"Szczęście nadejdzie jutro". Fragment piąty

W tym odcinku dziewczyny werbują pracownice do swojej agencji ochrony "NIKITA"...

5.

W gazetach "Wiadomości Milicyjne", "Praca dla każdego" i "Szukam pracy" zamieściłyśmy ogłoszenie:

AGENCJA OCHRONY "NIKITA"
zatrudni kobiety w wieku do lat 35.
Wymagane doświadczenie w pracy w organach ścigania i znajomość wschodnich sztuk walki.
Wynagrodzenie od 1000 euro.

Wydrukowałyśmy też sto ulotek z tym samym tekstem i fotografią apetycznej brunetki z wielkim pistoletem.
Kierowca Romy porozwieszał je we wszystkich klubach sportowych, których adresy udało nam się zdobyć. Jako telefon kontaktowy podałyśmy numer komórki Maszki.
Nikt nie dzwonił.
Na ogłoszeniu dopisałyśmy: "Przyjmujemy również osoby do przeszkolenia". Po trzech dniach zgłoszeń było tyle, że Maszka postanowiła kończyć pracę o dwudziestej. Potem wyłączała telefon.
Uznałyśmy, że wcielenie naszego pomysłu w życie jest całkiem realne, i zaczęłyśmy szukać miejsca na biuro. W końcu gdzieś trzeba było przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne.

— Ile pani ma lat? Chce pani pracować w ochronie osobistej? Trenowała pani jakiś sport? Proszę podać nazwisko i numer telefonu. Wszystkiego dowie się pani na spotkaniu. Oddzwonimy w ciągu tygodnia. Proszę przynieść dwa zdjęcia trzy na cztery.
— Halo. Tak. Ile pani ma lat? Chce pani pracować...
— Może ją przesadzimy do innego stolika? — zaproponowała Andżela. Właśnie przyszłyśmy na obiad do "Cafe Vogue". Masza zrobiła obrażoną minę.
— Wszystkiego dowie się pani na spotkaniu...
— A, niech już siedzi — zaśmiałam się — I tak nie ma wolnych stolików. Komórka Andżeli też zadzwoniła.
— Tata, no co ty, przecież jutro idę do pracy... Teraz jestem w restauracji z dziewczynami... Jutro przyjadę...
— Coś się stało? — spytałam.
— No... Ojciec mi daje popalić. Chyba jednak muszę wyjść za mąż. Chociaż mąż pewnie będzie jeszcze gorszy niż ojciec.
Podszedł kelner. Zamówiłyśmy sushi.
— Trenowała pani jakiś sport?
— Maszka, chcesz sushi?
Maszka kiwnęła głową, zapisując w notesie kolejny numer telefonu.
— A do jakiej pracy jutro idziesz? — zdziwiłam się.
Trudno mi było wyobrazić sobie Andżelę pracującą. Chyba że na wybiegu dla modelek. I tylko w wypadku, gdyby ten wybieg był jej własnością.
— W takiej jednej kompanii naftowej — Andżela po brzegi wypełniła lodem kieliszek białego wina.
— Mają biura w Pasażu Smoleńskim. Tak że teraz tam będziemy chodzić do restauracji.
— Fajnie. A co będziesz robić?
— Zajmować się kontaktami z Europą. Przecież znam dwa języki obce.
Popatrzyłam na Andżelę z szacunkiem. Nie z powodu dwóch języków — w końcu mieszkała za granicą — tylko dla jej niezmąconej pewności, że potrafi "zajmować się kontaktami z Europą".
— Ile ci będą płacić?
Andżela beztrosko wzruszyła ramionami.
— Na razie nic. To kumple ojca. Za to, że mnie przyjęli, kupiliśmy im do biura nowy komputer.
— Dlaczego chce pani pracować w ochronie osobistej?

Przyniesiono sushi. Jak tylko Maszka otwierała usta, żeby włożyć tam rulonik z węgorzem, od razu dzwonił telefon.
— Jedz — Zabrałam jej komórkę — Słucham.
Odezwał się wysoki kobiecy głos — Dzwonię w sprawie ogłoszenia.
— Tak. Ile pani ma lat?
— Dwadzieścia sześć...
Odpowiedziała bez przekonania. Może naprawdę ma trzydzieści sześć?
— Chce pani pracować w ochronie osobistej?
— naśladowałam służbisty ton Maszki.
— No... Nie wiem... Myślałam, że powie mi pani coś więcej...
— Trenowała pani jakiś sport?
— Tak, zdobywałam medale w pływaniu.
— Proszę podać nazwisko i numer telefonu.
— Ale chciałam się najpierw dowiedzieć, co to za praca...
— Wszystkiego dowie się pani na rozmowie kwalifikacyjnej. Wtedy będzie pani mogła podjąć decyzję.
Zapisałam jej dane.
— Nie powiedziałaś o zdjęciach — skarciła mnie Maszka.
— Zapomniałam. Zdobywała medale w pływaniu.
— Pewnie, baletnice do nas nie dzwonią. "Halo. Ile pani ma lat?..." - Andżela wzniosła oczy do góry — Ale mam z wami ubaw. Po pachy.
— Co robić, interesy — Teatralnie rozłożyłam ręce.

Grunt, żeby to weszło w modę. Żeby pojawienie się gdzieś z ochroniarką stało się sprawą prestiżową. I było oznaką powodzenia. Trzeba je dobrze wyszkolić, żeby ich po miesiącu nie zwalniali, jak już je zatrudnią jako ciekawostkę. Powinny stać się niezbędne. Muszą dbać o bezpieczeństwo klienta, umieć prowadzić samochód, po to by w razie potrzeby zastąpić kierowcę, dobrze gotować, gdyby zaszła konieczność wystąpienia w roli gosposi, mieć dobry gust, żeby móc służyć klientowi poradą wkwestii stroju, i nie być irytującymi pracodawców idiotkami. To była część naszego biznesplanu.

— Halo. Nie, mężczyzn nie przyjmujemy.
Chciałyśmy zebrać grupę ośmiu dziewczyn. Świetnie je wyszkolić. Zrobić z nich supermanki. Zorganizować kampanię reklamową — kilka wywiadów w mediach. I sprzedawać je. Po pięć tysięcy miesięcznie. Minus ubranie, stylista, koszta szkolenia.
Dochód z ośmiu ochroniarek wyniesie trzydzieści dwa tysiące na miesiąc. Nie wiedziałyśmy jeszcze, ile na nie wydamy. Brałyśmy pod uwagę, że pierwszą grupę będziemy musiały sprzedać taniej. Za jakieś trzy i pół albo cztery tysiące.
Dowiedziałyśmy się, że była już agencja ochrony prowadzona przez kobietę. Ale jako goryli zatrudniała głównie mężczyzn.

Swoją drogą, jak ludzie będą nazywać nasze ochroniarki? Gorylice?

Oksana Robski, "Szczęście nadejdzie jutro", z języka rosyjskiego przełożyła: Katarzyna Maria Janowska, premiera: 5 lipca 2007, Wydawnictwo Literackie.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)