Klub twardych facetów

O, nie! Nie dam sobie wejść na głowę. Chcą wojny? Proszę uprzejmie – będą ją mieli.
Ten pomysł z przeprowadzką nie podobał się nikomu – ani mnie ani moim kolegom. Mimo to postanowiłam być dla nich miła.
Niestety, nie potrafili tego docenić. Już po godzinie zrozumiałam, dlaczego w takim dużym pokoju siedzą tylko oni dwaj...





Wszystko gotowe. Może się pani dzisiaj przenieść. Gdyby potrzebowała pani pomocy, proszę dać znać – szef stał nad moim biurkiem i informował, że od jutra mam dzielić pokój z dwoma nowymi kolegami.
Nie ucieszyła mnie ta perspektywa, bo lubiłam swoje dotychczasowe miejsce i towarzystwo koleżanki, z którą zdążyłyśmy już się zaprzyjaźnić. Zawsze można było oderwać się na chwilę od służbowych zajęć i porozmawiać o domu czy problemach z dzieckiem. Dzięki takim biurowym pogaduszkom, udawało mi się czasem rozwiązywać rodzinne problemy – wysłuchanie opinii osoby "trzeciej" pomagało spojrzeć na różne sprawy trochę z boku. A z mężczyznami, wiadomo, to już nie będzie to samo.
– Dobrze, szefie – westchnęłam i zaczęłam pakować rzeczy. Wzięłam kilka segregatorów pod pachę i poszłam do mojego nowego pokoju. Cicho zapukałam, ale nie słysząc odpowiedzi, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Koledzy nawet nie podnieśli głów znad swoich papierów, odburknęli tylko "cześć" i na tym się skończyło.
– Chyba też nie są zadowoleni z mojego towarzystwa – pomyślałam. No cóż, jakoś będziemy musieli się dogadywać. Prędzej czy później przyzwyczaimy się do swojej obecności. W końcu to tylko praca. Może nawet wyjdzie mi to na dobre – nie mając, z kim plotkować, szybciej uporam się z robotą i będę mogła wreszcie wychodzić z biura o 16, a nie jak dotąd godzinę albo i dwie później – próbowałam doszukać się dobrych stron tej nieoczekiwanej zmiany. Szybko skończyłam przenosić rzeczy, zabrałam płaszcz i wyszłam z biura.

Przez żołądek do serca
Na dzisiaj miałam dość. W drodze do domu zadzwoniłam jeszcze do siostry, żeby się wyżalić i poprosić o pomoc w opracowaniu strategii, jak przez osiem godzin dziennie wytrzymać z obcymi facetami w jednym pokoju. W końcu Ewa jest psychologiem, więc powinna mi jakoś pomóc – pomyślałam.
No i pomogła – doradziła, żebym wkupiła się w ich łaski ciastem.
– Przez żołądek do serca – namawiała. – Spróbuj, na pewno nie zaszkodzi, a wprowadzi miłą atmosferę. W końcu wdarłaś się na ich terytorium. Jeśli myślisz, że faceci w pracy zajmują się tylko pracą, to się grubo mylisz. Na pewno prowadzą takie same pogaduszki, jak kobiety, tylko się do tego nie przyznają. Podejrzewam, że opowiadają sobie pikantne kawały, że nie wspomnę o komentowaniu strojów i dekoltów biurowych koleżanek. A teraz, kiedy będą dzielić pokój z tobą, skończą się męskie rozmowy – tłumaczyła Ewa.
Przekonała mnie. Postanowiła pójść na całość i pół nocy piekłam szarlotkę i sernik. Byłam pewna sukcesu. W końcu od dawna rodzina uważa, że moje ciasta nie mają sobie równych.
Następnego ranka przyjechałam do pracy wcześniej. Chciałam być pierwsza. Weszłam do pokoju i rozejrzałam się po biurkach moich kolegów. Boże, co za bałagan? – przebiegło mi przez myśl. Mogliby tu choć trochę posprzątać. Jak oni w ogóle mogą tu pracować? – zastanawiałam się. Postanowiłam delikatnie zwrócić im uwagę, bo nie wyobrażałam sobie pracy w takich warunkach. Tymczasem pokroiłam ciasto, ułożyłam na tacy i postawiłam przy niej karteczkę z napisem: Smacznego!

