Wszystko zaczęło się od telefonu ciotki Teresy. Właśnie przeglądałem w internecie wezwania do zapłaty, które zaczynały mi ciążyć jak kamień u szyi. Długi zżerały mnie od środka, a każda kolejna rata była jak wyrok.

WIDEO…

player placeholder

– Piotrusiu – usłyszałem w słuchawce jej głos. – Musimy porozmawiać o grobie wuja Henryka.

Potrzebowała pomocy

Wuj Henryk zmarł piętnaście lat temu, a jego pomnik na miejscowym cmentarzu faktycznie zaczynał wyglądać, delikatnie mówiąc, mało reprezentacyjnie. Ciotka, kobieta o sporych wymaganiach i jeszcze większym przywiązaniu do tradycji, nie mogła tego znieść.

Zobacz także:

– Byłam u kamieniarza – kontynuowała. – Powiedział, że za cztery tysiące zrobi z tym porządek. Położenie nowej płyty, czyszczenie, złote litery. Ja już nie mam siły ani zdrowia, żeby tego pilnować. Prześlę ci pieniądze, a ty się wszystkim zajmiesz, dobrze?

Zgodziłem się bez wahania. Ciotka zawsze mi ufała, uważała mnie za najbardziej zaradnego z całej rodziny. Kiedy na moje konto wpłynęły cztery tysiące złotych, w mojej głowie zaczął kiełkować plan, który z perspektywy czasu wydaje się tak głupi, że aż boli.

Przecież grób wuja nie wymagał wymiany całej płyty – tak przynajmniej tłumaczyłem to sobie w myślach. Wystarczyło go dobrze wyszorować, podmalować litery, może kupić trochę nowej ziemi i ładne kwiaty. Znałem się trochę na majsterkowaniu. Pomyślałem, że jeśli zrobię to sam, zmieszczę się w kilkuset złotych.

Przelała mi pieniądze

A reszta? Reszta rozwiązałaby moje problemy. Dwa tysiące starczyłyby na spłatę najbardziej palących długów, tych, o których moja żona Małgosia nawet nie miała pojęcia. Resztę zachowałbym na „nieprzewidziane wydatki”.

– Co ty tak patrzysz w ten telefon? – zapytała Gosia, stawiając przede mną kubek z kawą.

– A, ciotka Teresa dzwoniła. Przysłała pieniądze na renowację grobu wuja Henryka. Będę musiał to ogarnąć w tym tygodniu.

– O, to dobrze. Faktycznie, źle to wyglądało. Kogo wynajmujesz?

– Zrobię to sam – wypaliłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.

Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Sam? Piotrek, ty się na tym nie znasz. Zepsujesz to.

– Co tu psuć? – prychnąłem, udając pewność siebie, której wcale nie czułem. – Kupię specjalne środki, szczotki, farbę do liter. Będzie jak nowy. Kamieniarze tylko zdzierają z ludzi pieniądze.

Czułem się sprytny

Gosia wzruszyła ramionami, nie drążąc tematu. A ja następnego dnia poszedłem do marketu budowlanego. Wydałem zaledwie trzysta złotych na najtańsze specyfiki, farbę w sprayu i kilka gąbek. Resztę pieniędzy natychmiast przelałem na konta wierzycieli. Poczułem ogromną ulgę. Przez chwilę naprawdę wierzyłem, że wszystko się uda.

Prace rozpocząłem w sobotę rano. Cmentarz był prawie pusty. Wyciągnąłem z bagażnika mój tani arsenał i zabrałem się do roboty. Szorowanie lastryko okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładałem. Brud i mech wżarły się głęboko w kamień. Użyłem środka chemicznego, który miał rozpuścić zanieczyszczenia, ale zamiast tego zostawił na płycie brzydkie, białawe smugi.

– Niedobrze – mruknąłem pod nosem, trąc powierzchnię ostrą szczotką.

Smugi nie znikały. Płyta wyglądała teraz gorzej niż przedtem – była wyblakła i nierówna. Zabrałem się za litery. Litery były wyryte w kamieniu i pomalowane na złoto. Kupiłem złotą farbę, ale zamiast precyzyjnego pędzelka wziąłem taką w sprayu, myśląc, że będzie szybciej. Zrobiłem z kartonu prymitywny szablon i zacząłem pryskać.

Nie miałem szczęścia

Wiatr, który nagle się zerwał, sprawił, że farba rozprysła się nie tylko na litery, ale i na okoliczny kamień. Złote kropki pokryły połowę nagrobka. Próbowałem to zmyć rozpuszczalnikiem, ale to tylko rozmazało farbę, tworząc wielką, złotawą plamę wokół nazwiska.

