Randka ze sobą może stać się udręką. Zamiast ulgi czujesz napięcie? Dlatego powinnaś ją powtórzyć
Podążając za radami z poradników, zapraszasz samą siebie do restauracji, albo rezerwujesz czas w domu tylko dla siebie. Jesteś przekonana, że będzie to dobre doświadczenie. A jednak może się okazać, że trudno ci wytrzymać ze swoimi myślami i uczuciami. W odpowiedzi na dyskomfort szybko sięgasz po telefon, pilot lub wkładasz do uszu słuchawki. Znajome? Spokojnie, nie jesteś wyjątkiem i jest na to rozwiązanie.

„Zabierz siebie na randkę” – podpowiadają ochoczo psychologiczne poradniki i artykuły. To ważne, bo od relacji ze sobą zaczyna się budowanie fundamentów każdej innej relacji. Jeśli chcesz tworzyć dobre i satysfakcjonujące więzi z innymi (a przecież właśnie na tym nam zwykle zależy), to warto regularnie wpisywać na swoją listę zadań czas tylko dla siebie. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w związku, czy nie. To jasne, ale...
Podążając za radami ekspertów, wiedziona tym, co słuszne i na czasie, pewnego pięknego popołudnia zapraszasz samą siebie do SPA lub restauracji, albo prościej – rezerwujesz czas w domu tylko dla siebie. Jesteś przekonana, że będzie to dobre doświadczenie, kojące, przyjemne, a może nawet karmiące. Że odetchniesz i wyciszysz umysł. Oczywiście może tak być, ale możesz też doświadczać czegoś innego.
Kiedy randka ze sobą staje się udręką
Być może dość szybko orientujesz się, że coś jest nie tak. Coś uwiera. Coś drażni. Coś nie pozwala ci swobodnie rozsiąść się w tej chwili. Bo kiedy naprawdę stajesz sama przed sobą – w ciszy, w zwolnieniu, w uważności skierowanej do wewnątrz – dzieje się coś nieoczekiwanego. Zamiast ulgi może pojawiać się napięcie. Zamiast przyjemności – rozczarowanie. Zamiast radości – gniew, lęk albo smutek. A przecież nie tak miało być.
I wtedy być może robisz w tył zwrot. Sięgasz po telefon i łapczywie przewijasz ekran. Szukasz obecności innych, ich głosu, ich uwagi. Może do kogoś dzwonisz. Może próbujesz zagłuszyć to, co niewygodne, kolejnym podcastem albo serialem. Dociera do ciebie, że „randka” się nie udała. Że nie potrafisz. Że coś jest z tobą nie tak, skoro nawet bycie w pojedynkę kończy się rezygnacją…
Prawda jest taka, że dla wielu osób cisza nie jest przyjemna. Cisza jest podejrzana. W ciszy wychodzi to, co na co dzień skutecznie zagłuszamy: smutek, napięcie, poczucie pustki, poczucie, że jest się niepotrzebnym, lęk, niewypowiedziany żal, samotność. W ciszy wyraźniej słychać też wewnętrzny głos, który nie zawsze jest wspierający. Bywa surowy, a może nawet okrutny.
Co robisz? Być może więcej tego nie powtarzasz. Rezygnujesz z uważności na siebie, bo to może być zbyt trudne. Rezygnujesz ze zgody na to, co właśnie w tobie żywe – nawet jeśli jest to nieprzyjemne czy zawstydzające. Rezygnujesz z zatrzymania się w codziennym pędzie. Z przyglądania się sobie. Z bliskości i akceptacji.
A przecież randkowanie ze sobą – a mówiąc trafniej, świadome spotkanie ze sobą w prawdzie – właśnie tym mogłoby być. Pobyciem przy sobie nawet w niewygodzie. Choć na chwilę. Tak jak z drugim człowiekiem, na którym ci zależy.
Dlaczego warto pobyć ze sobą tak naprawdę?
„Randkowanie ze sobą” nie zawsze jest lekkie, to już wiemy. Jednak niewygoda nie musi być sygnałem, żeby odpuścić. Może być szansą na rozwój. Jon Kabat-Zinn, znany amerykański terapeuta, specjalista w zakresie mindfulness, pisał, że uważność to umiejętność dostrzegania tego, co dzieje się w danym momencie bez osądzania. To praktyka patrzenia na rzeczy w sposób bezstronny. Czy potrafisz tak popatrzeć na siebie?
Świadome „randkowanie” ze sobą może pomóc nam dostrzec to, co w codziennym pędzie pomijamy: wartości, które są dla nas ważne, osoby, które nas wspierają, okoliczności, które nam pomagają. Może nas wesprzeć w zauważeniu własnych zasobów, takich jak nasz rozsądek, wyobraźnia czy inteligencja. Randkowanie ze sobą nie tylko pomaga zrelaksować umysł i się odprężyć. Jeżeli jest pełne uważności, może wydobyć nas z kolein życia.
Brak świadomego bycia ze sobą może prowadzić do trudności, między innymi z powodu nieświadomych i utrwalonych działań i mechanizmów. To one wpływają np. na relacje z innymi albo na to, jak dbamy o własne zdrowie. Samoświadomość pozwala ruszyć z martwego punktu, odzyskać większy wpływ na własne decyzje i stopniowo zmieniać jakość życia.
Kiedy rozwijamy świadomość z takim nastawieniem, zmierzamy w stronę emocjonalnej równowagi i spokoju. Zmierzamy też w stronę autentyczności, czyli bycia ze sobą, swoimi emocjami, myślami, wartościami bez maski i udawania. W stronę uznania własnych niedoskonałości i zauważenia tego, co jest dla nas w życiu ważne. Jak pisał Carl Jung, wybitny myśliciel i twórca psychologii analitycznej, „nie możemy niczego zmienić, póki tego nie zaakceptujemy”. A żeby coś zaakceptować, trzeba to w ogóle zauważyć. I dobre „randki” ze sobą w tym mogą okazać się pomocne.
To może nie być łatwe. Efekt często nie przychodzi od razu, wymaga czasu i odwagi, a droga do tego nie jest prosta. Często warta jest jednak pokonania, bo zmierza w stronę bardziej jakościowego życia, większego zadowolenia z siebie i zdrowszych relacji. Jeżeli spotkanie ze sobą jest zbyt trudne, przydatna może być pomoc psychoterapeuty.
Co może ci przeszkadzać?
Oprócz wszelkich rozpraszaczy, jak telefon (lepiej go wyciszyć), mogą ci przeszkadzać nieustające myśli, które przemieszczają się w umyśle niczym rwąca rzeka. Spróbuj puścić je wolno i nie przywiązywać się do nich. To tylko myśli. Dzięki temu możesz pobyć w teraźniejszości. Wyobraź sobie, że myśli przelatują jak chmury na niebie, i wracaj do tego, co bieżące. Pytaj siebie:
- Jak się teraz czujesz?
- Czego najbardziej ci potrzeba?
- Na czym ci zależy?
- Co chcesz zrobić?
- Jak czujesz swoje ciało?
- Co odbierają twoje zmysły?
Jeśli pojawiają się w głowie nieprzyjemne komentarze na swój temat, tylko je zauważ. Z czasem rozwijaj w sobie dialog, który cię wspiera, a nie podcina skrzydła. Ze współczuciem i miłością do siebie. Jeśli możesz, wychodź z roli surowej urzędniczki i czepialskiego recenzenta. Na randce nie są mile widziani!
„Randka ze sobą” bywa sposobem, żeby odwrócić uwagę od problemu. Wtedy będzie po prostu ucieczką w ładnym opakowaniu. Bo można siedzieć samej w kinie i spacerować po parku, a jednocześnie być od siebie oddaloną o kilometr. Fizycznie obecną, mentalnie – w delegacji. Postaraj się być przez chwilę uważną i obecną. Możesz spróbować być dla siebie jak przyjaciel – taki, którego chciałabyś mieć. Który może milczy, może jest nudny, może nie jest najmądrzejszy, ale jest autentycznie przy tobie. Nie oczekuj od tej chwili nie wiadomo czego. Pozwól tej chwili być taką, jaka jest.
Randki ze sobą mogą być drogą do zmiany
Na „randki ze sobą” dobrze jest wybierać się regularnie. Chociaż czasem zamiast odprężenia pojawia się konfrontacja. Zamiast zachwytu odsłania się to, co zbyt długo było spychane na margines: gniew, lęk, pustka, żal lub tęsknota. To, co niewysłuchane. To, co domaga się obecności. Zwłaszcza wtedy, gdy długo od siebie uciekaliśmy. Dopóki próbujemy wypierać to, co niewygodne, nie mamy dostępu do realnej zmiany. Zużywamy energię na ukrywanie i pudrowanie rzeczywistości, zamiast przeznaczyć ją na to, co można zrobić, z tym, co trudne.
Może właśnie w tej niewygodzie zaczyna się coś naprawdę ważnego. Nie idealna relacja z samą sobą, albo gorzej – odegrana niczym rola w teatrze. Nie relacja bez wad, bez trudu, bez cienia, ale relacja uczciwa. Taka, w której nie uciekasz na pierwszy sygnał dyskomfortu. Taka, w której zostajesz. Taka, w której jesteś sobie bliska nie tylko wtedy, gdy jest lekko, lecz także wtedy, gdy boli.
Jeżeli więc przyjdzie ci do głowy pomysł umówienia się ze sobą na randkę, świetnie! To wartościowy sposób, by się zatrzymać, zrelaksować i mieć uważniejszy kontakt ze sobą. Jednak spróbuj nie rezygnować z bycia przy sobie, gdy poczujesz niewygodę. Ta niewygoda może być ważnym sygnałem i początkiem zmiany. Jest częścią ciebie i właśnie prosi o to, żeby być zauważoną.
Czytaj także:
- Algorytm karmi twoje kompleksy, a ty scrollujesz iluzję szczęścia. Czas przerwać ten teatr
- "Nie mów kobiecie: 'Możesz wszystko', ona usłyszy: 'Musisz'". Czy da się być silną i niezmęczoną?
- Sen jest dla słabych? Z takim myśleniem nie osiągniesz sukcesu. Dr Czerska: „To szkodliwa iluzja"

