POLECAMY

Telewizja i realne życie - felieton Marianny Dembińskiej

Kolejna mała-wielka rewolucja to telewizja. Jest inna. Wolna. Podobno. Pierwsze seriale ( pamiętacie „Niewolnicę Izaurę”? Ja pamiętam tylko z nazwy, bo oglądać filmów po dzienniku nie mogłam dopóki nie zaczęłam chodzić do liceum) paraliżowały pół Polski ( pół, bo chodzi o cześć żeńską naszego kraju).

Felieton z cyklu Nie wszystko złoto co... czyli z życia wzięte cz.I...

Kolejna mała-wielka rewolucja to telewizja. Jest inna. Wolna. Podobno.
Pierwsze seriale ( pamiętacie „Niewolnicę Izaurę”? Ja pamiętam tylko z nazwy, bo oglądać filmów po dzienniku nie mogłam dopóki nie zaczęłam chodzić do liceum) paraliżowały pół Polski ( pół, bo chodzi o cześć żeńską naszego kraju). Po Izaurze nastał Dallas, Dynastia ( i wszyscy myśleli, że w Ameryce tak właśnie się żyje, więc wyjeżdżali), potem - zaczęto atakować młode pokolenia i... nastała era Beverly Hills. Ja osobiście uzależniłam się od tego serialu. Przygody Brandy i Brendona fascynowały mnie nie mniej jak ich sposób życia. Uczniowie do szkoły jeździli własnymi samochodami, mieszkali w willach z basenem, i organizowali takie party, że o rany! To jak bardzo utożsamialiśmy się z bohaterami seriali widać do dziś, bo spotkać można dziewczyny o imieniu Isaura czy Cristel, Samanta (ku pamięci Samanty Fox?) Sandra (ta, co śpiewała w Enigmie ?). Nie wiem czy jak ktoś córkę nazywał Alexis to chciał, aby była bogata jak bohaterka słynnego serialu czy aby miała jej charakter ( bo jeżeli chodziło o charakter, to tak jakby sobie rodzice sami kopali grób )?
Mniej więcej w tym samym czasie wprowadzono emisje telefilmów rodzinnych - jak Price of Bel air czy Bill Cosby Show. No i wtedy każdy nastolatek zobaczył na własne oczy, że ma rodziców sztywniaków, którzy nie rozumieją problemów młodych pokoleń, nie rozmawiają o sexie i problemach sercowych. Inna kultura. TAM jest fajniej.

Gdy już wiedzieliśmy jak jest TAM, zobaczyć chcieliśmy na własne oczy jak jest u nas. Kiedyś, było to jasne, bo sąsiedzi się znali, razem pili i bawili się na sąsiedzkich imprezach, pożyczali sobie mięso jak rodzina bez zapowiedzi (bo nie było telefonów) wpadła na obiad. Imprezy nie były w żaden sposób zapowiadane. Wyglądało to mniej więcej tak (tłumacze dla wyjaśnienia młodszym pokoleniom), że jak jakiś sąsiad robił imprezę i było głośno, żona wysyłała męża żeby poprosił sąsiada o trochę spokoju, więc szedł a sąsiad - na przeprosiny stawiał mu kieliszek i tak w ciągu kilku godzin cała klatka siedziała w jednym mieszkaniu. Mężczyźni w jednym pokoju, kobiety w drugim - narzekając na mężów albo śmiejąc się z nich, a dzieci szły szukać rodziców (łatwo było znaleźć - szło się tam gdzie było głośno) i znajdowały siebie nawzajem i też imprezo wały najczęściej popijając oranżadę. Było fajnie. Dzisiaj mięsa od sąsiadów się już nie pożycza, bo babcia wysyła e mail, że przyjedzie na herbatkę, a nawet jakby została na kolację, sklepy są otwarte 24/24, nie ma kolejek za mięsem czy za papierem toaletowym, więc rola sąsiada została zminimalizowana. I tak, by zobaczyć jak żyją inni, nie puka się do drzwi obok (nie wypada) tylko włącza się program z ostatnim medialnym wynalazkiem: reallity show.

