Reklama

Jeśli zostawia cię facet, którego kochasz, masz złamane serce. Jeśli zostawia cię mąż, z którym byłaś od czasów studiów i z którym masz trójkę dzieci, kończy ci się życie. Jak zbudować siebie od nowa? Na początku nawet nie próbuj. Patrz tylko pod nogi i staraj się przetrwać jeden dzień. Opowiem ci, jak wyglądał mój pierwszy rok po rozstaniu. Długi i trudny rok, który z perspektywy czasu był tylko momentem. A po nim nie nastąpił mój koniec, jak sądziłam. Tylko nowe, całkiem dobre życie.

Maj: "Musimy porozmawiać"

Co robią fajne rodziny w maju? Kupują konwalie, urządzają swoje balkony albo tarasy, planują długi weekend, oddychają po zimie. Mój mąż Adam też postanowił odetchnąć. Weszłam do domu z zakupami: chciałam zrobić makaron z krewetkami i wreszcie zagonić wszystkich do rodzinnej kolacji. W pustym domu zastałam tylko jego. Faceta, którego poślubiłam 20 lat wcześniej, którego– dałabym się za to pokroić– znałam jak własną kieszeń, a nawet lepiej. Siedział przy stole z grobową miną. Kiedy powiedział „musimy porozmawiać”, myślałam, że chodzi o kolejny wybryk naszego syna czy awanturę z jego siostrą. Ale on powiedział, że się dusi i już dłużej nie może. „Słucham? Słucham?” - powtarzałam. Dopiero po pół godzinie zrozumiałam, o co mu chodzi. Myślałam, że ma halucynacje. Ale on powtarzał: „dłużej już nie mogę, chcę się rozwieść”.

Czerwiec: Wciąż nie wierzyłam

Wciąż nie wierzyłam. Chociaż wszystko wskazywało na to, że to jednak nie koszmarny sen. Powiedział dzieciom, rodzicom, przyjaciołom, wyprowadził się z domu. Kiedyś slyszałam od koleżanek: mężczyźnie, który odchodzi, zmieniają się oczy, widzisz w nich lód, jeśli chociaż raz na ciebie spojrzy, bo na ogół przestaje patrzeć. Zmienia się dosłownie z godziny na godzinę jego zachowanie. Jakby ktoś ci podmienił męża, a jego ciało przejął kosmita, który nigdy wcześniej cię nie widział i chce, żebyś tylko zniknęła z jego życia.

I do tego ta zaradność - ma wszystko zaplanowane, wie, jak spędzicie wakacje z dziećmi (już nie razem), jak się podzielicie opieką, że on tobie zostawi dom, przynajmniej do osiągnięcia pełnoletności przez najmłodsze dziecko, sam przejmie działkę nad jeziorem, ale oczywiście możesz czasem (po uzgodnieniu) tam przyjechać, a dzieci wstęp mają zawsze.

Obieca ci wszystko, żebyś już nie płakała. A twoje przyjaciółki będą ci radzić, żebyś wszystko miała na piśmie, bo oni zawsze tak obiecują, robią to z powodu wyrzutów sumienia, ale każdy tydzień ich oddala, potem będą cię rozliczać z każdej złotówki. - „Adam nigdy by tak nie zrobił” - denerwowałam się. - „A sądziłaś, że cię zostawi?” - pytały.

Lipiec: Dotarło do mnie, że przestał mnie kochać

Tliła się we mnie nadzieja, że Adam zrozumie. Zapewniał, że nikogo nie ma. Przyjaciółki twierdziły, że oczywiście, że ma, nie wierzyłam. „Zaczynasz od początku! Ciesz się” - pocieszały. Początek, radość. Byłam pewna, że nigdy już nie zacznę czegoś od początku, chyba że powolną drogę do unicestwienia. Radość też już była poza moim zasięgiem, cieszyłam się z dnia, w którym nie płakałam.

Nagle okazało się, że nie skończył ze mną tylko mąż, ale też wielu naszych znajomych. Szczególnie par. Zapraszali go na grilla, wyjazdy, piwo. Zupełnie jakby świat wciąż trwał. Mnie też zapraszali, ale czułam, że mają dość mojej smętnej miny. Na początku dzwonili, potem przestali. Ludzie uciekają od cierpienia i oczekiwań.

Rozpaczliwie szukałam dawnego życia, przed mężem. Odzywałam się do dawnych przyjaciółek, z dzieciństwa i młodości. To mi dawało ulgę, byłam fajnym człowiekiem, zanim spotkałam jego. Dużo z tych moich koleżanek było po rozwodzie. Chłonęłam ich historie. Dziś jestem sobie wdzięczna, że nie zamknęłam się w domu, nie pogrążyłam we wstydzie porzuconej żony. Ale w nocy budziło mnie poczucie winy. Gdybym była mniej czepliwa, miała więcej czasu, uprawiała seks conajmniej pięć razy w tygodniu. Gdybym zauważyła. Gdybym… „Chcesz się obwinić, bo to daje ci poczucie kontroli, ty zawiniłaś, więc miałaś wpływ. A co jeśli on przestałby cię kochać, gdybyś nawet była najwspanialsza?” - usłyszałam, już nawet nie pamietam od kogo.

Przestał mnie kochać. Jak to okropnie, ciężko brzmiało. Przygniatało mnie do podłogi. Przestał mnie kochać.

Sierpień: Czas zamknąć tamten etap

Pierwsze wakacje bez niego. Pierwsze poranki z dziećmi jako samotna matka. Kawa nad morzem z bolesną świadomością, że oto nie ma kolo ciebie nikogo dorosłego, poza twoją 18- letnią córką, której nie chcesz sobą obarczać. A która i tak widzi, że się rozpadasz. „Mamo, poradzisz sobie” - przekonuje. Czujesz wdzięczność, ale i ból, że zrobiłaś im takie coś, nie utrzymałaś rodziny. Bo to twoja wina, twoja wina.

Ale jednak czułam, że czasem oddycham. Pojawiły się racjonalne myśli. Skoro tyle kobiet daje radę po rozstaniu, dlaczego ja mam nie dać? Skoro mnie zostawił, to jednak pewność w naszym związku była iluzją. Zauważyłam piękne zachody słońca nad morzem, jadłam pizzę, śmiałam się z dziećmi. Jest mi łatwiej zacząć od nowa, mam pracę, którą kocham, zarabiam, tłumaczyłam sobie. Postanawiam, że sprzedam dom, kupię coś mniejszego, kupię coś, co nie kojarzy mi się z Adamem i naszą przeszłością. Muszę zamknąć tamten etap, symbolicznie.

Wrzesień: Przyszedł obcy człowiek

Rozmowy z eks w waszym wspólnym domu nie mają sensu. Nie ma sensu udawanie dobrych znajomych, dogadywanie się. Nie chodzi o wojnę, ale o dystans. Umówiłam się z Adamem, przyszedł obcy człowiek. Już bez tych wyrzutów sumienia, co je jeszcze miał dwa miesiące temu. Dogadanie się? Zapomnij. Jesteś ta zła. Nie będziesz mu już rozkazywać, on się uwolnił. Wreszcie uwolnił. Bo przecież byłaś jego piekłem i wciąż mu rozkazywałaś! Dlaczego ma ci zostawić dom? Nie, nie i nie. Obiecywał? Przewidziało ci się.

Nie dość, ze mnie zostawił, to jeszcze teraz upodlił. Zrobiłam dwa kroki do przodu, znów cofnęłam się o trzy. Nie można mieć skrupułów. I głupiej nadziei. Z rozpaczy zdecydowałam się na głupi krok, Tinder i kilka spotkań z nieznajomymi facetami. Miało być lepiej, ale to nie działało. Przygodny seks, którego nie chciałam (choć tęsknota za bliskością była ogromna), porażka. Przynajmniej w moim przypadku. Jak zacząć od nowa? Znaleźć pasję, a nie faceta. Szukać wsparcia kobiet, a nie kogoś, kto szuka tylko przygody.

