Poliglotą być - felieton Marianny Dembińskiej

Jako dziecko, na pytania, kim chcę być jak będę duża odpowiadałam, że turystką. Kazano mi się uczyć języków więc się uczyłam, i nie wyszłam na tym źle, w większości przypadków....

Felieton z cyklu Nie wszystko złoto co... czyli z życia wzięte cz.II...
Jako dziecko, na pytania, kim chcę być jak będę duża odpowiadałam, że turystką. Kazano mi się uczyć języków więc się uczyłam, i nie wyszłam na tym źle, w większości przypadków.... Czasami proszą mnie o pomoc w przetłumaczeniu czegoś, odpowiedzeniu na list czy zadzwonieniu gdzieś. Raz na przykład, kilka lat temu przez tydzień uczyłam pracującego na czarno niezbyt sprytnego mężczyznę zdania,"Co mam zrobić jak policja mnie złapie". Ten cwaniak zaplątał się i powiedział "Policja mnie złapała, co mam zrobić". Niby zdanie podobne...

No, więc każdy medal, ma dwie strony, znajomość języków też. Każdy zna kawał o tym jak baca siedzi z synem, podchodzi turysta i pyta: Do you speak english? Baca nic. Parlez-vous francais? Baca nic. Parla italiano? Baca nic. Zrezygnowany turysta odchodzi. Baca do syna: widzisz, jak byś znał języki, to byś się dogadał. Na to syn: ten facet znał i co mu to pomogło?
No, więc mnie pomogło. Daję sobie radę zawsze i wszędzie. Jedyny problem, to, że durnowate wypowiedzi rozumiem nie w jednym, lecz w kilku językach a to męczy. No więc polecam zapięcie pasów.
Po śmierci papieża, we włoskiej telewizji pewien mężczyzna podający się za dziennikarza i co gorsza mający program telewizyjny codziennie na Rai Uno; powiedział, (raz jeszcze polecam zapięcie pasów bezpieczeństwa i może wzięcie waleriany bądź, co najmniej rumianku), że na pogrzebie Papieża było widać same polskie flagi, bo....WŁOSI STALI Z POLSKIMI FLAGAMI. Cóż, ja bym dodała, że nie tylko stali z polskimi flagami, żeby lepiej się wcielić w rolę, na zadawane przez włoskich dziennikarzy pytania odpowiadali po polsku i udawali, że włoskiego w ogóle nie znają. Może nawet najpierw szybciutko pojechali do Polski, a potem, na pogrzeb jechali polskimi autokarami J No, więc tego wieczoru jak to powiedział, ja poszłam spać zdenerwowana i przeklinając na wszystko, wszystkich, życie na emigracji i zastawiałam się, po co ja się tych języków uczyłam? Żeby takich bredni wysłuchiwać? Dzień później włączyłam telewizję, jednak zdecydowanym ruchem zmieniałam program no i na - La 7 cudowny Pan ( przez wielkie „P”) dziennikarz ( przez wielkie „Dz”) Enrico Vaime powiedział, że autostrada Milano - Roma jest zapchana polskimi autokarami i że jego brat jechał do Rzymu dłużej niż zwykle, bo....Polacy przestrzegali limitów szybkości. No i wtedy tak mi się słodziutko zrobiło, siadłam jednak i wysłałam e mail do mężczyzny tego z RaiUno.

No, a wracając do języków, polski i włoski mają sporo takich samych słów - często o innym zupełnie znaczeniu. No więc „droga” po włosku to narkotyki ( więc nie pytajcie policjanta o drogę , bo was zamknie ) , „cosa” (czytaj koza) oznacza „co” , więc proszę nie serwować Włochom mleka czy sera z kozy , „curva” oznacza zakręt ( więc nie wciskajcie Włochom ulotek z nocnych klubów, te sami znajdą, kluby - nie ulotki) ale...”vino „ to „ wino”, więc jak chodzi o picie to jak zawsze dogadaliśmy się.
Jako dziecko, na pytania, kim chcę być jak będę duża odpowiadałam, że turystką. Kazano mi się uczyć języków, więc się uczyłam, i nie wyszłam na tym źle, w większości przypadków.... Czasami proszą mnie o pomoc w przetłumaczeniu czegoś, odpowiedzeniu na list czy zadzwonieniu gdzieś. Raz na przykład, kilka lat temu przez tydzień uczyłam pracującego na czarno niezbyt sprytnego mężczyznę zdania, "Co mam zrobić jak policja mnie złapie". Ten cwaniak zaplątał się i powiedział "Policja mnie złapała, co mam zrobić". Niby zdanie podobne...

No, więc każdy medal, ma dwie strony, znajomość języków też. Każdy zna kawał o tym jak baca siedzi z synem, podchodzi turysta i pyta: Do you speak english? Baca nic. Parlez-vous francais? Baca nic. Parla italiano? Baca nic. Zrezygnowany turysta odchodzi. Baca do syna: widzisz, jak byś znał języki, to byś się dogadał. Na to syn: ten facet znał i co mu to pomogło?
No, więc mnie pomogło. Daję sobie radę zawsze i wszędzie. Jedyny problem, to, że durnowate wypowiedzi rozumiem nie w jednym, lecz w kilku językach a to męczy. No, więc polecam zapięcie pasów.

Po śmierci papieża, we włoskiej telewizji pewien mężczyzna podający się za dziennikarza i co gorsza mający program telewizyjny codziennie na Rai Uno; powiedział, (raz jeszcze polecam zapięcie pasów bezpieczeństwa i może wzięcie waleriany bądź, co najmniej rumianku), że na pogrzebie Papieża było widać same polskie flagi, bo....WŁOSI STALI Z POLSKIMI FLAGAMI. Cóż, ja bym dodała, że nie tylko stali z polskimi flagami, żeby lepiej się wcielić w rolę, na zadawane przez włoskich dziennikarzy pytania odpowiadali po polsku i udawali, że włoskiego w ogóle nie znają. Może nawet najpierw szybciutko pojechali do Polski, a potem, na pogrzeb jechali polskimi autokarami J No, więc tego wieczoru jak to powiedział, ja poszłam spać zdenerwowana i przeklinając na wszystko, wszystkich, życie na emigracji i zastawiałam się, po co ja się tych języków uczyłam? Żeby takich bredni wysłuchiwać? Dzień później włączyłam telewizję, jednak zdecydowanym ruchem zmieniałam program no i na - La 7 cudowny Pan ( przez wielkie „P”) dziennikarz ( przez wielkie „Dz”) Enrico Vaime powiedział, że autostrada Milano - Roma jest zapchana polskimi autokarami i że jego brat jechał do Rzymu dłużej niż zwykle, bo....Polacy przestrzegali limitów szybkości. No i wtedy tak mi się słodziutko zrobiło, siadłam jednak i wysłałam e-mail do mężczyzny tego z RaiUno.

No, a wracając do języków, polski i włoski mają sporo takich samych słów - często o innym zupełnie znaczeniu. No więc „droga” po włosku to narkotyki ( więc nie pytajcie policjanta o drogę , bo was zamknie ) , „cosa” (czytaj koza) oznacza „co” , więc proszę nie serwować Włochom mleka czy sera z kozy , „curva” oznacza zakręt ( więc nie wciskajcie Włochom ulotek z nocnych klubów, te sami znajdą, kluby - nie ulotki) ale...”vino „ to „ wino”, więc jak chodzi o picie to jak zawsze dogadaliśmy się.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/7 lat temu
A może "poliglotką"? Tekst słabiutki. Na siłę chce być zabawny, ale mu nie wychodzi. Przykład z łacińskim "curvusem" też już wytarty jak stare sztruksy. Ale gratuluję za to Pani uporu maniaczki (nie mamniaka), z jakim brnie Pani w świat składania zdań. Może i na blog o niczym się nadaje. Pisać przecież każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej... ;)
/12 lat temu
Bardzo przyjemny tekst, ale jak na mój gust odrobinę za dużo powtórek (jakiś chochlik zamieszał powielając tekst). Gratuluje znajomości tylu języków, pozdrawiam i życzę kolejnych, udanych felietonów.