Wolność Tomku z kamerami w domku. Reallity. Dzisiejsza rzeczywistość prześcignęła projekty najśmielszych futurystów. Kto by pomyślał, lat temu 15, że ludzie będą się zamykać (z własnej i nieprzymuszonej woli) w domu, w którym kamery są nawet w toalecie, i będą się kłócić, wyzywać, przeklinać, uprawiać sex (bez ślubu?!!) a cała Polska będzie na to patrzeć. A widzieć musimy. Tak. Bo jak nie wiesz, kto to jest Kasia z Gdańska, co odbiła Ewie z Wrocławia Łukasza, co najpierw podrywał Asię z Częstochowy i igrał z jej uczuciami to jesteś nikim. Koleżanki z pracy w przerwie na kawę otwierają oficjalną debatę: Kasia czy Ewa jest bardziej zakochana w Łukaszu? Mężczyźni natomiast robią zakłady: czy Łukasz pójdzie do łóżka z jedną, dwoma czy trzema dziewczynami. Czy nie żyło się lepiej jak była cenzura? Nic nie było wyłożone na tacy. Nawet skecze. Normalny człowiek musiał się nagłowić żeby zrozumieć. (Człowiek, czyli ja, bo miałam lat naście), cenzura nie zawsze się głowiła albo nie zawsze rozumiała... bo przepuszczała.

Co do telewizji, to pamiętam jeden z pierwszych polskich seriali „ W labiryncie”. W jednym z odcinków, jeden z bohaterów, aby zastraszyć innego (szczyt podłości! kryminał!) łamie mu znaczek mercedesa (wtedy były takie wystające). Tak. Cała Polska zastanawiała się - jak on mógł i kto tak gówniarza wychował. Ojcowie wymachiwali rękoma w stronę telewizji krzycząc „ja bym szczeniakowi pokazał!” A dzisiaj.... hm...pewnie znalazłby się niejeden, co w geście owym znalazłby „odbicie reakcji na różnice socjalne zarówno w świadomości jak i podświadomości, prowadzące do konieczności rozładowania emocjonalnego napięcia - w związku z tym czynu takiego podtapiać nie można, lecz przyczyny należy zrozumieć!”. Amen.
Żyć nie umierać. Kiedyś żeby się rozładował dano by mu do rozładowania pół tony szkolnego węgla.
Na pocieszenie powiedzieć muszę, że nasza telewizja jest jedna z najlepszych na świecie, i właściwie wszystkie śmieci, jakie w niej są to (tak niegdyś szanowany i oczekiwany) produkt z importu. Chcieliśmy otwarcia na świat - to mamy. Obyśmy się nie otwierali więcej niż to konieczne, bo są kraje gdzie programy prezentują nagie kopie gey, a dziennik telewizyjny przerywany jest reklamami!
Będąc pokoleniem, które wyrosło „na Pankracym” (nie bawię się z tymi, co nie wiedza, kto to był!) nie jestem w stanie zrozumieć japońskich manga i supermanów w każdym sosie. Konflikt interesów.
Fajnie jest być zacofaną. Poważnie.

Teleturnieje też kiedyś były inne. Wielka gra. Miały poważne pytania. I nie można było dzwonić po podpowiedź do domu (to nie ma nic wspólnego z brakiem telefonów).
Co jeszcze?.. Cały rok czekało się na Festiwal w Sopocie! Był, co niedzielny koncert życzeń i o rany! Jak mogłam zapomnieć?.... Regularnie widać było w telewizji Harcerski Zespół Gawęda (istnieje jeszcze???? Jeżeli tak, proszę informacje o koncertach).Gawęda. Duma wszystkich harcerzy. Był Bolek i Lolek, Reksiu no i nasi komunistyczni bracia: Wilk i zając.

Co święta oglądało się Samych Swoich i Krzyżaków? Wiem, że był też jakiś film, w którym jedna z głównych bohaterek po śmierci córki idzie do zakonu, tytułu nie pamięta, bo (cytuję moją mamę "to nie jest film dla ciebie”), więc film zagadka jest pewnego rodzaju białą plamą w mojej pamięci.
Proszę o informacje o filmie, bo teraz - skoro już mogę - chętnie go zobaczę i sama ocenię czy jest to film czy nie dla nastolatków.
A może moja mama bała się, że bohaterka mi zaimponuje i ja też stwierdzę, że mam powołanie?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)