Od lat nie byłam na tamtym cmentarzu. To znaczy bywałam tam przy okazji Wszystkich Świętych, ale z biegiem czasu coraz rzadziej zapuszczałam się w alejkę, gdzie leżał Marek, mój pierwszy mąż. Zmarł dawno temu, krótko po naszej rocznicy. Zostałam sama z małym dzieckiem, ale jakoś dałam sobie radę. Potem poznałam Tomasza, wyszłam za mąż po raz drugi, a życie potoczyło się dalej.

WIDEO…

player placeholder

Zostałam sama

Tomasz był dobrym mężem, troskliwym ojczymem dla mojego syna. Wszystko układało się dobrze, dopóki pewnego popołudnia nie odebrałam telefonu od siostry Marka.

– Elu, byłam dzisiaj na cmentarzu – zaczęła niepewnie, a ja od razu poczułam niepokój. – Pomnik Marka się zapada. Pęka. Trzeba by coś z tym zrobić.

Zobacz także:

Poczułam falę gorąca. Przecież to był mój obowiązek. Zaniedbałam to. Skupiłam się na nowym życiu, na Tomaszu, na naszym wspólnym domu. A tam… pomnik człowieka, którego kiedyś kochałam, po prostu niszczał.

– Zajmę się tym, Aniu. Obiecuję – odpowiedziałam.

Wieczorem, gdy Tomasz oglądał wiadomości w salonie, usiadłam obok niego i westchnęłam ciężko.

– Coś się stało? – zapytał, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Dzwoniła Ania, siostra Marka. Podobno jego pomnik jest w bardzo złym stanie. Zapada się. Muszę znaleźć jakiegoś kamieniarza i to naprawić.

Miał pretensje

Tomasz powoli odwrócił głowę w moją stronę. Jego twarz, zazwyczaj łagodna i pogodna, nagle stężała. Oczy zwęziły się w nieprzyjazne szparki.

– I to nagle stało się twoim największym problemem? – zapytał lodowatym tonem.

– Co ty w ogóle mówisz? To przecież mój pierwszy mąż. Nie mogę pozwolić, żeby jego grób wyglądał jak ruina.

– A ja myślałem, że to przeszłość – rzucił, podnosząc się z kanapy. – Ale widocznie wciąż jest dla ciebie ważniejszy niż ja.

Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Zupełnie nie rozumiałam jego reakcji. Przecież to nie miało nic wspólnego z naszym małżeństwem. To był tylko stary, zapadający się kamień. Ale od tamtego wieczoru wszystko zaczęło się psuć. Tomasz zrobił się opryskliwy, unikał mojego wzroku, a kiedy próbowałam nawiązać z nim rozmowę, odpowiadał półsłówkami.

Nic nie rozumiałam

Znalazłam w internecie numer do polecanego kamieniarza. Umówiłam się z nim na cmentarzu, żeby obejrzał zniszczenia i wycenił naprawę. Pan Krzysztof okazał się rzeczowym, sympatycznym mężczyzną w średnim wieku.

– Faktycznie, ziemia tutaj siada. Trzeba to wszystko rozebrać, wylać nowy fundament i poskładać na nowo – tłumaczył, pokazując mi pęknięcia na płycie. – Koszty będą spore, ale to jedyne sensowne rozwiązanie.

– Rozumiem. Proszę przygotować kosztorys – powiedziałam, czując, że kamień spada mi z serca. Wreszcie coś z tym zrobię.

Wróciłam do domu z zamiarem opowiedzenia Tomaszowi o spotkaniu. Chciałam mu pokazać, że to tylko zwykła, techniczna sprawa. Niestety, mój mąż miał inne plany.

– Gdzie byłaś? – zapytał, gdy tylko przekroczyłam próg.

– Na cmentarzu. Z kamieniarzem. Będzie trzeba wylać nowy fundament…

– Z kamieniarzem? – przerwał mi ostro. – A kto to taki? Młody? Przystojny?

Był zazdrosny

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– Czy ty całkiem oszalałeś? To rzemieślnik. Fachowiec. Czego ty się doszukujesz?

– Niczego się nie doszukuję! – podniósł głos. – Po prostu dziwnie się zachowujesz. Nagle ten twój Marek stał się pępkiem świata. A ja? Ja jestem tylko po to, żeby rachunki płacić?

– Przecież zapłacę z własnych oszczędności! – krzyknęłam, tracąc cierpliwość. – O co ci w ogóle chodzi?

