Nowa płyta Sashy

Właśnie na rynek wyszła solowa płyta Sashy, byłej wokalistki zespołu Jet Set
Nowa płyta Sashy fot. Sony Music
Singiel Sashy „To nic kiedy płyną łzy” jest obecnie na drugim miejscu Airplay Chart w Polsce, czyli listy najlepiej granych piosenek, wg monitoringu Nielsen Music Control.

Produkcja nagrań na nową płytę trwała niespełna 10 miesięcy i zawiera 13 nagrań zrealizowanych w Niemczech i w Polsce.

Muzyka na solowej płycie Sashy różni się od tej, którą Artystka wykonywała z Jet Set. W aranżacjach pojawiło się sporo gitar – aż po brzmienia czysto akustyczne. Ciekawostką na płycie będzie utwór “My Bodie's On Fire”, który

Sasha wykonuje wspólnie z popularnym w Europie i w USA niemieckim producentem i raperem DJ Tomkkiem, współautorem tekstu do tego utworu. DJ Tomekk współpracował między innymi z takim gwiazdami jak Missy Elliot, Lil Kim, Eminem, Coolio.

Album Sashy jest “czterojęzyczny” - większość utworów wykonywanych jest po polsku i angielsku, ale można też znaleźć na płycie utwór w języku rosyjskim oraz inny utwór – częściowo nagrany w języku niemieckim. Mimo, iż płyta produkowana była przez różnych producentów, w różnych krajach, w różnych studiach nagrań i sięga różnych obszarów stylistycznych, w efekcie końcowym zachowana została dbałość o spoistość brzmienia.

Muzykę na płycie Sashy można określić jako: nowoczesny pop z domieszką r'n'b.

Przeczytaj wywiad z Sashą

- Jak trafiłaś do duetu Jet Set?
Sasha: Kiedy miałam 11 lat, zaczęłam uczęszczać na lekcje śpiewu. Moja pani profesor zaprosiła na lekcję producenta, który szukał młodej wokalistki. Powiedziała mu, że uczy dziewczynę, która jest doświadczona w śpiewaniu festiwalowym i przerosła już konkursy wokalne dla młodzieży. Rzeczywiście wystąpiłam wszędzie, gdzie można w tym wieku zaśpiewać, na wszystkich możliwych festiwalach. Takie występy to wspaniała rzecz i zawsze powtarzam dziewczynom, które podchodzą do mnie na spotkaniach i pytają, jak mi się udało trafić na scenę, że nie da się zrobić kariery jednym skokiem.

Nie da się przyjść znikąd?
Sasha: Można, ale to jest działanie na krótką metę. Uważam, że trzeba iść do przodu stopień po stopniu i ciężko pracować przez wiele lat. Dlatego polecam dziewczynom udział w konkursach i festiwalach, żeby zaczynały od mniejszych rzeczy. Nie wystarczy występ w programie „Mam talent”, żeby cała Polska od razu się zakochała. Niektórzy wyobrażają sobie, że od tego momentu zacznie się wielka popularność. A tak się nie da.
Wracając do Jet Set: producent przyszedł na lekcję i poprosił, żebym coś zaśpiewała. Wybrałam piosenkę Celine Dion i usłyszałam: „Dobrze, to my się widzimy za tydzień, przyjdź z rodzicami”. A ja w konsternacji: Co się dzieje? Czemu tak szybko? Okazało się, że powstaje nowy zespół i że może to być coś fajnego. Tak pojawiło się Jet Set.
Na początku śpiewałam z Trayem, wokalistą z Chicago. Mieliśmy sesję zdjęciową i nagraliśmy pierwsze próbki w studio, a miesiąc czy dwa później powstała już piosenka „How Many People”! Dla mnie, tak młodej osoby, było to niesamowite przeżycie. Wszystko tak szybko się działo! Nie mogłam uwierzyć: całe życie tak ciężko na pracowałam, a teraz nagle radio, selekcje eurowizyjne...
Duet powołali do życia ci sami producenci, którzy są teraz odpowiedzialni za mój materiał solowy. Wiadomo, że konwencja muzyczna się zmieniła, ale ciągle są to ci sami ludzie.
Do realizacji twojego solowego projektu zostali zaproszeni bardzo ciekawi muzycy, m.in. twórca piosenek Justina Timberlake’a i Skin...
Sasha: Tak, po pierwsze jes! Bazz. To jego pseudonim, nazwiska zbyt często nie używa, ponieważ jest bardzo charakterystyczne (śmiech). Kiedy po naszych wstępnych rozmowach przyszłam po raz pierwszy do studia, żeby coś nagrać, przedstawił mi się właśnie jako !Bazz. Nie wytrzymałam i zapytałam: „Jak naprawdę się nazywasz?” Na co usłyszałam: „Usiądź”. Usiadłam. „Nazywam się Michael Jackson” (śmiech). „OK.”, mówię, „teraz już wszystko wiem”.
!Bazz to niezwykle utalentowany producent, stricte r’n’b. Oczywiście miesza gatunki, na przykład jedna z jego ballad na płycie to soul podchodzący pod pop. !Bazz nie zamyka się w jednym stylu.

