Awaria

Już dawno nie czułam się tak dobrze w żadnym towarzystwie, ale chyba za dużo wypiłam. Rozmowa stawała się coraz cichsza, siedzieliśmy coraz bliżej...
/ 06.04.2007 10:25
Przywykłam do samotności, ale wciąż tęskniłam za uczuciem.

Do firmy wpadłam przed siódmą, bo musiałam jeszcze wysłać faks. No, ale kto powiedział, że żywot głównej księgowej musi być łatwy? Zresztą, Ewunia jest już dorosła, więc poza pracą niewiele mam do roboty. Może dlatego Kornacki mnie awansował? Wiedział, że nie mam kłopotów z zostawaniem po godzinach.
– Dzień dobry pani Ireno. Gotowa? – prezes zajrzał do pokoju.
– Gotowa – uśmiechnęłam się.
– To zapraszam – zdjął z wieszaka mój płaszcz, przytrzymał drzwi.
Aż dziwne, że taki facet – przystojny, ustawiony i wolny - jeszcze nie dał się złapać. Jest wdowcem chyba od dobrych czterech lat, a i przed śmiercią żony nie układało im się podobno najlepiej. W firmie mówili, że nie rozwiódł się tylko dlatego, że od lat chorowała. Dzieci już mieli dorosłe.
Samochód stał przed wejściem. Kornacki kliknął pilotem, otworzył mi drzwi. Dżentelmen w każdym calu. Aż żal, że nie spotkałam go wcześniej...
– Co gramy, pani Ireno? – uśmiechnął się, gdy tylko wyjechaliśmy z miasta.
– Co pan proponuje, panie prezesie?
Miałam ze sobą płytę z musicalu „Chicago”, ale nie chciałam się narzucać.
– Pani Ireno, umawialiśmy się – pogroził mi palcem.
Prawda. Umawialiśmy się. W czasie tych comiesięcznych podróży, miałam mówić do niego „panie Andrzeju”. Bo faktycznie, gdy w czasie jazdy mówiliśmy o kinie, książkach, muzyce, to moje „panie prezesie” brzmiałoby co najmniej dziwnie. A gdy, wysiadaliśmy z auta znów miał się stawać „panem prezesem”.
Włączyliśmy to „Chicago”, ale płyta nie zdążyła dojść nawet do połowy, gdy Kornacki zmarszczył brwi.
– Coś z silnikiem. Słyszy pani?


Awaria zupełnie mnie zaskoczyła
Nic nie słyszałam, ale on wydawał się zaniepokojony. Wypatrzył przy drodze jakiś motel i wjechał na parking. Kazał mi pójść na kawę, a sam podniósł maskę. Minęła godzina, zanim przyszedł.
– To pompa – wyjaśnił – Znalazłem warsztat. Na jutro zrobią. Już dzwoniłem, żeby odwołać spotkanie. Mamy dzień turystyczny – zaśmiał się.
– Recepcjonista mówi, że tu niedaleko, koło Pucka są jakieś groty, czy coś takiego. Możemy obejrzeć.
– Ale do Pucka jest parę kilometrów. Nie czuję się na siłach iść tam pieszo – też się roześmiałam, bo w końcu nic takiego się nie stało. Skoro on nie przejmował się awarią, to ja tym bardziej.
– Teraz się rozpakujemy, potem zamówimy taksówkę i pojedziemy do tych grot, a wieczorem pójdziemy na kolację. I mnie, i pani należy się urlop, a tym bardziej małe wagary – zaproponował.
– W porządku – skinęłam głową.
Groty jak groty. Nie miałam ochoty wpełzać tam prawie na czworakach, ale pan Andrzej owszem. Potem poszliśmy na spacer, i taksówką wróciliśmy do motelu na kolację. Już dawno nie czułam się tak dobrze w żadnym towarzystwie, ale chyba za dużo wypiłam. Rozmowa stawała się coraz cichsza, siedzieliśmy coraz bliżej. Tuż przed północą oprzytomniałam.
– Czas iść spać – powiedziałam dziarsko, zażenowana nieoczekiwaną intymnością tej skandalicznie długiej kolacji.
Wstał bez słowa, odsunął mi krzesło. W milczeniu szliśmy po schodach. Pod drzwiami pokoju odwróciłam się.
– Dziękuję za wspaniały wieczór – powiedziałam ciepło.
– Naprawdę wspaniały? – spytał, podnosząc moją rękę do ust.
– Naprawdę – poczułam, że czerwienię się jak uczennica. Próbowałam cofnąć rękę, ale trzymał mocno – Dobrze, że ten samochód się zepsuł – dodałam, żeby pokryć jakoś zmieszanie.
– Chodź – cofnął się, i nadal trzymając mnie za rękę ruszył korytarzem w stronę okna – Wcale się nie zepsuł – powiedział spokojnie, odsłaniając zasłonę.
Na tyłach motelu, na parkingu oznaczonym „dla pracowników”, nie w żadnym warsztacie stał samochód mojego szefa. Dreszcz przebiegł mi po plecach.
– Ale... – zaczęłam, czując jego dłonie obejmujące moje ramiona.
Odwrócił mnie do siebie – Słuchaj, zapomnij, że jestem twoim szefem. Chcę być dla ciebie kimś o wiele ważniejszym. Bo ty od dawna jesteś dla mnie najważniejsza na świecie...

Autorka: Irena D., 56 lat, księgowa
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)