Popołudnie w puszczy - rozwiąż dyktando

Popołudnie w puszczy - rozwiąż dyktando
Przed Tobą trudne zadanie - dyktando. Zobacz, czy jesteś mistrzem ortografii i rozwiąż je!
/ 18.10.2010 12:07
Popołudnie w puszczy - rozwiąż dyktando

Popołudnie w puszczy

Pewnego, poniedziałkowego popołudnia rodzice Uli i Mateusza postanowili, że pójdą całą rodziną na spacer do lasu. Po obiedzie założyli ciepłe ubrania i wyruszyli na wycieczkę. Podróż nie była długa, bo las jest w pobliżu ich domu. Kiedy dochodzili do końca zabudowanego osiedla zauważyli rodzinę sąsiadów, która szła w tym samym kierunku. Po krótkiej rozmowie, rodzice wspólnie doszli do wniosku, że razem pójdą do lasu, a w drodze powrotnej usiądą w osiedlowej lodziarni. Zgodnie uważali, że to dobry moment na pokazanie swoim maluchom kilku nowych roślin i zwierząt. Nie da się ukryć, że dzieci najbardziej cieszyło to drugie.

Na miejscu było bardzo pięknie. Wokół dużo zieleni, dzieci bez problemu dostrzegły różnice pomiędzy krajobrazem naturalnym, a tym, w który ingerują ludzie. Urok przyrodniczego krajobrazu. Dzieci postanowiły poszukać grzybów, niestety żadnych nie mogły wyszukać. Runo leśne jest pełne różnego rodzaju gałązek, robaczków, igieł i mchów. Po piętnastu minutach skrupulatnych poszukiwań udało się! Uradowana Ula biegła w stronę rodziców, aby pochwalić się urodziwym okazem. Rodzice uważnie go obejrzeli, po czym wytłumaczyli młodym grzybiarzom, że jest trujący. Ku zdziwieniu dzieci był to muchomor.

Maluchy rozglądały się za mieszkańcami lasu. W szczególności interesowały się żubrami. To ulubione zwierzę Mateusza. Bardzo chciał pogłaskać go po futrze. Poszukując zwierzątek zauważyli w dali malutki domek. Rodzeństwu spodobała się mała chatka. Wpadli na pomysł zamieszkania w niej lub zrobienia tam kryjówki. Tatuś objaśnił im, że to nie jest zwykły domek. To miejsce nazywa się gajówka. To dom pana gajowego, który opiekuje się lasem: karmi zwierzęta i pilnuje porządku w lesie. Dzieci ze skupieniem słuchały o tym zajęciu, dziewczynka stwierdziła że to ciekawy zawód. Nagle ich uwagę odwrócił stukot dzięcioła. Zaczęło się poszukiwanie ptaka. W końcu został zauważony, był na pniu drzewa. Wszyscy byli zaaferowani tym, z jaką prędkością jego dziób uderza o korę, ale już po chwili schował się do dziupli. Na buku, który rósł obok był jakiś ptak.

Dzieci zapytały taty co to za sówka, a on odparł, że puszczyk. Siedział na gałęzi i mrużył uroczo oczy. Kiedy dzieci się trochę zaczęły nudzić, podbiegła do nich wiewiórka. Miała przepiękny puszysty, rudy ogon. Nastało tak wielkie poruszenie, że zwierzątko od razu uciekło gdzieś na drzewo. Pomimo poszukiwań nie dało się jej już odnaleźć w gąszczu gałęzi. Dzieci nie kryły rozczarowania, ale od razu zadziwiło je coś nowego. Mateusz kucnął i dostrzegł, że nie są jedynymi podróżującymi tą ścieżką. Razem z nimi szło całe stado mrówek, wszystkie maszerowały niosąc ze sobą różne rzeczy znalezione w leśnym runie. Ula przyglądała się temu zafascynowana, ale miała w sobie trochę lęku, bo te mrówki, były znacznie większe od tych mieszkających na placu zabaw. Mamusia zwróciła uwagę na duży kopiec przy krzaku oddalonym od nich o kilka metrów.

Zaskoczeni nie mogli oderwać wzroku od mrowiska, które cały czas było w ruchu. Wiedzieli, że to jest dom mrówek i że tam mieszka ich królowa, ale znali to tylko z ilustracji książkowych. Zrobiło to na nich kolosalne wrażenie, z tego względu że mrowisko było prawie takiego samego wzrostu, co oni. Zmierzając już ku wyjściu z puszczy przechodzili przez strumyczek. Oczywiście musieli się przy nim zatrzymać. Dzieci uwielbiają bawić się w wodzie. Mateusz z Ulą wrzucali tam kamyczki, patyczki, chcieli nawet zrobić stateczki z papieru, ale rodzice powiedzieli, że złamaliby wtedy jeden z obowiązujących przepisów. W lesie jest kategoryczny zakaz wyrzucania śmieci, a ich łódeczki, właśnie tak byłyby potraktowane. Podskakując na kładce dziewczynka zaczęła krzyczeć z przerażenia! Okazało się, że Ula przestraszyła się ropuchy, która wyskoczyła spod kładki prosto pod jej nogi. Trzeba przyznać, że to był dość niefortunny skok.

Wszyscy byli już trochę zmęczeni tym popołudniem, co nie zmieniało faktu, że każdy z nich wracał do domu uśmiechnięty od ucha, do ucha. Miło było odpocząć od miejskiego zgiełku. Leśna głusza ma działanie uspokajające, dlatego rodzice mogli zrelaksować się po całodniowej pracy. Dla dzieci to miła odmiana, spokój i tyle atrakcji! Poza tym to bardzo pouczająca wyprawa. Takie praktyczne lekcje przyrody najbardziej zapadają w pamięć.

Redakcja poleca

REKLAMA