Serce biło mi jak oszalałe. Co ja narobiłem? Grób wyglądał jak po ataku wandali. Próbowałem ratować sytuację, zasypując brzegi świeżą ziemią i ustawiając na środku wielką wiązankę, ale to było jak pudrowanie trupa. Dosłownie i w przenośni. Wróciłem do domu wykończony i przerażony.

– I jak? – zapytała Małgosia, widząc moją poszarzałą twarz.

– Zrobione – skłamałem, unikając jej wzroku. – Będzie ciotka zadowolona.

Niedziela była dniem, którego obawiałem się najbardziej. Ciotka Teresa zapowiedziała, że po mszy pójdziemy całą rodziną zobaczyć „odnowiony” grób. Próbowałem wymówić się bólem głowy, ale żona nie chciała o tym słyszeć.

– Idziemy. Ciotka dała ci tyle pieniędzy, wypada okazać szacunek.

Szliśmy alejką, a ja czułem, jak pot spływa mi po plecach. Z każdym krokiem moje serce biło coraz szybciej. Ciotka Teresa szła na czele, podpierając się laską, obok niej moja kuzynka Ania z mężem, a za nimi ja z Gosią.

Była przerażona

Kiedy zbliżyliśmy się do sektora, w którym leżał wuj Henryk, zwolniłem krok. Ciotka przyspieszyła. Zatrzymała się nagle, a jej laska głucho uderzyła o kostkę brukową.

– Matko Boska… – wyszeptała, łapiąc się za serce.

Reszta rodziny dopadła do niej w ułamku sekundy. Stanęliśmy w półkolu wokół nagrobka. To, co wczoraj wydawało mi się tragiczne, w świetle niedzielnego słońca wyglądało wręcz groteskowo. Białe smugi po taniej chemii przypominały ptasie odchody, a złota plama rozmazanej farby wokół nazwiska wyglądała, jakby ktoś próbował narysować tam słońce, ale w połowie zrezygnował. Wiązanka, którą ustawiłem na środku, przewróciła się od wiatru, odsłaniając najgorzej wyglądający fragment płyty.

– Piotruś… – głos ciotki drżał. Obróciła się w moją stronę. Jej oczy były pełne łez. – Co to ma być?

– Ja… sam to zrobiłem – wydukałem, czując, jak cała krew odpływa mi z twarzy. – Kamieniarz… kamieniarz nie miał terminów, a chciałem, żeby było na już…

– Sam?! – krzyknęła Ania, patrząc na mnie z obrzydzeniem. – Zrobiłeś to sam?! Ciotka dała ci cztery tysiące na profesjonalistę!

Zawaliłem sprawę

Gosia spojrzała na mnie, a w jej oczach zobaczyłam przerażenie i nagłe zrozumienie.

– Piotrek… gdzie są te pieniądze? – zapytała cicho, ale jej głos przebił się przez gwar.

Zapadła martwa cisza. Wszyscy patrzyli na mnie. Ciotka, Ania, jej mąż, Magda. Nawet jacyś obcy ludzie przy sąsiednim grobie przestali grabić liście i odwrócili głowy w naszą stronę.

– Wydałem… – wyszeptałem, patrząc w ziemię. – Miałem długi. Przepraszam.

Ciotka nie odezwała się już ani słowem. Odwróciła się na pięcie i odeszła, opierając się ciężko na ramieniu Ani. Małgosia stała jeszcze przez chwilę, patrząc na ten zbezczeszczony grób, a potem na mnie.

– Jesteś żałosny – powiedziała tylko i poszła za nimi.

Dostałem za swoje

Zostałem sam na cmentarzu. Patrzyłem na to złote, rozmazane słońce wokół nazwiska wuja Henryka. Długi były spłacone, ale cena, jaką za to zapłaciłem, okazała się o wiele wyższa, niż mogłem przypuszczać. Małgosia nie odzywa się do mnie od tygodnia. Śpi w gościnnym pokoju. Ciotka Teresa zażądała zwrotu całej kwoty co do grosza, grożąc sprawą w sądzie.

Musiałem wziąć kolejną pożyczkę, na jeszcze gorszych warunkach, żeby jej oddać te pieniądze. Teraz siedzę w kuchni, piję zimną kawę i patrzę na nową umowę kredytową. Grób wuja Henryka w końcu odnowił prawdziwy kamieniarz. A ja zostałem z niczym – z większymi długami, zniszczonym zaufaniem rodziny i żoną, która patrzy na mnie jak na obcego człowieka.

Piotr, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: