Dziewczyny do wzięcia

Muzyka dla klasy średniej powyżej średniej – tak można podsumować najkrócej debiut Ayo i drugą płytę Carli Bruni.
Obie próbują skorzystać z popularności Norah Jones i pochodnych. Tworzą w stylistyce, która – choć niepozbawiona ambicji muzycznych (same piszą sobie piosenki!) – jest zarazem kompletnie przezroczysta.

Należy się po tym spodziewać muzyki, która umili nam dowolną porę dnia i nocy, ale nie takiej, od której wielkości zemdlejemy. Raczej – od której słuchania nie mdli. W takich sytuacjach stosuję test polegający na słuchaniu płyty w nieskończoność: w słuchawkach i z głośników, w domu i w pracy. Do pierwszych nudności. Tu zwycięstwo na punkty przyznaję Carli Bruni, ale po kolei.
26-letnią Ayo z Norah Jones łączy naiwna prostota wyrażająca się w sposobie śpiewania. Tyle że pociąga ją bardziej stylistyka soulowa niż blues, a zamiast twardych i prostych podziałów rytmicznych, które dominują u Norah, u Ayo mamy miękkie rytmy kojarzące się z muzyką soulową, chwilami z reggae, jak w hicie „Down On My Knees”. Ayo to dziecko muzycznej globalizacji. Joy Olasunmibo Ogunmakin (tak się naprawdę nazywa) urodziła się w Niemczech, z ojca Nigeryjczyka i matki Romki, mieszka w Paryżu, a nagrywa w Nowym Jorku. I jeśli coś w jej urokliwej i lekkiej muzyce źle działa na organizm, to nawał składników wymieszanych w jednym tyglu: paryski akordeon, obok afrykańskie perkusjonalia i amerykańskie organy Hammonda. Gdyby komuś się to znudziło, polecam wskoczyć artystyczne piętro wyżej i posłuchać Indii.Arie lub Lizz Wright.
Carla Bruni (lat 38) podjęła wyzwanie innego typu. Bogata i piękna z domu 10 lat temu porzuciła karierę modelki (pracowała dla Diora i Versace), by odejść na bardzo wczesną emeryturę i zająć się piosenką. Nagrała ładniutką, choć przesłodzoną płytę po francusku, a teraz, po trzech latach, odświeżyła swoją przygodę z gitarą, by zaśpiewać wiersze Audena, Yeatsa czy Dorothy Parker. Tym razem bardziej folkowo i, co zrozumiałe, po angielsku. Wychodzi nieźle zarówno w oszczędnej, choć i ciepłej zarazem warstwie muzycznej, jak i językowej. Trudno się dziwić – akcent Bruni doskonaliła między innymi dzięki romansom z Mickiem Jaggerem, Erikiem Claptonem czy Kevinem Costnerem. Włoszka mieszkająca we Francji śpiewa teksty brytyjskich poetów inspirowana amerykańskim folkiem – znów mamy globalizm, tyle że w odcieniu mniej egzotycznym, prostszym i bardziej dojrzałym emocjonalnie. Także wokalnie, bo choć Carla Bruni talentu ma mniej niż Ayo, lepiej potrafi go wykorzystać. Wystarczy posłuchać ostatniej płyty Cat Power, żeby uświadomić sobie, że i w dziedzinie tego rodzaju piosenki folkowej można celować o klasę wyżej. Można. Ale prawa globalnego rynku są okrutne: po co szukać wielkiej sztuki, jeśli ktoś chce, żeby po prostu było miło?

Bartek Chaciński/ Przekrój

Carla Bruni „No Promises”, Naive/4Art, 34’45, 59 zł

Ayo „Joyful”, Polydor, 50’30, 26 zł (wersja polska)
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
dziękuję za ten artykuł:) nie słyszałam wcześniej o Indii Arie ani Lizz Wright pozdrawiam