Październik: Poczułam, że wszystko jest możliwe

Nadchodzi zawsze moment, gdy bliscy już nie chcą słuchać, mija czas, powinnaś dostosować się do nowej rzeczywistości, a nie tylko analizować i analizować. I tak, to prawda. Ale nie da się wejść w nowe bez zamknięcia tego, co było. Prawdziwego zamknięcia - mnie pomogła terapia. Zdecydowalam się na nią w dniu, w którym starszy syn mi doniósł, że tata kogoś ma. Nie, nie poznał, ale widział u taty młoda panią na tapecie w telefonie. Córka potem przyznała, że tata już jej mówił, ale kazał obiecać, że się nie wygada. Mogłam w takiej sytuacji zrobić dwie rzeczy: napisać mu, że go nienawidzę, nie życzę sobie jego kłamstw i namawiania do kłamstw naszego dziecka. A potem wypytywać dzieci co to za dziewczyna, znaleźć ją w mediach społecznościowych, zrobić śledztwo skąd się znają i od kiedy. Ale co by mi to dało?

Wybrałam terapię. I przyspieszoną sprzedaż domu. Wpłatę z umowy przedwstępnej przeznaczyłam na wynajem nowego mieszkania, zanim znajdę coś nowego. Zaprosiłam przyjaciółki, dostałam mnóstwo prezentów. Gdy wyszły, zostałam pierwszą noc w nowym miejscu. Już tak nie bolało, otworzyłam wino i planowałam, jak tu wszystko urządzę. „Poczułam, że wszystko znów jest możliwe” - mówiłam terapeutce.

Listopad: Moja przestrzeń bez przeszłości

To był świetny pomysł: wynająć mieszkanie. Dzieci po krótkim kryzysie doceniły pokoje, a ja miałam przestrzeń bez przeszłości. A może by tak wyjechać na święta? Adam był tradycjonalistą (akurat…), nie wyobrażał sobie świąt poza domem, bez spotkań z naszymi rodzinami. Wreszcie mogłam zrobić coś inaczej. Bez konsultowania. Spytałam tylko dzieci, ale one zareagowały entuzjastycznie.

- „To jest niepoważne, że wywozisz dzieci na święta! Jestem ojcem, chcę być z rodziną” - pisał Adam. Miałam ochotę odpisać: na własne życzenie rodziny już nie masz. Ale przecież obiecałam sobie nie eskalować konfliktów. Odpisałam dość życzliwie. - „Wielkanoc twoja, zresztą masz przecież jeszcze tydzień po Bożym Narodzeniu”. I tak, dodałam uśmiechnięta buźkę.

Grudzień: "Walczy pani o siebie"

Czułam, że zamykam swoje małżeństwo. Czasem aż mnie dziwiło, że tak szybko się odkochuję. „Jestem zimna?” - pytałam terapeutki. Śmiała się: „Raczej walczy pani o siebie”.

Nie chciałam choinki i wspomnień, ale jednak kupiłam ją z dziećmi mimo wyjazdu. Piekliśmy pierniczki jak co roku. Byłam dumna, że nie zabrałam tego dzieciom. Rytuały są ważne. Zrobiłam plan na nowy rok. W rogu kartki zapisałam takie zdanie: „A może zamanifestuje jego, mojego nowego partnera?”. Nie skreśliłam tego zdania, choć wydało mi się głupie. Ale dlaczego miałam się poddać?

Te pierwsze święta bez niego były dobre. Może to było wyparcie, ale przecież najważniejsze jest to, co czujemy.

