"Fabryka"

Od kilku miesięcy w Starym Teatrze w Krakowie trwa praca nad spektaklem Krystiana Lupy "Fabryka". Rozmawiamy z Igą Gańczarczyk i Magdą Stojowską, dramaturgami współtworzącymi projekt.
/ 01.08.2007 06:41
Od kilku miesięcy w Starym Teatrze w Krakowie trwa praca nad spektaklem Krystiana Lupy "Fabryka". Rozmawiamy z Igą Gańczarczyk i Magdą Stojowską, dramaturgami współtworzącymi projekt.

Skąd pomysł na projekt zainspirowany życiem i twórczością Andy’ego Warhola?

Iga Gańczarczyk i Magda Stojowska
Magda Stojowska:
Pomysł zrodził się pod wpływem książki Victora Bockrisa "Andy Warhol. Życie i Śmierć", którą przeczytał Krystian Lupa, reżyser spektaklu. To bardzo ciekawy materiał - biografia Warhola, ale także historia grupy jego najbliższych przyjaciół-artystów. Punktem wyjścia projektu jest nie tylko biografia, ale także to, co dotyczy całej kultury lat sześćdziesiątych, której symbolem jest Warhol.
Lupę zainteresował fenomen Fabryki, pracowni Warhola, której najsłynniejszy okres przypada na lata sześćdziesiąte, kiedy mieściła się na 47. ulicy w Nowym Jorku. Dla Warhola był to moment rozkwitu. Przyciągał wielu artystów: filmowców, osoby interesujące się aktorstwem, modą, malarzy, różnych dziwaków. Często byli to ludzie, którzy chcieli zajmować się sztuką, ale potrzebowali jakiegoś miejsca i człowieka, który będzie nadawał sens ich działaniom. Krystian Lupa zajmował się wcześniej fenomenem grup, które odstają od tego, co społecznie pożyteczne i racjonalne, grup niebieskich ptaków, które jednoczy sztuka.

Iga Gańczarczyk:
Kilka lat temu w Starym Teatrze Krystian Lupa ogłosił konkurs na tekst o fenomenie grupy lub sekty. Wtedy nie znalazł się żaden interesujący materiał do pracy nad spektaklem, ale potrzeba podjęcia tego tematu była wyraźna. Dopiero książka Bockrisa o Warholu okazała się inspirującym odkryciem. Autor książki bywał w Srebrnej Fabryce, obserwował mechanizmy działania tej dziwnej grupy, rodzące się w niej konflikty, frustracje, fascynacje. Książka jest niezwykłym portretem kultury przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale po jej przeczytaniu sama postać Warhola pozostaje nadal zagadką. Fenomen Srebrnej Fabryki, której centralną postacią, guru, był wycofany i bierny, a jednocześnie bardzo charyzmatyczny Warhol, jest dla nas ważnym punktem odniesienia. Od książki Bockrisa zaczęła się przygoda z poszukiwaniem najróżniejszych materiałów dotyczących Warhola i bywalców jego Srebrnej Fabryki.

Projekt "Fabryka" obejmuje kilka etapów: scenariusz, spektakl, film, wystawę. Kto jest autorem pomysłów, które budują koncepcję tego przedsiąwzięcia?

Iga Gańczarczyk:
Nasza współpraca dramaturgiczna przy projekcie "Fabryka" trwa już prawie rok i ma miejsce niezależnie od prób z aktorami. Od początku wspólnie z Krystianem Lupą i Piotrkiem Skibą rozmawiamy o potencjalnych kierunkach tego przedsięwzięcia. Okazało się, że oprócz spektaklu, którego premiera planowana jest na styczeń 2008 roku, na projekt złożą się również liczne konteksty - nie tylko oświetlają one pracę nad spektaklem, ale też zaczynają funkcjonować autonomicznie. Wszystkie próby są filmowane, kamera towarzyszy aktorom zarówno podczas dyskusji, jak i w czasie improwizacji. Do końca nie wiadomo jeszcze, które materiały zostaną wykorzystane w spektaklu, a z których powstanie kilkugodzinny film.

W maju i w czerwcu w Krakowie można było zobaczyć wystawę "Fabryka".

Magda Stojowska:
Na wystawę składały się filmy, nad którymi pracowałyśmy z Łukaszem Banachem i Adamem Lewandowskim, a także teksty Krystiana Lupy, które powstają pod
wpływem filmów Warhola i improwizacji z prób "Fabryki". Ciekawym punktem wystawy, który pozwalał bliżej uczestniczyć w sytuacji improwizacji był "pokój uwodzeń". Było to wnętrze, skonstruowane na wzór pokoju, w którym improwizują aktorzy w sali prób w Teatrze Kameralnym. Mały pokój, w środku łóżko z pościelą, lustro, krzesło, obok kanapa, na której leżały futra. Na próbach aktorzy dobrani w pary improwizowali w podobnym pokoju, towarzyszyły im tylko kamery. Reżyser dawał im temat wyjściowy, np.: "my fucking me", który czasem uzupełniał dodatkowym, np.: "moje ciało". Dla niektórych aktorów było to bardzo trudne, czasem graniczne doświadczenie, bo nie łatwo oddzielić aktorską kreację od prywatnych, intymnych tematów. W trakcie wystawy, w pokoju słychać było uwodzący głos, który zadawał pytania, zaczepiał zadawanymi tematami wchodzące osoby. To, co się tam zdarzało, było filmowane i wyświetlane na ekranie umieszczonym na zewnętrznej ścianie pokoju. Tak więc osoby wchodzące tam, stawały się aktorami, których oglądali inni widzowie.

Fabryka według Lupy
Fragmenty prób do "Fabryki" w reżyserii Krystiana Lupy.


Na czym polega wasza praca?


Iga Gańczarczyk:
Jesteśmy jeszcze na etapie zbierania materiałów, choć mamy wstępny zarys scenariusza. Spektakl nie będzie zmierzał w stronę biografii czy dokumentu, ale stanie się raczej opowieścią czy traktatem o improwizacji. Stąd najważniejszym materiałem są zdarzenia, które miały miejsce na próbach. Część zarejestrowanych improwizacji stanowi właściwie gotowe sceny przedstawienia. Zupełnie przypadkowo powstały rozmowy, bardzo naturalne, intymne i prawdziwe. Podczas prób zdarzały się również dyskusje na temat kondycji aktorskiej, granic sztuki, eksperymentów artystycznych. Możliwe, że fragmenty tych rozmów znajdą się w spektaklu. Oprócz tego ogromnie inspirujące są wywiady z Warholem, jego własne teksty oraz wyreżyserowane przez niego eksperymentalne filmy. Naszym zadaniem jest dokonanie selekcji i stworzenie dramaturgii całości.

Magda Stojowska:
Założyliśmy, że głównym tematem nie będzie życie i twórczość Warhola, że nie będziemy konstruować scenariusza w oparciu o wydarzenia z jego życia. Ważne są dla nas pewne tematy. Na przykład śmierć Warhola, a także jego - zwłaszcza od pewnego momentu -absurdalna, bo bardziej mityczna, obecność. Warhol przeżył zamach na swoje życie i po tym zdarzeniu bardzo się zmienił, stał się niemal chodzącą mumią, zawsze otoczoną wianuszkiem swoich superstars. Był autystyczny, wycofany, zminimalizował swoje uczestnictwo i witalność. Stał się milczącym obserwatorem. Dla Lupy fascynująca jest ta silna obecność Warhola, która powodowała, że Fabryka trwała, a ludzie coraz liczniej skupiali sie wokół niego. Mnóstwo artystów chciało się nim inspirować, potrzebowali go. To jest dla nas punkt wyjścia. Tworzymy też film, który mógłby nakręcić Warhol, ale zrobimy go my. Będzie to film kogoś, kto dzisiaj jest naszym Warholem. Niewątpliwie tą postacią jest dla nas reżyser, a także... aktor, który wciela się w rolę Warhola.

Krystian Lupa jest niekwestionowanym autorytetem. Jak współpracuje się z mistrzem?

Magda Stojowska:
Bardzo dobrze, także bardzo normalnie, słowo mistrz nie jest w tej relacji najważniejsze. Krystian Lupa jest w tej pracy otwarty i poszukujący. Oczywiście są napięcia między zespołem a reżyserem, ale mają one twórczy charakter. Wynikają z jakiegoś wariactwa Lupy, który włada pewnym światem i jest wymagający, jeśli chodzi o uczestniczenie w nim. Ale co najważniejsze - cel jest wspólny. Praca z Krystianem Lupą jest dla mnie inspiracją jeśli chodzi o poczucie twórczej wolności. Potrafi cieszyć się swoją wyobraźnią, swoją potrzebą wyrażania treści, które bywają trudne do nazwania. Mam tu na myśli zarówno pracę koncepcyjno-dramaturgiczną, jak i kontakt z aktorem, którego odrębność, jednostkowość Lupa szanuje.

