Zarys rozkładu

Émile Cioran w „Zarysie rozkładu” przeprowadza na sobie eksperyment i dlatego jest tak sugestywny.
Myślałam, że to się już nie zdarzy. Takie zauroczenie, które zmienia widzenie świata. A jednak zdarzyło się, i to niespodziewanie za sprawą nie najweselszej lektury – „Zarysu rozkładu” Émile’a M. Ciorana. Nie, to nie żaden suchy wykład filozoficzny, nic z tych rzeczy.

Cioran, który nazywał siebie prywatnym myślicielem, a nie filozofem, wszystkie swoje książki pisał podobnie, w tonie bardzo osobistym, czasem w formie aforyzmów. I choć idee mogą wydawać się skrajnie ponure, jego styl jest pełen humoru i ironii. I to niejedyna tajemnica Ciorana. Wyobraźcie sobie książkę, którą można streścić w kilku punktach, a jednocześnie czytając, co strona znajdujemy w niej coś nowego. To właśnie „Zarys rozkładu”, w którym Cioran w drobnych dawkach sączy truciznę zwątpienia, która jednak zamiast paraliżować – działa oczyszczająco.
Cioran przepisywał „Zarys rozkładu” wiele razy, była to bowiem pierwsza jego książka po francusku. Nie dowiemy się zresztą z polskiego wydania, że ukazała się we Francji w 1949. Czytałam ją przekonana, że to rzecz przynajmniej z lat 90. – tak świeżo dzisiaj brzmi. Cioran cenił najbardziej swoją pierwszą książkę „Na szczytach rozpaczy” napisaną jeszcze po rumuńsku, kiedy jako 20-latek cierpiał na bezsenność. Wtedy właśnie w konfrontacji z bezkresną nocą zobaczył, że życie jest znośne tylko dzięki nieciągłości, jaką daje sen. Bez niego okazuje się po prostu nie do zniesienia. Cioran przeprowadza na sobie eksperyment. „Chciałem pozbyć się wszelkich pobudek, które inspirują człowieka do życia i działania” – pisze w „Zarysie rozkładu”. Schodzi na dno świadomości i tam rozbija bańki iluzji, jakimi się otaczamy: czasu, działania, celu. Wydaje nam się, że jesteśmy wyjątkowi. Otóż nic podobnego, każdy z nas jest jednym z milionów takich samych istnień. Gonimy przez całe życie, pracujemy jak mróweczki, by oddalić jedyną istotną perspektywę – śmierci. Czas też jest naszym złudzeniem. Tylko nuda przynosi nam prawdziwe poczucie pustki, nicości, jedynej rzeczywistości, która nie jest iluzją. Pisze: „Jesteśmy na świecie po to, żeby nic nie robić”. Jak to? Toż to jakieś herezje, sprzeczne z życiem – powie ktoś trzeźwy.
Rzeczywiście, Cioran godzi w sedno naszej cywilizacji, w której żyjemy w kulcie zdrowia, szczęścia, ambicji, sukcesu i oczekiwania na lepszą przyszłość. Tymczasem dla Ciorana ten, kto wypada na margines życia, któremu się nie poszczęściło, nie tylko nic nie traci, ale należy do tych, którzy rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi, czyli „żyją w wiecznej teraźniejszości pozbawionej celu”. Dlaczego więc nie skończyć z życiem? Przez lata Cioran musiał odpowiadać na to pytanie, co gorsza – dzwonili do niego niedoszli samobójcy po radę. Opowiadał im wtedy, żeby nie robili tego, póki mogą się jeszcze śmiać. „Śmiech to jedyne zwycięstwo nad życiem i śmiercią” – mówił. Wielu osobom w nastroju samobójczym pomagały jego książki (nawet same tytuły zauważone na witrynie księgarni), bo znajdowały w nich swoje odczucia. Z pisaniem o samobójstwie u Ciorana jest tak samo jak z myśleniem o odebraniu sobie życia – sama możliwość czynu jest przestrzenią wolności i uwalnia od takiej konieczności.
Oczywiście, żeby to rzeczywiście poczuć, trzeba czytać Ciorana, streszczenie nie daje nawet przedsmaku tego przedziwnego oddziaływania, jakie promieniuje od jego osoby. Zamiast kokonu złudzeń Cioran proponuje nam wyostrzoną świadomość. Jeszcze mocniej chce się wtedy żyć.

Justyna Sobolewska/ Przekrój

Émile M. Cioran „Zarys rozkładu”, przeł. Magdalena Kowalska, Wydawnictwo KR, Warszawa 2006, s. 256, 42 zŁ
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)