadmiernej frustracji.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/3 lata temu
Dla mnie opisane tu przypadki można wyleczyć tylko w jeden sposób. Należy się ROZSTAĆ co to jest TERROR !!! Związek / miłość muszą zawierać wyrozumiałość i kompromis. Bez tego WSZYSTKO znaczy tyle co w "Pieniądze to nie wszystko"
/5 lat temu
Pedantyzm to według mnie choroba psychiczna. Zdecydowanie łączę się w bólu z autorkami powyższych wypowiedzi. Mój mąż, niestety jest chorobliwym pedantem, stąd stwierdzenie że pedantyzm to choroba. Po przyjściu z pracy obchodzi cały dom i pokazuje paluchem gdzie jest "nas....ane", że w pokoju dzieci jest burdel, że gary nie pomyte, że brudy niewyprane, itd. Niestety ale dla niego to powód do chełpienia się jaki to on porządnicki. Jednak nie zdaje sobie sprawy, że dla mieszkających z nim pod jednym dachem to udręka. Jak go nie ma w domu to jestem happy , mogę być sama i robić to, na co mam ochotę. Wiem że zdecydowanie wymaga leczenia.