Tak trudno się dogadać

Jeden mały kompromis to krok do wypracowania metody dogadania się.
 
Mężczyźni twierdzą, że kobiety są zbyt emocjonalne i nieracjonalne. Kobiety odpowiadają, że partnerzy nie chcą słuchać. Mądrzy ludzie podsumowują: oni pochodzą z Marsa, one z Wenus – nie ma szans na porozumienie. Moim zdaniem to nieprawda.


Mąż siedzi jak głaz na kanapie. Wiadomo – obraził się. Przez trzy dni nie będzie się odzywał do żony, dzieci, sąsiadów, znajomych. Rodzina nie próbuje już nawet dociekać, dlaczego się obraził. On jest rozżalony, bo co roku spędzają wakacje na jej sposób. Tylko że on jest zbyt zajęty, żeby się tym zająć. Przed wakacjami milczy, a po nich narzeka. Trzeba pomyśleć o większym mieszkaniu. Ona szuka propozycji. On każdą krytykuje. Ona krzyczy. On patrzy na nią z politowaniem. Rozmowa o mieszkaniu kończy się groźbą rozwodu. Dziura w budżecie, a pralka przeszła w stan ostatecznego spoczynku. Zaczyna się kłótnia, z której wynika, że żona wydaje pieniądze bez opamiętania, a mąż nie ma pojęcia o kosztach utrzymania domu. On na wszelki wypadek zabiera kluczyki od samochodu – żeby i tego nie popsuła.

Jeśli Francuz z Polakiem mogą dogadać się po angielsku, to znaczy, że wszystko sprowadza się do znalezienia wspólnego języka i motywacji do osiągnięcia porozumienia. W tym ostatnim widzę problem. Panowie! Wy po prostu nie chcecie się dogadać! Czy jeśli zepsuje się telewizor, obrażacie się na niego? Czy kiedy kończy się benzyna w baku, czekacie, aż sam się napełni? Czy gdy szef prosi o wykonanie jakiegoś zadania, odpowiadacie mu: „Dziś jest bardzo ważny mecz. Chcę go obejrzeć. Czy wszystko musi być teraz, natychmiast?”.

Nie? To dlaczego ze swoimi kobietami rozmawiacie w ten sposób? Porozumienie nie oznacza, że druga strona musi ustąpić i przyjąć wasz punkt widzenia albo że wy – dla świętego spokoju – przyjmiecie jej rozwiązanie. Czy w negocjacjach z klientem, po wysłuchaniu jego propozycji, mówicie: „To bez sensu. Z panem nie można się dogadać”? Negocjacje polegają na przedstawianiu propozycji, argumentów, poszukiwaniu punktów wspólnych i diagnozowaniu różnic. Chodzi o to, aby znaleźć rozwiązanie, które obie strony zaakceptują. Bez tego nie ma kontraktu, porozumienia.
W związku jest dokładnie tak samo. Unikanie rozmowy to strata dla obu stron. A rozmowa wymaga wysiłku. Nie tylko trzeba słuchać partnera, ale także zrozumieć jego argumenty. Przytoczenie własnych wymaga namysłu. Ale stawka jest wysoka. Jedno małe porozumienie to krok do wypracowania metody dogadywania się ze sobą. Kolejne rozmowy będą już łatwiejsze.

Kobiety często czują się bezradne. Jak ustalić coś z kimś, kto nie chce rozmawiać? Nie można. Trzeba samodzielnie podjąć decyzję i nie przyjmować później reklamacji. Nie można nikogo zmusić do rozmowy, a życie toczy się dalej. Nie można czekać w nieskończoność, aż naburmuszony mężczyzna dojrzeje do porozumienia. Po co marnować czas i tracić okazje? Po co męczyć się z nierozwiązanymi problemami? Nie ma z kim negocjować? Trudno, sama wyznaczam kierunek działania. Widocznie partner zrzucił z siebie odpowiedzialność i woli, żeby to kobieta stała się ciałem decyzyjnym. „Kochanie, nie chciałeś rozmawiać, więc musiałam sama rozwiązać problem. Lecę na Rodos, a ty odpoczywaj po swojemu. Pralka zepsuta, więc zostawiam ci miskę. Twoją część rachunków do zapłacenia przykleiłam do telewizora. Dbaj o siebie, chociaż nie – nie będę ci niczego narzucać”.

Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy doradztwa personalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)