Zwykły cud

Mietek Szcześniak zmienił się w Miecza, niestety, nie zmienił stylu. Na nowej płycie znów próbuje, ale znowu nie całkiem mu wychodzi.
zc1.jpgKiedy parokrotnie widziałem Mietka Szcześniaka – od lat największą nadzieję polskiego soulu w męskim wydaniu – jak śpiewa piosenki religijne, głośno komentowałem, że się marnuje. Ale ilekroć potem słyszałem jego występ czy nagranie w soulowej konwencji, gryzłem się w język.

I tak Mietek, już jako Miecz.Szcześniak, dobił do rekordowego jak na ciągłą etykietkę „nadziei” wieku 42 lat, a mimo to ciągle nie znalazł kogoś, kto jego wokalne umiejętności wykorzystałby w już nie tyle zbożnym (bo to mieliśmy), ile rynkowo przemyślanym celu. Trudno będzie Szcześniakowi nowym albumem zdobyć popularność u najmłodszej publiczności, bo ta zna już Sistars i Sofę, a to, co śpiewa Miecz, ciągle obudowane jest w archaiczne dla niej muzyczne ramki rodem z lat 80. Słowem, zanim zdążył się stać polskim D’Angelo, dorósł już do bycia nowym wcieleniem Ryszarda Rynkowskiego. Tytułowego cudu nie będzie, choć dwie piosenki pozostaną po tej płycie na dłużej – „Angel-a” z Pauliną Przybysz (tu akurat procentuje właściwy dobór gościa) i bardzo przebojowa „Chyba na pewno”. Jednego Mieczowi nie sposób odmówić – pozytywnej energii. Ale czy ma jej aż tyle, by kiedyś podbić listy sprzedaży? Wątpię. Chyba że i w piosence zacznie dominować taktyka PiS – że ludzi trzeba rozgrzewać wielką obietnicą, nigdy nie dając satysfakcji.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Miecz.Szcześniak „Zwykły cud”, Polskie Radio
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)