Żadnych okrętów wojennych

Czekoladka? Tak, jeśli będę mieć na nią apetyt. Żadnego odchudzania się i żadnej zdrowej aktywności!<br>Będę robić to, na co przyjdzie mi ochota.
/ 16.03.2006 16:57
(fot. WP)
W zeszłym roku przemęczona i zniechęcona wybrałam się w desperacji na tygodniowe samotne wakacje. Była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu! Wróciłam wypoczęta, szczęśliwa i mądrzejsza. Zrozumiałam, że gdy jeżdżę z moimi bliskimi na urlop, nieustannie idę na kompromisy, ograniczając tym samym moją radość dowolnego korzystania z wolnego czasu.
Po pierwsze, jem nie wtedy, kiedy jestem głodna, ale gdy moi najbliżsi chcą coś zjeść. Pływam, opalam się, gram w piłkę dla towarzystwa, a nie dlatego, że właśnie mam na to ochotę. Wysłuchuję, że ktoś akurat się nudzi, bardzo się tym martwię i natychmiast próbuję coś zrobić, aby wszyscy byli szczęśliwi.
Mądrzejsza o te przemyślenia postanowiłam, że w tym roku zrobię wszystko, aby maksymalnie wykorzystać wakacje dla własnej przyjemności. Zacznę od pakowania. Zawsze słyszałam: nie bierz za dużo rzeczy. Bzdura! Wezmę, ile będę chciała. Spakuję się w wielką walizkę, bo wolę krótkotrwały problem z dźwiganiem jej niż tęsknotę za ukochanymi bucikami, które wypakowałam w ostatniej chwili. Nie chcę prać i przejmować się faktem, że nie wzięłam niczego eleganckiego albo sportowego. Najwyżej część rzeczy tylko przewiozę tam i z powrotem. Wezmę też kilka ciekawych książek i, gdy moja rodzinka wybierze się w całkiem nieinteresujące dla mnie miejsce, poświęcę się lekturze. Nie ulegnę trendowi „na odludzie, w pustkę, dzikość”.

Nie lubię tłumów, ale lubię ludzi. Często na wakacjach poznaję ciekawe osoby, które potem stają się znajomymi na lata. Ludzie to także towarzystwo dla moich bliskich. Jeśli znajdą znajomych, to może nie będą zmuszali mnie do gry w karty, zwiedzania okrętów wojennych, jedzenia hot-dogów. Biorę także budzik, bo wakacyjna zasada „nareszcie się wyśpię do południa”, zupełnie mi nie odpowiada. Najbardziej lubię plażę z samego rana, gdy jeszcze na niej pusto. Koło południa idę odpocząć w bardziej zaciszne miejsce. Pojadę na zakupy lub choćby połazić po sklepach. Mężczyznę zostawię własnym pasjom. Niech robi to, na co ma ochotę, i niech nie gada, że znowu wydaję pieniądze. Wydaję! Cały rok zarabiam i nie mam czasu, żeby pójść do sklepu, to teraz sobie odbiję. I jeszcze jedna ważna sprawa: żadnego odchudzania się i zdrowej aktywności. Będę robić to, na co przyjdzie mi ochota. Czekoladka? Tak, jeśli najdzie mnie apetyt. Spacer, pływanie, rower? Oczywiście! Ale nie dlatego, że zjadłam kilka czekoladek, tylko dlatego, że mi się zachciało ruszyć.
W tym roku nie pojadę na wakacje wykończona. Nie będę do ostatniej chwili załatwiać wszystkich ważnych spraw. Zacznę zwalniać tydzień przed urlopem. Na ten relaks czekam cały rok, więc nie mogę sobie pozwolić na ich zmarnowanie. Koniec z dramatyczną reanimacją przez pierwsze trzy dni. Na urlop trzeba jechać w dobrej formie.
Każda minuta wypoczynku może sprawić radość. Źle wykorzystana minie i już nie wróci. Wakacje to jedyna okazja, aby skupić się na własnych pragnieniach, odkryć, co nas naprawdę cieszy. To szansa na przeprowadzenie eksperymentu: jak poczuć się dobrze tu i teraz. Warto dokonać tego odkrycia, aby jego rezultatami cieszyć się później, gdy z urlopu zostaną już tylko wspomnienia.

Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy doradztwa personalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)