Przestań kolekcjonować sukcesy jak trofea. Slow change to luksus, na który cię stać
Rozwód, puste mieszkanie, biurko spakowane w jeden karton albo poranek, w którym lustro pokazuje kogoś, kogo już nie rozpoznajesz. Świat natychmiast podsuwa złote rady: „znajdź nową pasję”, „zacznij randkować”, „ogarnij się”, „bądź silna”. Ale co, jeśli siła polega na tym, by przez chwilę być „niewidzialną”? Prawdziwa zmiana nie potrzebuje braw, tylko czasu na bycie „pomiędzy”. Pozwól sobie na ten luksus, zamiast natychmiast gonić za kolejnym trofeum.

Człowiek to zwierzę, a świat zwierząt jest brutalny. Dajmy na to, taka ośmiornica. Młoda, ośmioramienna dzierlatka pływa sobie po oceanie życia, bywa to tu, to tam, poznaje tamtych i owych. Wśród istot żywych to prawdziwa arystokratka. Nie dość, że ma błękitną krew, to jeszcze trzy serca i dziewięć mózgów. Pewnego dnia, w miłych okolicznościach przyrody, pozna tego jedynego, który zawróci jej w głowie. Nasza bohaterka szybko zostanie samotną matką, gdyż po dokonaniu dzieła życia, jej ukochany umrze. To jednak nie koniec przewrotnego losu ośmiornicy.
Ta matka in spe znajduje sobie zaciszne miejsce, w którym składa kilkadziesiąt, a nawet kilkaset jaj, a następnie oddaje się pełnoetatowej opiece nad potomstwem. Nie je, nie opuszcza kryjówki, tylko nieustannie przeciera jajeczka i delikatnie podmywa je świeżą wodą, by zapewnić im optymalną ilość tlenu. Gdy z jaj wykluwają się pierwsze młode, matka umiera z wyczerpania i głodu. To bohaterskie poświęcenie na ołtarzu macierzyństwa.
I wbrew pozorom cykl rozrodczy ośmiornicy to doskonała metafora naszego, ludzkiego życia. Bo urodzenie dziecka i późniejsze macierzyństwo, doświadczenie menopauzy, zmiana lub utrata pracy, rozwód, czy przejście na emeryturę to symboliczna śmierć naszego dotychczasowego „ja”. By z czasem na nowo odrodzić się niczym Feniks z popiołów.
Daj sobie czas
Pewnie też odnosisz takie wrażenie, że jesteśmy zobligowane do wiecznej pogoni za ulotnym szczęściem. Świat oferuje nam wiele możliwości, a my przebieramy w ulęgałkach z nadzieją, że za rogiem, że jeszcze chwila, a osiągniemy zamierzony cel. Na dodatek współczesna kultura, jak i przekazy medialne nakazują nam nieustannie działać. „Zwolnili Cię? Znajdź nową pracę w tydzień!”, „Rozwiodłaś się? Zacznij randkować!”. Tymczasem zdaniem antropologów warto zwrócić wagę na coś zupełnie innego. Na liminalność. I zapewne każda z nas zna uczucie zawieszenia, kiedy to, co stare, już nie działa, a to, co nowe, jeszcze nie nabrało wyraźnych konturów. Często interpretujemy ten stan jako kryzys, brak sprawczości czy wręcz życiową porażkę. A jednak to „zawieszenie” nie jest błędem. To moment, w którym dzieje się magia, choć rzadko ocieka brokatem i nie towarzyszą temu fajerwerki. To czas, w którym stajemy się kimś innym.
Ten symboliczny „nowy początek” bywa bolesny. Proces, jaki musimy przejść, dokładnie opisał i przeanalizował francuski etnograf Arnold van Gennep już w 1909 roku. Zauważył pewien uniwersalny wzorzec: przejście z jednej grupy społecznej do drugiej, czy z jednego stanu w kolejny, nigdy nie odbywa się płynnie. Zawsze wymaga „skoku” przez symboliczną przepaść.
Tak dzieje się magia
Van Gennep podzielił obrzęd przejścia na trzy fazy, które każda z nas przechodzi, stając się matką, rozwódką, emerytką, wdową, dojrzałą kobietą, czy kobietą sukcesu.