Luty: Faza radości

Zaadoptowaliśmy psa, szczeniaka. Na początku mieliśmy dać mu tylko dom tymczasowy, panowały okropne mrozy, ale po jednej nocy wiedzieliśmy, że Pestka zostanie z nami. Nie wiem, dlaczego Pestka, wiem, że od tej pory wszystkie moje poranki były radosne.

Adam nigdy nie chciał psa, z satysfakcją wpuszczałam Pestkę do łóżka i cieszyłam się, że nie jestem z Adamem. Tak to chyba już jest, po fazie rozpaczy następuje wręcz nienaturalna faza radości. Widzisz wady faceta, z którym żyłaś przez te wszystkie lata i budujesz życie w opozycji do waszej przeszłości. Śpisz wreszcie w zimnej sypialni (on podkręcał zawsze temperaturę), do nocy oglądasz seriale (on potrzebował ciemności i ciszy) i przynosisz sobie do łóżka śniadanie (on uważał, że nie je się w sypialni). Nagle uświadamiasz sobie, że on cię ograniczał i to wasze szczęście było trochę na siłę. Może on to zrozumiał wcześniej?

Marzec: "Mamo, świecą ci się oczy"

Pestka rosła, zapisałam się z nią do psiego przedszkola, na spacerach poznawałam innych psiarzy. Nigdy nie przypuszczałam, że tak będą mnie relaksować spacery i rozmowy z obcymi ludźmi. Czekałam na poranki i wieczory, gdzie spotykaliśmy się grupkami. Poznałam też Jacka, właściciela młodego weimara, który zaprzyjaźnił się z Pestką. Pod koniec miesiąca nie wiedziałam, czy bardziej chodzi o psy, czy jednak o spotkania z Jackiem. Nie pamiętam, żebym z kimś tyle gadała. Czasem wracaliśmy do domu o północy, po dwóch godzinach spaceru. - „Mamo, świecą ci się oczy” - oznajmiała moja córka. Rzeczywiście coś się we mnie zmieniło. - „Może pójdziemy na kolację” - zaproponował któregoś dnia Jacek.

Tego samego dnia Adam zalał mnie mailami. „Powinnaś to, powinnaś tamto… Dlaczego nie zrobiłaś tego?”. Nawet nie odpisałam, posłuchałam prawniczki.

Kolacja z Jackiem była wspaniała.

Tak wiem, rozstanie boli strasznie, również to, że eks kogoś ma, że nagle jest miedzy wami tylko chłód i pretensje, nie rozumiesz tego, ale nie zostawaj w tym. To do niczego nie prowadzi, spotkania z takimi Jackami być może też nie, ale dobrze się bawisz i pierwszy raz od dawna czujesz się po prostu szczęśliwa.

Maj: Po roku znów mam marzenia

I nagle się okazało, że mam chłopaka. Chodzę na randki i znów mam marzenia. Zdecydowałam się na studia i wróciłam do nauki niemieckiego i treningów, niby nic, a jednak okazało się, że rutynę można przerwać. Można znów marzyć i działać. Małżeństwo czasem nas ogranicza, choć nawet tego nie widzimy. Rozstanie jest przebudzeniem.

Tak, myślałam wciąż o przeszłości, ale bliska mi przyjaciółka po dużo gorszej stracie powiedziała mi takie zdanie: nie chodzi o to, żeby zapomnieć. Być może nigdy nie zapomnisz, ale nauczysz się z tym żyć. I mimo wszystko możesz czuć się szczęśliwa.

Tak, dziś po dwóch latach czuję się szczęśliwa. Jestem po rozwodzie, nie mam dawnych znajomych, ale mam nowych. Znów byłam na majówce, planuję wakacje, niedługo przeprowadzam się do nowego mieszkania. Ale na tym samym osiedlu - obok Jacka. Czy będziemy razem zawsze? Nie wiem. Już raz byłam pewna, teraz wolę po prostu cieszyć się codziennością i to też ważna lekcja, która odebrałam.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...