Czy niektóre sceny powstają właśnie w sytuacji stresu i kryzysu?

Magda Stojowska:
Napięcia, których jesteśmy świadkami, dają chyba ostatecznie pozytywny efekt, ale destrukcyjny stres także się pojawia. Zwłaszcza wówczas, gdy eksperymentalny charakter pracy odsłania naszą bezradność. Nie mamy tekstu dramatycznego, do którego moglibyśmy się odnieść. Jest za to mnóstwo różnej miary materiałów, a aktorzy nie mają jeszcze wystarczających wskazówek, które z nich ostatecznie złożą się na scenariusz. Jest to nowa sytuacja. Główną metodą pracy jest improwizacja.

Czy aktorzy nie mają problemów z tak prywantym i intymnym zaangażowaniem?


Iga Gańczarczyk:
Na pewno jest to dla nich bardzo trudne. Podczas improwizacji powstaje rodzaj fantazji na temat postaci, w ramach której zacierają się granice między kreacją i osobistym wyznaniem. Wymaga to od aktorów duchowego ekshibicjonizmu. Każdy gdzie indziej wyznacza jego granice. Dodatkową trudnością jest stała obecność kamery.

Czy w związku z tym na próbach zdarzają się sytuacje trudne, konfliktowe?

Iga Gańczarczyk:
Przyzwalając na eksperyment, podejmujemy ryzyko. Jest wiele niewiadomych, wiele rzeczy do odkrycia. Przestrzeń wolności twórczej jest w tym przypadku ogromna. Aktorom nie narzuca się kierunków, ról, postaci i tekstu, są prawdziwymi współtwórcami tego spektaklu. Taki nadmiar wolności czasem budzi w aktorach lęk. Obawiają się, że nie wiadomo, dokąd zmierzamy.

Magda Stojowska:
Wolność daje możliwość buntu, konfliktu, które dla reżysera także są materiałem twórczym. W Srebrnej Fabryce dochodziło do wielu konfliktów. Jeden z artystów - Billy Name, który od początku współtworzył pracownię Warhola na 47. ulicy, w pewnym momencie poczuł się odepchnięty i niedoceniony. Zamknął się na tyłach Fabryki i nie wychodził przez rok. Wszyscy mieli poczucie, że Warhol powinien się nim zainteresować, ale Andy bardzo świadomie nie wychodził Billy'emu na przeciw. W trakcie naszych prób miała miejsce sytuacja, kiedy Piotrek Skiba zaczął cytować, jeden za drugim, fragmenty z książki Bockrisa. Był tak skupiony, że nie zauważył, jak aktorzy zaczęli wychodzić z sali, aż zostaliśmy tylko Krystian Lupa, Piotrek, Iga i ja. Aktorzy poczuli, że to, co się dzieje na próbie, w ogóle ich nie dotyczy i po prostu wyszli robiąc, nam – dramaturgicznemu kółku – niezły kawał. Myślę, że było to bardzo fajne i inteligentne – coś takiego mogłoby się zdarzyć w Fabryce Warhola. To nie było wyreżyserowane, ale powstało z cichego porozumienia grupy, która chce kontestować.

Opowiedziałyście o tym jak powstaje spektakl i na czym polega jego nowatorskość. Co jeszcze wyróżnia "Fabrykę" Krystiana Lupy?

Magda Stojowska:
Mam poczucie, że jest to eksperyment twórczy. Improwizacja w tej pracy staje się niemal głównym tematem. Etapy pracy dramaturgicznej - teksty autorskie Lupy, filmy powstające podczas prób, wystawa - są wyrazem tego eksperymentu. W teatrze pojawił się teraz kierunek, w którym coraz odważniej rozbija się "klasyczną" dramaturgię. Nie ma gotowego tekstu dramaturgicznego, korzysta się z najróżniejszej materii - wywiadu, dokumentu, amatorskiego filmu - i na nim buduje się teatr. Wyrazem tych poszukiwań jest też chyba "teatr ciała", w którym obrazy pojawiają się jak poetyckie asocjacje, nawet jeśli inspiracją całości jest tekst literacki. Zdani jesteśmy na różne impulsy, to przygoda. I o taki teatr nam dzisiaj chodzi, także w "Fabryce" Krystiana Lupy.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)