Separacja
Wyłączenie to pierwszy akt dramatu. Podejmujemy świadomą decyzję lub los tak sprawia, że zostajemy odcięte od swojej dotychczasowej roli. Przykład? Proszę bardzo. Przechodzisz na emeryturę, zmieniasz pracę, zakładasz własny biznes, podpisujesz dokumenty rozwodowe, zostajesz wdową, jesteś kobietą w połogu, wchodzisz w etap postmenopauzy, jesteś w terapii – to symboliczna śmierć dotychczasowego „ja”.
Faza liminalna, czyli okres przejściowy
Łacińskie słowo limen oznacza „próg”, a faza liminalna to stan „pomiędzy”. Zgodnie z koncepcją Victora Turnera, osoba znajdująca się w zawieszeniu jest „niewidzialna” dla struktury społecznej. Nie ma statusu, na chwilę staje się „nikim”. Doskonale oddaje to kolejna metafora rodem ze świata zwierząt. W czasie liminalnym jesteś jak gąsienica w kokonie, która przestała być pełzającym robalem, ale jeszcze nie stała się motylem. Nie jesteś już tą dawną wersją siebie, ale nowa jeszcze się nie wyłoniła. To czas refleksji, kreatywności, rozwoju nowego potencjału, ale i niepewności.
Reintegracja
To powrót na łono społeczeństwa, ale już z nowym statusem. Zgodnie z antropologiczną nomenklaturą, to właśnie wtedy zakładasz nową „maskę”, a otoczenie zaczyna cię postrzegać inaczej – jako osobę wolną, jako liderkę, mentorkę, żonę, matkę, kobietę, która już nic nie musi, a wszystko może.
Obrzędy przejścia w kulturze „instant”
Żyjemy w świecie, który naukowcy nazywają kulturą natychmiastowej gratyfikacji. Media społecznościowe promują model „quick fix” – szybka zmiana, szybki efekt, szybki sukces. Karmią nas ładnie opakowanymi obrazami spektakularnych metamorfoz, które dzieją się w pięć minut. Reklamy obiecują nam nową sylwetkę w trzy tygodnie, aplikacje gwarantują znalezienie miłości za jednym przesunięciem palca, a kursy online przekonują, że przebranżowienie to kwestia jednego webinaru. Sam proces zmian jawi się jako łatwy, szybki i bezbolesny. A to przecież mit. I pułapka. Z psychologicznego punktu widzenia pomięcie fazy liminalnej może nas słono kosztować. Nikt nie wspomina, że zbyt szybkie wskoczenie w nowe buty, może przyczynić się do:
- szybkiego wypalenia,
- powielania starych błędów,
- zakładania maski i udawania kogoś innego z obawy przed pustką,
- życia pod dyktando innych, bo tak „wypada”,
- utraty poczucia sprawczości,
- powierzchownej zmiany, za którą nic nie stoi,
- strachu przed każdą kolejną zmianą, która niesie niepewność.
Zamiast więc gonić za obietnicą błyskawicznego „odrodzenia”, dajmy sobie przyzwolenie na niezdefiniowanie. Nie musimy od razu znać wszystkich odpowiedzi. Dajmy sobie czas na bycie „pomiędzy”.
Bibliografia
- Bauman Zygmunt, „Płynna nowoczesność”, Kraków 2006;
- Eliade Mircea, „Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne”, Warszawa 1997;
- Eliade Mircea, „Sacrum i profanum”, Warszawa 1999;
- Gennep van A. „Obrzędy przejścia. Systematyczne studium ceremonii”, Warszawa 2006;
- Turner Victor, „Proces rytualny. Struktura i antystruktura”, Warszawa 2010.
Czytaj także:
- Komedie romantyczne to żaden guilty pleasure. Potrzebujemy ich jak powietrza. Dlaczego nas kręcą?
- Na tydzień przestałam dostosowywać się do innych. Dla ciebie łatwizna? Mnie zżerało poczucie winy
- Randka ze sobą może stać się udręką. Zamiast ulgi czujesz napięcie? Dlatego powinnaś ją powtórzyć