Chyba nikt już dzisiaj tego nie robi.

Sasha: Bo to nie ma sensu. Jeśli chodzi o sprzedaż płyt, to zamykanie się w jednym stylu jest nonsensem. Jeśli weźmiemy płyty Leony Lewis, Kelly Clarkson czy Rihanny, to widać, że nie warto trzymać się ślepo tylko jednej konwencji. Pozostaje utrzymanie płyty w pewnym stylu, żeby jako całość miała ona ręce i nogi.
Na przykład do słuchania w samochodzie ludzie kupują zwykle składanki muzyczne. A jeśli płyta jednego wykonawcy jest odpowiednio zróżnicowana pod względem dynamiki i stylu, to można jej słuchać z przyjemnością. Fajnie, jeśli przy tej samej płycie, na której można znaleźć piękną balladę, można też dobrze bawić się na imprezie. Żeby odnieść komercyjny sukces, trzeba znaleźć balans pomiędzy spokojnymi i dynamicznymi piosenkami.

Czy mogłabyś policzyć, ile czasu w trakcie nagrywania wokalu tańczyłaś, a ile spokojnie się bujałaś?

Sasha: Myślę, że więcej było jednak delikatnego bujania, ponieważ nagrywanie spokojniejszych piosenek zajęło nam więcej czasu. W balladach trzeba było bardziej się wczuć i większy nacisk położyć na interpretację. Polskie teksty, które napisała do nich Aldona Dąbrowska, są naprawdę dojrzałe, napisane dla świadomej kobiety. To już nie są piosenki Jet Set napisane dla dziewczyny, która śpiewała o młodzieżowych sprawach. Poza tym polskim odbiorcom będzie łatwiej utożsamiać się z polskim tekstem. Nie mogłam być nonszalancka i zwariowana podczas nagrywania takich piosenek, musiałam naprawdę się skupić.
Najwięcej czasu zajęła nam realizacja piosenki „Zaczaruj mnie”. To wspaniała ballada, która została nagrana w dwóch wersjach: pierwsza jest dłuższa, festiwalowa, nawet z pewnym patosem, a druga troszeczkę bardziej rytmiczna, z delikatnym bitem jak w numerze Timbalanda z OneRepublic, żeby można było zagrać ją w radiu. Tę piosenkę nagrywaliśmy przez dwa tygodnie. Czyli bujania w czasie nagrań było zdecydowanie więcej.

Co nie znaczy, że jest go więcej na płycie?

Sasha: Nie, mówię o czasie spędzonym w studio. Bardzo lubię taką pracę. Nie muszę wtedy nawet spać, mogę cały czas śpiewać. Wiem też, że kiedy zakończy się już nagrywanie, pozostanie jedna konkretna wersja, której już się nie zmieni, więc wszystko musi być zrobione w stu procentach jak najlepiej. Lubię wykonywać taką pracę w spokoju, żeby potem dobrze zabrzmieć na żywo. Przed koncertem musi zaistnieć etap studyjny. A samą płytę nagrywaliśmy w trzech studiach! W Hanowerze w Niemczech i w Poznaniu. Kiedy jedno studio nie wytrzymywało już z nami, przenosiliśmy się do następnego (śmiech).

Skąd wziął się na nagraniach DJ Tomekk, w dodatku w dwóch wersjach językowych?
Sasha: To niesamowita sprawa, ponieważ DJ Tomekk po raz pierwszy zarapował po polsku właśnie dla mnie! Czuję się wyróżniona, ponieważ jest to znany producent muzyczny i raper, który pracował z wieloma gwiazdami, m.in. z Missy Elliot i z Eminemem.
Nagrania z Tomkkiem zaproponował !Bazz. Zaczęło się od tego, że nagraliśmy dancehallowy kawałek „My Body’s On Fire”, który wykonałam solo. Po przesłuchaniu stwierdziliśmy, że czegoś na nim brakuje, a !Bazz doszedł do wniosku, że fajnie byłoby zaprosić do studia jego kumpla, który ma polskie korzenie. Kiedy okazało się, że DJ Tomekk, który na co dzień stacjonuje w Niemczech, miałby ochotę na takie nagrania, pojawiła się koncepcja, żeby zarapował coś po niemiecku. Wtedy zaczęłam go męczyć: „Czemu? Tomekk, przecież możesz zrobić coś po polsku! To jest polska płyta!” I tak go namawialiśmy, że w końcu się zgodził. Myślę, że wyszedł nam fajny klubowy kawałek i uroczy smaczek na płycie.

