Z pamiętnika przyszłej niedoszłej synowej. Część III

Tym razem o pozorach. Pozory, to takie nieme, ale wszechobecne słowo, które jak nóż wisi nad wieloma polskimi rodzinami, zaraz pomiędzy słowami „tradycja” i „powinność”. Pozory mają być utrzymane, mają być podtrzymywane i kultywowane, bo przecież „tak wypada”. W wielu przypadkach za pozorami stoi nie koniecznie szczera religijność. Może i Polacy chodzą do kościoła. Ale ilu z nich tak naprawdę słucha kazania i się modli?
/ 14.05.2010 22:37
Tym razem o pozorach. Pozory, to takie nieme, ale wszechobecne słowo, które jak nóż wisi nad wieloma polskimi rodzinami, zaraz pomiędzy słowami „tradycja” i „powinność”. Pozory mają być utrzymane, mają być podtrzymywane i kultywowane, bo przecież „tak wypada”. W wielu przypadkach za pozorami stoi nie koniecznie szczera religijność. Może i Polacy chodzą do kościoła. Ale ilu z nich tak naprawdę słucha kazania i się modli?

Ale od początku. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Mija właśnie 11 miesiąc od czasu, kiedy między Tobą a Twoją teściową ustała wszelka ludzka komunikacja. Po wielkiej awanturze wymieniacie ze sobą jedynie oschłe „dzień dobry” i robicie wszystko, żeby nie wejść sobie w drogę. I nagle dowiadujesz się – tradycyjną pocztą „syn” – że popełniłaś wielką obrazę, nie dzwoniąc do niej na imieniny. Dowiadujesz się, że – mimo iż nie utrzymujecie ze sobą kontaktu – twoim obowiązkiem jest pamiętanie o jej rocznicach i świętach. I że powinnaś zadzwonić, wyrecytować odpowiednią fabułkę. Wpadać na kawkę. A potem przełykać niesmak do samej siebie. Bo tak wypada.

Z pamiętnika przyszłej niedoszłej synowej. Część III

Nie tylko to powinnaś. Powinnaś też – ignorując fakt, iż w domu przyszłej niedoszłej teściowej nazywana jesteś głupią idiotką – dzwonić regularnie i pytać o jej i męża samopoczucie, powinnaś regularnie korzystać, z jakże szczerych przecież rad, mających na celu nic innego niż tylko „polepszenie twojego życia”. Powinnaś już dawno być po ślubie kościelnym i weselu na trzysta osób. Nie chodzisz do kościoła? Nie szkodzi. Przecież taka jest w Polsce tradycja. Powinnaś stawić się z przyszłym małżonkiem w najbliższej świątyni, a potem przyjmować życzenia od gości, połowy której nie widziałaś od 20 lat i nie pamiętasz.

Powinnaś też pamiętać o tradycji na co dzień. Powinnaś iść na pełny urlop wychowawczy, bo przecież każda kobieta musi „poświęcić się” dla rodziny. Nie ma znaczenia, że nie wyżyjecie z jednej pensji,a ty pracujesz większość czasu w domu. Chodzisz do kina? Przestępstwo! Powinnaś siedzieć w domu, zapomnieć o wszystkim, swoje dni spędzając na dogadzaniu mężczyźnie, który przecież był tak łaskawy, że obdarzył cię swoją uwagą. Powinnaś gotować trzydaniowe obiady (koniecznie mięso!) i pytać go koniecznie kiedy pojedzie na kawę do mamusi. Acha, powinnaś też prasować skarpetki i układać je grupami w szufladzie! Czy znacie kogoś, kto prasuje skarpetki? Teraz już tak. Moja przyszła niedoszła teściowa.

To wszystko dowiaduję się oczywiście pocztą mamusia – syn, syn – ja. Teraz te imieniny. Nie zignorowałam imienin przyszłej, niedoszłej teściowej celowo, ale nawet jeśli pamiętałabym o dacie, i tak nie wzięłabym telefonu do ręki. Nie mam w sobie tyle siły, żeby – nawet na dzień – odłożyć na bok inwektywy, obrazę, pełne nienawiści słowa i zadzwonić udając, że nic złego się między nami nie dzieje. Nawet jeśli takie są pozory i taka tradycja. Tylko M. mi szkoda, bo musi tego wszystkiego słuchać. Na samą myśl, że musi pojechać do rodziców cierpnie mu skóra…

Marta Czabała

P.S. Zadzwoniła ostatnio w sobotę o 22.30. Antywirus jej w komputerze nie działał, więc synek – informatyk musiał koniecznie udzielić stosownej porady. Pojechał biedak następnego dnia. To właśnie wtedy dowiedziałam się, jaką obrazę popełniłam nie dzwoniąc na te imieniny…