Nie odpowiedział. Odwrócił się na pięcie i zamknął w sypialni. Kolejne dni były koszmarem. Pan Krzysztof przysłał mi kosztorys na maila, ale nie mogłam go otworzyć, bo Tomasz nagle zmienił hasło do naszego wspólnego laptopa. Gdy poprosiłam go, żeby mi je podał, stwierdził, że zapomniał.

– Musisz do niego zadzwonić i poprosić o wysłanie na twój telefon – poradził złośliwie.

Zadzwoniłam. Pan Krzysztof był zdziwiony, ale wysłał mi wycenę SMS-em. Niestety, Tomek zaczął regularnie przeglądać mój telefon. Kiedyś przyłapałam go, jak czytał moje wiadomości z kamieniarzem, dotyczące wyboru rodzaju granitu.

– „Jaki kolor pani preferuje?” – zacytował drwiąco. – Naprawdę? To takie decyzje podejmujecie razem?

– Przestań! – wyrwałam mu telefon. – Zachowujesz się jak wariat!

Miałam tego dosyć

Prace na cmentarzu ruszyły. Pan Krzysztof i jego ekipa uwijali się jak mrówki. Bywałam tam co kilka dni, żeby doglądać postępów. Czułam, że robię coś ważnego. Coś, co byłam winna Markowi.

Jednak w domu sytuacja stawała się nie do zniesienia. Tomek zaczął snuć absurdalne teorie.

– Pewnie ten cały kamieniarz to tylko przykrywka – rzucił któregoś wieczoru przy kolacji. – Jeździsz tam, bo masz z nim romans.

Zamarłam z widelcem w pół drogi do ust.

– Słucham?

– No co? Przecież widzę, jak na siebie patrzycie. Jak o nim mówisz. „Pan Krzysztof to, pan Krzysztof tamto”.

– Ten człowiek ma żonę i trójkę dzieci! I naprawia grób mojego zmarłego męża! Jak możesz w ogóle coś takiego wymyślić?!

– A co w tym dziwnego? Zawsze wolałaś Marka ode mnie. Zawsze byłam tylko zastępstwem.

Przejrzałam na oczy

Jego słowa uderzyły mnie z taką siłą, że aż zabrakło mi tchu. Zrozumiałam wtedy, skąd brała się ta cała agresja, te złośliwości i utrudnianie mi życia. Tomasz był potwornie, irracjonalnie zazdrosny. I to nie o kamieniarza. Był zazdrosny o ducha. O wspomnienie. Przez wszystkie lata naszego małżeństwa starałam się nie wspominać o Marku zbyt często.

Nie chciałam, żeby Tomasz czuł się niekomfortowo. Wydawało mi się, że to docenia. Ale teraz, gdy ten stary, zniszczony pomnik wymusił na mnie powrót do przeszłości, wszystkie demony mojego drugiego męża wyszły na wierzch. Pomnik był w końcu gotowy. Wyglądał pięknie – prosty, elegancki, z czarnego granitu. Zapłaciłam panu Krzysztofowi, podziękowałam za świetną robotę i postawiłam na płycie znicz.

Patrząc na płomień, czułam ulgę. Zrobiłam to, co należało. Wróciłam do domu z nadzieją, że teraz, gdy cała ta sprawa jest już za nami, Tomasz w końcu odpuści. Że znowu będziemy mogli normalnie żyć. Zastałam go w kuchni. Pił kawę i wpatrywał się w okno.

– Skończone – powiedziałam, zdejmując płaszcz. – Pomnik jest zrobiony. Rozliczyłam się z kamieniarzem.

Czułam się samotna

Tomasz nie odwrócił się.

– I co, jesteś szczęśliwa? – zapytał cicho, a w jego głosie było tyle goryczy, że aż mnie to zabolało.

– Proszę cię. To już koniec. Zrobiłam, co musiałam, i teraz możemy zapomnieć o całej sprawie.

Odwrócił się i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Mieszanką smutku, żalu i jakiejś niewypowiedzianej pretensji.

– Dla ciebie to koniec – powiedział powoli. – Ale ja już zawsze będę wiedział, że wystarczy jeden telefon, jeden rozsypujący się kamień, żebyś pobiegła z powrotem do niego.

Staliśmy w milczeniu, oddzieleni od siebie niewidzialnym murem niezrozumienia i urazy. Zdałam sobie sprawę, że ten odnowiony pomnik na cmentarzu to nie koniec moich problemów. To był dopiero początek pęknięcia w naszym własnym, wydawałoby się, solidnym fundamencie. Usiadłam na krześle, patrząc na mojego męża, i po raz pierwszy od lat poczułam się w tym domu potwornie samotna.

Elżbieta, 57 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: