POLECAMY

Moj dzień NIE (odc. 26)

Są takie dni, kiedy wszystko jest na „NIE” . Mój dzień zaczął się od tego, że jakiś facet najwyraźniej myląc numer telefonu zadzwonił do mnie i wydzierał się niemiłosiernie nie dając mi żadnej możliwości powiedzenia, że to nie ja zgubiłam jego psa (?!). Potem okazało się ktoś czegoś nie zrobił, ktoś cos zrobił ale spieprzył, koleżanka powiedziała mi że nie jestem jak kiedyś...
zły dzieńSą takie dni, kiedy wszystko jest na „NIE” . Mój dzień zaczął się od tego, że jakiś facet najwyraźniej myląc numer telefonu zadzwonił do mnie i wydzierał się niemiłosiernie nie dając mi żadnej możliwości powiedzenia, że to nie ja zgubiłam jego psa (?!). Potem okazało się ktoś czegoś nie zrobił, ktoś cos zrobił ale spieprzył, koleżanka powiedziała mi że nie jestem jak kiedyś... Co do diabła znaczy, że nie jak kiedyś?! Jak się poznałyśmy ona miała 4 latka a ja 6 , ona tez nie jest taka jak kiedyś! Moja mama powiedziała mi, że jestem jak Armia Zbawienia (to nie był komplement) i do tego zadzwoniła koleżanka która daje sie właśnie podrywać przystojniakom którzy z całego świata ściągnęli na Sardynie, mówiąc że jej dom stoi pusty a sąsiedzi dzwonili , ze cały dzień się ktoś tam kręcił i ubłagała mnie żebym tam poszła spać. Jak dowiedziała się o tym inna moja koleżanka zamówiła kwiaty na mój pogrzeb , bo na pewno mnie tam zamordują. Inna koleżanka, Ania, (ale nie TA Ania ) zadzwoniła poinformować mnie o tym, że ona długo o mnie myślała i że JA coś musze w sobie zmienić . W związku z koniecznością dokonania radykalnych zmian przesłała mi mailem najpierw wirusa a potem książkę pt. „ Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”. Nie wiem co było gorsze.
Co jeszcze. Byłam też na pogrzebie. Pogrzeby z założenia nic wesołego w sobie nie mają. Rodzina zmarłego 90 dziadka (mam znajomych w każdym wieku...) zarezerwowała mi miejsce w drugiej ławce (!). Obciachem było i płakać i nie płakać. A mnie nóż się w kieszeni otwierał, bo siedziałam obok kobiety , której wołałabym moc nigdy w życiu nie widzieć . Musiałam być na jej ślubie , musiałam być na chrzcie jej dziecka , ale pogrzeb (nie jej...) to już przesada. Może rzeczywiście powinnam cos zrobić !
No i wtedy zadzwoniła Ania. TA Ania. Nie zdążyła powiedzieć „a” a zastrzeliłam ją pytaniem. Bo dlaczego ja mam rozmyślać o jej paranojach ? Niech sobie sama odpowie ! Pytanie brzmiało : „ Kochana Ty moja , marzysz o Krzyśku , śnisz o ciąży we śnie i na jawie , nawet Ci w brzuchu bulgocze . Co byś zrobiła , gdyby postawił cię przed ultimatum – masz tydzień na spakowanie się, przeprowadzenie do niego , tak na próbę wspólnego mieszkania , albo koniec.”
Usłyszałam , że to najgorsze pytanie jakie mogłam jej zadać .... A wcale tak nie jest! Mam gorsze w zapasie ! Jesteście małżeństwem – Krzysiek cię zdradza . Wybaczasz , czy odchodzisz ? Albo Krzysiek chce dziecku dać na imię Onufry (z całym szacunkiem). Załatwiasz mu psychiatrę czy skazujesz dziecko na cierpienia ?
Miotła jedna ! Najgorsze pytanie ! Phi !

Marianna Dembińska ( Waleczna )
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)