Siedziałam przy swoim biurku, mocniej ściskając w dłoniach plastikowy pojemnik z jeszcze ciepłą zapiekanką warzywną. Serce biło mi jak oszalałe, gdy Dawid wszedł do pokoju, zdejmując płaszcz i uśmiechając się do mnie tym swoim ciepłym, rozbrajającym uśmiechem. To miał być ten dzień. Dzień, w którym nasza cicha, jak mi się wydawało, flirtująca gra przejdzie na całkiem nowy poziom. Przez długie tygodnie karmiłam się jego komplementami, niedopowiedzeniami i małymi gestami, które w mojej głowie układały się w romantyczną opowieść.

WIDEO…

player placeholder

Prawił komplementy moim cynamonkom

Pracuję w dziale obsługi klienta w lokalnej hurtowni budowlanej. To spokojna, momentami monotonna praca w niedużym zespole. Dawid dołączył do nas półtora roku temu jako koordynator dostaw. Od pierwszego dnia wyróżniał się na tle reszty zespołu. Zawsze elegancki, niezwykle uprzejmy, z opanowanym głosem, który potrafił uspokoić nawet najbardziej zdenerwowanego klienta. Wiedziałam, że ma żonę. Na jego biurku stało małe zdjęcie w prostej ramce, ale rzadko o niej opowiadał, co w mojej niepoprawnej wyobraźni od razu zyskało rangę małżeńskiego kryzysu.

Moje życie prywatne od dłuższego czasu świeciło pustkami. Po rozstaniu z poprzednim partnerem zamknęłam się w sobie, a całą pasję przełożyłam na gotowanie i pieczenie. Co wieczór spędzałam w kuchni co najmniej godzinę, przygotowując wyszukane dania do pracy. Kolorowe sałatki, domowe pasty, pieczone owsianki, puszyste omlety – to była moja odskocznia od szarej codzienności.

Zobacz także:

Pewnego poranka, gdy rozwijałam folię z jeszcze ciepłej bułki drożdżowej z cynamonem, Dawid zatrzymał się przy moim biurku z kubkiem kawy w dłoni.

– Niesamowite – powiedział, wciągając powietrze nosem. – Kamila, ty chyba masz w domu piekarnię. Wygląda to sto razy lepiej niż te oklapłe kanapki, które kupuję w markecie pod blokiem.

– Po prostu lubię dobrze zjeść – odparłam wtedy ze skromnym uśmiechem, choć w środku cała aż promieniałam.

– Gdybym mógł jeść w domu takie śniadania, chyba zawsze spóźniałbym się do pracy – zażartował, puszczając do mnie oko, po czym poszedł do swojego gabinetu.

Wtedy właśnie w mojej głowie kiełkować zaczęła ziarnko nadziei, które z każdym kolejnym tygodniem rozrastało się do rozmiarów wielkiej, romantycznej iluzji.

Każde spojrzenie brałam za dobrą monetę

Z czasem nasze poranne rozmowy stały się stałym rytuałem. Dawid nie mijał mojego biurka obojętnie. Zawsze musiał zerknąć do pudełka ze śniadaniem, skomentować zapach albo zapytać o składniki. Zaczęłam przygotowywać potrawy z myślą o nim. Wybierałam przepisy, które ładnie wyglądały, dbałam o estetykę podania, a nawet kupiłam nowe, szklane pojemniki, żeby wszystko prezentowało się profesjonalnie.

Gdy mówiłam mu o nowej paście z pieczonej papryki, patrzył na mnie z takim zachwytem, jakbym odkryła Amerykę. Moja koleżanka z pokoju, Patrycja, parokrotnie powtarzała mi przy kawie, że przesadzam.

– Kamila, nie nakręcaj się – ostrzegała mnie przy zakładowym ekspresie. – On po prostu jest miły. Faceci tak mają, gdy widzą dobre jedzenie. Nie szukaj dziury w całym, bo Dawid uwielbia swoją żonę, przecież widzisz, jak o niej mówi, gdy ktoś zapyta.

– Ale ze mną rozmawia inaczej – protestowałam cicho. – Widzę przecież, jak na mnie patrzy. Jego żona chyba w ogóle o niego nie dba, skoro on jada tylko ryż i gotowane warzywa. Gdyby był szczęśliwy, nie wzdychałby tak do moich śniadań.

Patrycja tylko kręciła głową z pobłażaniem, a ja byłam święcie przekonana, że ona po prostu mi zazdrości uwagi ze strony najprzystojniejszego mężczyzny w firmie. Zaczęłam bardziej dbać o ubiór, mocniej się malowałam i niecierpliwie wyczekiwałam godziny ósmej rano, kiedy to Dawid wchodził do biura.

Postanowiłam wykonać ruch

Pewnego dnia pod koniec listopada padał gęsty, nieprzyjemny deszcz. Przyszłam do pracy przemoczona i w kiepskim nastroju. Dawid zauważył to od razu. Przyniósł mi z kuchni kubek gorącej herbaty z imbirem i cytryną.

– Masz, wypij to, zanim się przeziębisz – powiedział miękko, stawiając kubek obok mojej klawiatury. – Nie możesz mi zachorować, bo kto będzie przynosił te zachwycające potrawy i rozsiewał cudne zapachy?

Siedziałam sparaliżowana ze wzruszenia. Czy żonaty facet gada takie rzeczy bez powodu? Przecież to był wyraźny sygnał! Pomyślałam, że on po prostu wstydzi się zrobić pierwszy krok, bo wiążą go zobowiązania. Uznałam, że to ja muszę przejąć inicjatywę, dać mu zielone światło, żeby przełamać ten niewidzialny mur między nami.

Przez cały weekend planowałam kolejny ruch. Postanowiłam przygotować mu śniadanie, coś wyjątkowego – puszyste placuszki twarogowe z domowym musem malinowym. Zapach był obłędny. Zapakowałam dwie osobne porcje. Jedną dla siebie, a drugą do ładnego pojemnika, który zamierzałam mu po prostu wręczyć.

W poniedziałek rano w biurze było wyjątkowo cicho. Z powodu złych warunków na drodze kilku pracowników się spóźniało i przez jakiś czas byłam w biurze sama. Kiedy Dawid wszedł i jak zwykle zawiesił wzrok na moim biurku, poczułam, że w brzuchu trzepocze mi stado motyli.

– Znowu czuć cuda od progu – powiedział uśmiechnięty, opierając się o krawędź mojego biurka.

To był ten moment. Wyciągnęłam z torby drugi pojemnik i przesunęłam go w jego stronę.

– Zrobiłam dzisiaj porcję dla ciebie – powiedziałam głosem, który w moim mniemaniu brzmiał aksamitnie i tajemniczo. – Spróbuj. Zastanawiałam się nawet... Skoro tak bardzo podobają ci się moje posiłki, to mogłabym robić je dla ciebie częściej... Nawet codziennie. 

Spojrzałam mu prosto w oczy, pewna, że zobaczę w nich zachwyt, zmieszanie albo iskry namiętności.

Słowa Dawida zwaliły mnie z nóg

Dawid zamarł. Uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy, a na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka. Popatrzył na pojemnik, potem na mnie, po czym cofnął się o krok, jakby raził go prąd. Nagle wybuchnął krótkim, nieco nerwowym śmiechem, który brzmiał bardziej jak chrząknięcie.

– Kamila... ale ty chyba żartujesz, prawda? – zapytał, drapiąc się po karku.

– Nie, mówię poważnie – odparłam, czując, jak nagle robi mi się gorąco w klatce piersiowej. – Chętnie o ciebie zadbam...

Dawid rozejrzał się po pustym pokoju, wyraźnie zmieszany, po czym zniżył głos i powiedział słowa, które do dzisiaj brzmią mi w uszach z niesłabnącą siłą:

– Słuchaj, Kamila... To bardzo miłe z twojej strony, ale chyba wyciągnęłaś zupełnie błędne wnioski. Ja chwalę twoje jedzenie, bo po prostu ładnie pachnie, a ja od trzech miesięcy jestem na ścisłej diecie z powodów zdrowotnych i chodzę wiecznie głodny. Moja żona codziennie rano wstaje o piątej, żeby gotować mi specjalne kleiki i parowane warzywa bez soli, bo dba o moje zdrowie jak nikt inny. 

Zamilkł na chwilę, a ja miałam wrażenie, że nie mam czym oddychać. Czułam, jak pieką mnie policzki.

– Przepraszam, jeśli niechcący dałem ci cokolwiek do zrozumienia – kontynuował Dawid z powagą. – Bardzo szanuję moją żonę i nasze małżeństwo. A twoje śniadania... no cóż, wyglądają smakowicie i pięknie pachną. Ale nie szukam nikogo, kto by o mnie dbał. Mam już najlepszą opiekę pod słońcem.

Wziął swój kubek i bez słowa wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą z pojemnikiem placuszków malinowych i potwornym wstydem, który spaliłby chyba każdego.

Dostałam lekcję pokory

Przez resztę dnia nie mogłam spojrzeć nikomu w oczy. Kiedy Patrycja przyszła do pracy, zastała mnie siedzącą ze wzrokiem wbitym w monitor. Nic jej nie powiedziałam, ale ona chybaby się domyśliła, bo do końca dnia nie zapytałam Dawida o żadne sprawy służbowe.

Przez kolejne tygodnie nasze relacje w pracy ograniczyły się do chłodnego, profesjonalnego „dzień dobry” i „do widzenia”. Dawid nigdy więcej nie podszedł do mojego biurka, by komentować moje posiłki. Przestałam przynosić wymyślne pojemniki. Zrozumiałam, jak bardzo myliłam się w ocenie sytuacji i jak łatwo było mi ulec własnym pragnieniom i samotności.

To wydarzenie, choć niezwykle upokarzające, było dla mnie kubłem zimnej wody. Przestałam szukać uczucia tam, gdzie go nie było, i zaczęłam pracować nad własnym życiem prywatnym poza firmą. Dziś wiem, że komplement to często po prostu komplement, a żonaty mężczyzna zachwycający się obcym jedzeniem może po prostu marzyć o schabowym będąc na ścisłej diecie. Nic więcej.

Kamila, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: