Silne i lojalne

Aby sięgnąć po władzę w państwie, pracy czy domu, musimy działać razem. Tylko babska solidarność może zmienić układ sił.
/ 16.03.2006 16:57
Kobiety mówią głośno, że wolą współpracować z mężczyznami. Wolą mieć szefa niż szefową, choć nie miałyby nic przeciwko temu, żeby awansować. Wyrywają sobie partnerów i wmawiają wszystkim wokół, że ich poprzednie partnerki były złymi kobietami, a one potrafią zaleczyć wszystkie rany skrzywdzonych samców. Zwalczają się nawzajem i wiele przez to tracą. Bywają złośliwe i mściwe. Krytykują wygląd jakiejś pani i robią aluzje, że jedna z koleżanek zapewne przechodzi klimakterium i tym właśnie można wytłumaczyć jej okropny charakter. Cała ta walka ma jeden cel: wyeliminowanie rywalek i wkroczenie do świata mężczyzn. Ale męski świat nie chce nas zaakceptować.
Panowie są solidarni i konsekwentnie zwierają szeregi, aby niczego nie stracić. Sporo dzięki temu zyskują: popierają się, popychają na szczyty władzy, wyświadczają sobie przysługi i w przyszłości mogą liczyć na wzajemność. Obwarowali się i nie dopuszczą intruzów do władzy, wyższych stanowisk, lepszych zarobków. Przebierają w kobietach, bo nikt im nie wypomina wieku, kilogramów, złych nawyków.
Kobiety stają się coraz bardziej samodzielne, przebojowe, odważne. Aby sięgnąć po władzę w państwie, w pracy, w domu, muszą działać razem. Tylko babska solidarność może pomóc w przełamaniu stereotypów i zmianie układu sił. Ponad połowa społeczeństwa to kobiety, a jednak zdecydowana większość parlamentarna to panowie. Dlaczego? Bo na nich głosujemy. Ta posłanka wydaje się mało inteligentna, tamta ma zaściankowe poglądy, inna znów skompromitowała się jakąś wypowiedzią. Jesteśmy bardzo krytyczne wobec przedstawicielek naszej płci. A przecież analiza zachowań męskich przedstawicieli parlamentu nie wypada lepiej. Im jednak łatwiej wybaczamy, zapominamy. Nauczyłyśmy się, by być troskliwe i wyrozumiałe wobec panów. Szefowa podnosi głos. „To niewybaczalne!” – krzyczą podwładne i wtórują kolegom w narzekaniu na rozhisteryzowaną babę. Kiedy szef krzyczy, podwładne uspokajają kolegów: „Trochę się zdenerwował”.
Kolega ubrany w nieświeżą koszulę to biedaczek, o którego nie dba żona. Nieefektowna kobieta po prostu się zaniedbała, zapuściła, jest niechlujna i zasługuje na słowa nagany. Najwięcej tracimy, walcząc o mężczyzn. Niejedna pani poświęciła przyjaźń, by zdobyć partnera. Ale czy przyjaźń jest mniej warta niż złudna chwila szczęścia?

Potrafimy ze sobą rozmawiać i robimy to na kobiecy sposób. Gdy panowie spotykają się przy piwku, gadają o sporcie, polityce, samochodach. Nie kłócą się, bo zachowują dystans. Ich rozmowy nie są osobiste. Kobiety rozmawiają o najbardziej prywatnych sprawach. Wyżalają się na partnerów, kłopoty z dziećmi, rodzicami. Po chwili rozmowy są sobie bliższe. Wystarczy jednak, aby w takim momencie pojawił się samiec, a już atmosfera porozumienia pryska. Panie wdzięczą się, krygują, wpatrują w niego jak w obraz. Bliskie więzi zostają zerwane.
A przecież o wartości kobiety nie decyduje obecność przy niej męskiego partnera, bo kobieta nie jest cieniem ani tłem. Jeżeli nie będziemy za wszelką cenę walczyły o względy mężczyzn, oni będą musieli się starać, żeby zyskać naszą przychylność. Zacznijmy współpracować, zamiast walczyć ze sobą. Popierajmy się. Bądźmy wobec siebie lojalne. Możemy sobie pomóc w wielu sprawach. Tylko w ten sposób staniemy się silne.

Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy doradztwa personalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)