Piątek 13

Fisz do tej pory radykalnie neutralny na nowej płycie pokazuje się od innej, zaangażowanej strony.
/ 13.10.2006 13:57
13_1.jpgChoć chodzi o rządy na scenie muzycznej, przywołanie tak zwanego aparatu ma tu sens. Fisz do tej pory radykalnie neutralny na nowej płycie pokazuje się od innej, zaangażowanej strony. Wątki społeczno-polityczne sprytnie jednak ogranicza do pretekstowych sloganów, żongluje hasłami. Nie ma ciężkostrawnej, mętnej publicystyki, jest dyskretny, ale jednoznaczny komentarz.

Teksty są największym pozytywnym zaskoczeniem na tym albumie. Słowa wciąż gorzko autotematyczne, ale dziś już nie tak skrajnie osobiste. Dużo tu opowiadania historii (świetny refren z internetowym romansem w roli głównej: „On – dziki wąs, metr osiemdziesiąt cztery; Ona – J. Lo, jego doping jak steryd”), częściej z perspektywy spostrzegawczego obserwatora, rzadziej świadomego uczestnika.

Sposób podania tekstów to też niespodzianka. Leniwe „bla bla bla” efektownie przeszło w „bla bla bla” z poważnym ADHD, dostajemy rap stanowczy, momentami agresywny. „Piątek 13” to rzecz – w przeciwieństwie do tego, co pamiętamy z wydawnictw poprzednich – bogato mówiona. Bynajmniej nie przegadana.

Naddatkom tekstowym towarzyszy muzyczny minimalizm. Odpowiedzialny za brzmienie 25-letni Emade po raz kolejny potwierdza swoją klasę. I to bez widowiskowych trików. Muzycznie kolejny wspólny materiał braci Waglewskich nabrał ciężaru, wyrazistości, obrósł w kanty, ale bez przesady. I znów: stylowa, wielkomiejska produkcja, która – co typowe dla krajowych projektów – nie pozostaje pół kroku za światowymi trendami, lecz swobodnie się w nie wpisuje. O ile Emade wpisuje się w kontekst globalny, o tyle Fisz rozwiązuje sprawę lokalnie.

„Piątek 13” pokazuje drogę, jaką przeszedł starszy z braci (dziś lat 28). Kiedyś hip-hop był dla niego wyłącznie impulsem do poszukiwań, do fascynacji nowym jazzem i elektroniką, dziś jest tych poszukiwań efektem. Teraz, wciąż pełen dystansu, wolny od niezdrowych zależności rodzimej sceny hiphopowej, zyskuje świeże spojrzenie prawie debiutanta.

Polski hip-hop potrzebował takiej płyty. Z czystym sumieniem można powtarzać za autorem: „Wiwat pan F., nie Marcinkiewicz premier”. Fisz, pierwszy introwertyk okołohiphopowego przedziału, z premedytacją pakuje się z powrotem do stereotypowego świata rapowej kultury. Świata ulicy, twardych chłopaków i zepsutych dziewczyn. A to sztuka wrócić na osiedle i nie zginąć.

Angelika Kucińska/ Przekrój

Fisz Emade, „Piątek 13”
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)