Wspomniałaś, że nagrywaliście w trzech studiach. Jak w takim razie udało się osiągnąć na płycie dość jednorodne brzmienie?
Sasha: Miło to słyszeć, bo osiągnięcie takiego efektu było niesamowicie trudne. Zaczęliśmy nagrania z !Bazzem w Hanowerze. Wtedy zostały zarejestrowane piosenki napisane po angielsku. Potem pojawił się problem. Nie chcieliśmy, żeby cała płyta była utrzymana w takiej konwencji, ponieważ w Polsce r’n’b nagrane po angielsku nie byłoby aż tak wiarygodne. A ja mam przecież jednak wschodnią duszę i chciałam to pogodzić z polskim językiem. A przy okazji pokazać, że - proszę bardzo - naprawdę jestem Polką. Ostatecznie na płycie znalazły się tylko cztery piosenki w języku angielskim. Krótko mówiąc piosenki r’n’b, dance i dancehall zostały nagrane jako pierwsze.
Pracując nad kolejnymi utworami cały czas mieliśmy na uwadze, że są już nagrane tamte piosenki, więc nie możemy pójść za bardzo w stronę na przykład pop rocka. Takie połączenie byłoby po prostu niezjadliwe. I - można powiedzieć - troszeczkę przez przypadek wyszło nam coś takiego. Z jednej strony Ameryka: styl, w którym śpiewają tamtejsi wykonawcy młodzieżowi; a z drugiej: ballady po polsku, które chcieliśmy nagrać tak, żeby były z polotem i chwytały za serce. Zaryzykowaliśmy, bo skoro taka jestem teraz, to czemu tego nie pokazać? Myślę, że jeśli powstała spójna płyta, to wyszło nam to trochę przypadkiem.

Czyli nie zostało to wymyślone od początku do końca pod względem komercyjnym?
Sasha: Zdecydowanie nie, sporo rzeczy powstało pod wpływem impulsu. Niektóre utwory powstawały z dnia na dzień. Nie było tak, że mieliśmy gotowy materiał, który trzeba było zrealizować. Na przykład jedna z piosenek, którą nagrywaliśmy z !Bazzem, przeszła tak długą drogę, że ostateczna wersja okazała się zupełnie innym utworem niż ten, nad którym zaczynaliśmy pracę. Cały czas coś dodawaliśmy, albo zmienialiśmy: harmonie, chórki, wokal...

Nie wchodziłaś do studia tylko po to, żeby nagrać wokal?
Sasha: Nie, tak nie mogło być. Moim zdaniem jest to niedobre dla artysty. Jeśli mam się dobrze czuć w tym, co nagrywam, to muszę realizować również własne pomysły, a miałam ich sporo. Na przykład w piosence, którą nagrałam z DJem Tomkkiem, !Bazz dał mi naprawdę dużo swobody. Chciałam, żeby utwór zabrzmiał tak, jakbym była w klubie i śpiewała w trakcie tańca. Dlatego postanowiliśmy zmienić długie wersy na krótsze, żeby były bardziej skoczne. Bywało też tak, że robiliśmy sobie przerwę od jakiejś piosenki, żeby nagrać inną, w którą trzeba było włożyć więcej feelingu, a później wracaliśmy do pierwszego utworu i słuchaliśmy wszystkich próbnych wersji. Bardzo mi się to podobało, bo było bardzo kreatywne i odmienne od pracy, która polega wyłącznie na tym, że trzeba zaśpiewać od A do Z piosenkę napisaną przez kompozytora.

Skąd wzięła się na płycie piosenka po rosyjsku?

Sasha: Ta piosenka powstała dużo wcześniej. To druga wersja utworu nagranego jeszcze przez duet Jet Set „The Beat Of Your Heart”. Kiedyś nagraliśmy ją i zamierzaliśmy wypromować w Rosji, ale nie było na to czasu. Teraz można ją znowu pokazać, tylko w języku rosyjskim.

Chodzisz czasami na taneczne imprezy?
Sasha: Chodzę, ale bardzo rzadko, nie mam na to zbyt wiele czasu.

Wolisz bawić się w klubach czy na prywatnych imprezach?
Sasha: Wolę imprezy prywatne. Kiedy jestem tylko wśród znajomych, wiem, że mogę się wyluzować i być sobą. Jeśli chodzi o imprezowanie, właśnie to jest dla mnie najważniejsze. A jeśli chodzi o imprezy w klubach, czasami daję się skusić.

A przy jakiej muzyce bawisz się najchętniej?
Sasha: Oczywiście przy r’n’b! Tylko! Do tańca, poruszania ciałem te bity są idealne. Dlatego chciałam, żeby taka muzyka znalazła się na mojej płycie. Chciałam pokazać siebie taką, jaką jestem dzisiaj. Wiadomo, że za rok czy za dwa lata będę inna, bo zmieniamy się przez cały czas. A dzisiaj kocham spokojne piosenki, uwielbiam brzmienie gitar oraz r’n’b. Myślę, że to wszystko można znaleźć na mojej płycie.
Tagi: Sasha
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)