Nikt nie zauważył mojej dobrej woli
Chwilę później otworzyły się drzwi. Odór alkoholu niemal odrzucił mnie do tyłu. To był Piotr.
– Cześć, już jesteś? – burknął i nie spojrzawszy nawet na ciasta, ruszył do swojego biurka. Zanim zabrał się za pracę, to pobiegł jeszcze do kuchni i przyniósł dwie butelki wody.
– No tak. Kac jest męczący – pomyślałam z dezaprobatą. Swoją drogą to ciekawe, czy on codziennie przychodzi w takim stanie do pracy? Jeśli tak to chyba będę musiała poprosić szefa o przeniesienie choćby na korytarz.
Kiedy tak sobie rozmyślałam, coś okropnie huknęło. To Krzysztof wkraczając do pokoju trzasnął drzwiami tak, że prawie wyleciały z zawiasów.Nie zawracał sobie głowy wieszaniem kurtki na wieszaku, tylko rzucił ją na krzesło stojące obok. Na moje krzesło.
– Hmm... zabierz swoją kurtkę, chciałabym usiąść – powiedziałam śmiało.
– Co? O co ci chodzi? Zaraz wezmę – odburknął. Odebrało mi mowę. Co za gbur – pomyślałam. Chciałam odpowiedzieć mu jakąś celną ripostą, nic jednak nie przychodziło mi do głowy. Ale postanowiłam nie dać za wygraną. Tak łatwo się nie poddam – myśli przelatywały mi przez głowę z prędkością światła.
– No co się tak patrzysz? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Krzysztofa.
– Posłuchaj, ja też się nie cieszę, że mam z tobą dzielić pokój. Ale to jeszcze nie powód, żeby być bezczelnym – odparowałam. – Nie życzę sobie takiego traktowania, jestem takim samym pełnoprawnym pracownikiem jak i wy. I nie zamierzam znosić waszych kąśliwych uwag ani chwili dłużej. Zabieram się za pracę – powiedziałam i postanowiłam ignorować ich zachowanie.
Może po prostu przywykną i przestaną traktować mnie jak intruza. Kurtkę Krzysztofa powiesiłam na wieszaku, znacząco unosząc brwi.
– I chciałabym was poprosić, żebyście posprzątali trochę biurka i to, co leży na podłodze, bo mi to przeszkadza w pracy – dodałam, zastanawiając się, jaką reakcję wywołam. Wymienili między sobą zdumione spojrzenia, ale nie powiedzieli nic. W pokoju zapanowała cisza.
– Chyba trochę przesadziłam – pomyślałam. – Może Krzysztof miał jakąś nieprzyjemną przygodę rano, a ja tak od razu na niego naskoczyłam. Chyba nie powinnam była tak ostro zareagować – rozmyślałam. Pół dnia przepracowaliśmy w ciszy, nie zamieniając ze sobą praktycznie ani słowa. Tylko od czasu do czasu moi koledzy wymieniali znaczące spojrzenia. Pewnie myślą, że jestem kretynką – zrobiło mi się przykro. Postanowiłam jakoś naprawić atmosferę i zacząć rozmowę.
– Może macie ochotę na domowe ciasto? – zapytałam nieśmiało. – Sama piekłam, zapraszam – dodałam.
– Dziękuję, nie wiedziałem, że masz talent kulinarny – odparł Piotr i uniósł brwi w geście rozbawienia.
– Nie próbujesz nas otruć? – dodał Krzysztof i obaj wybuchnęli śmiechem.
Zrobiło mi się przykro. Postanowiłam się poddać. Nie to nie. Chciałam dobrze, ale głową muru nie przebiję. Mówi się trudno. W końcu osiem godzin to nie wieczność. A jak będzie naprawdę źle, to porozmawiam z szefem. Nie chciałabym wyjść na skarżypytę, ale z drugiej strony, nie będę się poświęcać.
W południe wyszłam coś zjeść. Postanowiłam choć chwilę odpocząć od "miłego" towarzystwa. Przy okazji poskarżyłam się koleżance, którą spotkałam w firmowej stołówce.
– Mówię ci, gorzej nie mogłam trafić. Nie wiem, jak długo wytrzymam – narzekałam.
– Eee tam. Po tygodniu przywykną. Mężczyźni chyba tak po prostu mają. To jak fala w wojsku. Jesteś nowa, więc próbują pokazać ci, że oni na tym terenie rządzą – tłumaczyła Anka.
Postanowiłam skorzystać z jej rad i uzbroić się w cierpliwość. Dałam im i sobie dwa tygodnie – w tym czasie nie zamierzałam przejmować się absolutnie niczym. Potem, zobaczymy...
Wracając z obiadu spotkałam na schodach kilku kolegów z innego działu. Mijając ich usłyszałam, jak któryś mówił: "No, no… cicha woda brzegi rwie" i wszyscy się roześmiali.
Kiedy weszłam do pokoju zrozumiałam wszystko. Na moim biurku leżał film z napisem "Tylko dla dorosłych".
– Co to jest? – zapytałam.
Nagle otworzyły się za mną drzwi i do pokoju wszedł szef. Spojrzał na film, który trzymałam w ręce, a ja czułam, że robię się purpurowa.
– Tak szefie? – Krzysztof poderwał się znad swojego biurka.
– O, nie wiedziałem, że takie filmy oglądasz – dodał Piotr niby do mnie, ale powiedział to na tyle głośno, że zarówno szef, jak i Krzysztof spojrzeli w moją stronę. Widziałam minę szefa i chciałam ze wstydu zapaść się pod ziemię. Ale nagle coś mi zaświtało...

