Klaxons

Trzaski, piski i trans. Najbardziej oczekiwany debiut ostatnich miesięcy, choć nagrany wbrew oczekiwaniom.
Takiej płyty nie spodziewano się po debiutantach. To niejedyna dobra rzecz, którą można powiedzieć o „Myths Of The Near Future”, pierwszym albumie tria z Londynu. Zaskoczenie jest podwójne: wersje albumowe utworów różnią się od znanych z poprzedzających premierę singli, a ponadto – co ważniejsze – Klaxons grają muzykę tak różnorodną, że nie pasuje do pojedynczego, precyzyjnie definiowanego nurtu.
Jest jednak klucz do opisania twórczości tej grupy: rockowa muzyka przydatna do tańca. Nie bez powodu na początku ubiegłego roku Klaxons gromadzili fanów na spontanicznych, nieoficjalnych imprezach. Otoczka była świetnie znana Brytyjczykom: pulsujące kolory, hałas i histeryczna ekstaza uczestników. Każdy, kto pamięta szaleństwo, jakie panowało na Wyspach na przełomie lat 80. i 90., dobrze odczyta tę powtórkę z rozrywki. Owszem, Klaxons wskrzesili idee tak zwanych rave’ów.
Muzycznie ten nowy rave (czyli nu rave, jak zaczęto opisywać grupę zjawisko) to naturalne przedłużenie tanecznego punku, miksu alternatywnej muzyki gitarowej i nowoczesnych tanecznych brzmień. Zresztą Klaxons medialne etykietki szybko zostawili za drzwiami studia nagrań, przeskakując absurdy efemerycznego gatunku. Dla nich nowe to kolaż starego, poklejony niedokładnie, pozornie po omacku. Reprezentują pokolenie, dla którego gwiazdami są w równej mierze Sex Pistols, Prodigy, Stone Roses i The Rapture. Reprezentują pokolenie przytłoczone nadmiarem kulturowych bodźców. Wyciągnęli z popkulturowego śmietnika, co tylko się dało: punkowy brud, agresję muzyki tanecznej początku lat 90., narkotyczny trans, trzaski, piski, syntetyczne hałasy, progresywny patos, ale i melodyjną subtelność. Choć ich płyta wydaje się oderwana od bieżącej rzeczywistości, mówi o współczesnej wielkomiejskiej młodzieży zaskakująco dużo. Także o tej spoza Wysp, w końcu MySpace zniosło granice.
Nie tylko to bezczelne mieszanie wszystkiego ze wszystkim świadczy o tupecie Klaxons. Arogancko zapowiedzieli, że zamierzają sprzedać debiutancką płytę w milionach egzemplarzy. A „Myths Of The Near Future” prezentują jako pierwszą część trylogii, zestaw wizji przyszłości, bo w planach mają też płytę o tym, co było, i o tym, co jest. Wbrew bezwstydnie hedonistycznemu wizerunkowi rave’u idealnie nadają się więc na grupę dla mrocznych, niepokornych intelektualistów. Wśród największych inspiracji wymieniają Burroughsa, Crowleya i Ballarda, płycie dali zresztą tytuł od zbioru opowiadań tego ostatniego. Tyle że futurystyczna symbolika tekstów to na razie wyłącznie sprawnie poprowadzona stylizacja, niewiele tu intelektualnej prowokacji właściwej tym literackim mistrzom. Co w niczym nie zmienia faktu, że The Klaxons startują błyskotliwie.

Angelika Kucińska/ Przekrój

Klaxons „Myths Of The Near Future”, Universal Music
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)