Pokonałam dowcipnisiów ich własną bronią
– Nie oglądam. Wypadło ci niechcący razem z tym – wygrzebałam ze sterty papierów leżących przy biurku Piotra, gazetkę "tylko dla mężczyzn".
Szef znacząco spojrzał na Piotra i powiedział tylko: – No, no panie Piotrze. A ja dodałam jeszcze szybko – Aha i przyniosłam ci wodę, bo mówiłeś, że cię suszy od rana.
Kiedy to powiedziałam, pomyślałam, że jak tylko szef wyjdzie z pokoju, oni mnie chyba zabiją. Teraz Piotr był purpurowy. A szef taktownie przeprosił i powiedział, że wpadnie do nas później, bo właśnie musi coś pilnego zrobić.
Kiedy zamknęły się za nim drzwi, koledzy spojrzeli na mnie z... podziwem.
Uśmiechnęłam się do siebie, czując, że wygrałam tę wojnę. Staliśmy tak w zupełnej ciszy przez kilka sekund, aż w końcu wszyscy troje wybuchnęliśmy wesołym śmiechem.
– Witamy w klubie twardych mężczyzn – powiedział Krzysztof, wciąż uśmiechając się od ucha do ucha.
– Zdałaś egzamin – dodał Piotr. – Do tej pory nikomu się to nie udało. Każda osoba prosiła o przeniesienie do innego pokoju po jednym dniu z nami – dodał Piotr puszczając do mnie oko.
– To ja teraz piorunem skoczę po kawę dla wszystkich i spróbujemy twoich domowych wypieków – Krzysztof już dobierał się do kawałka mojej mistrzowskiej szarlotki.

Monika D., 32 lata, urzędniczka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)