Maciej Przepiera - "Epidemia zamkniętych serc", fragment 3

Przed świętami Bożego Narodzenia wyjechał na dwutygodniową firmową wycieczkę do Kenii.

Przed świętami Bożego Narodzenia wyjechał na dwutygodniową firmową wycieczkę do Kenii. Bawił się tam wyśmienicie, niepokoił go jedynie ton głosu Beaty w rozmowach telefonicznych. Nie przejmował się jednak tym zbytnio. Ich małżeństwo przechodziło po prostu kryzys, czym tu się martwić.
Wrócił trzy dni przed Wigilią. Zdziwił się, gdy wszedłszy do niedawno ukończonego domu, nikogo w nim nie zastał. Uroczysta parapetówka odbyła się kilka dni przed jego wyjazdem. Chciał natychmiast dzwonić do Beaty, ale coś go przed tym powstrzymywało. Przygotował drinka i zamyślony usiadł na sofie.
Obok kominka stała pięknie przyozdobiona choinka. Przyglądał się jej z rosnącym zaintrygowaniem, gdyż było w niej coś niepokojącego. Wreszcie, pokonując niechęć, wstał i obszedł ją dookoła. Drzewko było udekorowane tylko do połowy, gałązki z tyłu były zupełnie gołe. Pomiędzy nimi dostrzegł dużą szarą kopertę z wykaligrafowanym czarnymi literami swoim imieniem.
Wewnątrz był pozew rozwodowy. Teraz już bez namysłu zadzwonił do Beaty, ale telefon odebrała teściowa, która zjadliwym tonem podała mu numer do papugi reprezentującej jej córkę.
Papugą okazała się kobieta prowadząca prywatną wojnę z mężczyznami. Obie do spółki były jak tornado. Zabrały mu wszystko.
Sięgnął do kieszeni kurtki. Przed wyjściem z domu zabrał kopertę ze zdjęciami. Teraz poszperał w jej wnętrzu i wyjął jedno z nich, kładąc je przed sobą na barze. Namiętnie całująca się para. Jego można rozpoznać bez najmniejszych wątpliwości. Jej twarzy nie widać. Oliwkowa sukienka mini z dużym dekoltem na plecach, wspaniale harmonizująca z opalenizną jej skóry. Ponętne uda i smukłe łydki zwieńczone zgrabnymi pantofelkami na niewysokim obcasie. Zarys niedużych, jędrnych piersi. I ręce. Drobne kobiety mają często zbyt szczupłe ramiona. Jej były bez zarzutu. Gdyby nie fioletowe, nastroszone włosy, można by śmiało użyć określenia dama. Piekielnie zgrabna dama.
Dlaczego uznał wtedy, że ona nie jest w jego typie? Nie potrafił tego pojąć. Nawet teraz, patrząc na zdjęcie, czuł dreszcz podniecenia. A może obudził się w objęciach zupełnie innej kobiety?


Beata dała mu czas do Wigilii. Dwa dni na wyniesienie się z domu. Ustami pani mecenas poinformowała go, że byłoby miło, gdyby postarał się i nie pozostawił po sobie nawet śladu. Pod choinką znalazł też prezent numer dwa. Klucze od kawalerki na Przymorzu, gdzie miał się wynieść. Tyle należało mu się z ich wspólnego dorobku. No i tych kilkadziesiąt zdjęć, za które „Cats”, „Extasy” czy inne podobne pisemko zapłaciłoby niezłą sumkę, uruchamiając jakiś cykliczny temat. Bo zdjęcia były foto- a raczej pornoreportażem z życia Aleksa.
Z wyjątkiem tego jednego. To jedno zdjęcie różniło się wyraźnie kolorystyką i było wykonane na papierze innej firmy.
Obraz faceta w lustrze zaczął pływać i rozmazywać się jak w salonie krzywych zwierciadeł. Aleks był zadowolony – wyglądało na to, że najtrudniejsze miał już za sobą. Zlokalizował epicentrum. Na później odłożył wędrówkę w kierunku chwili obecnej. Miał dość.
Wtedy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu i usłyszał zatroskany, kobiecy głos:
– Wszystko w porządku, Aleks?
Odwrócił się. Za nim stała piękna brunetka w czerwonej sukience demi mini, czyli kończącej się nieco poniżej miejsca, gdzie łączyły się ze sobą jej imponujące nogi. Trzydziestoletnia pani magister fizyki jądrowej. Poza tym ekskluzywna prostytutka.
– Tak. – Odchrząknął. – Tak. Wszystko dobrze, Jasmine.
– Na pewno. – Przyglądała mu się badawczo. – Może w czymś pomóc? Kiepsko wyglądasz.
– Dzięki. – Dotknął jej spiętych z tyłu włosów. Lubił to robić. Miała z pewnością najgrubsze i najmocniejsze włosy z tych, których miał przyjemność dotykać. – Dziś nikt mi nie może pomóc. Muszę pomóc sobie sam. Trochę tylko wypiłem i już. Mam w końcu urodziny. – Spojrzał na zegarek. – To znaczy miałem, wczoraj.
– Dlaczego jesteś sam?
– Bywa, Jasmine – odpowiedział, zsuwając się ze stołka. – Bywa. Trzymaj się. Wracam do domu.

Był zalany w pestkę. Życie oszczędziło mu jednak standardowego w tym stanie celowania w dziurkę od klucza. Bo drzwi były po prostu niedomknięte. Wobec tego niewiele się zastanawiając, otworzył je, wzorując się na amerykańskich filmach, efektownym kopniakiem. Wszedł do środka i rozejrzał się po mieszkaniu. Tym razem miał do czynienia z profesjonalistami. Wynieśli wszystko z wyjątkiem rozsuwanej szafy w korytarzu. Zdemontowali nawet kuchenkę.
– Pierdolone skurwysyny – mruknął pod nosem, wchodząc do łazienki, gdzie stanął jak wryty. – Jestem wam zajebiście wdzięczny, że nie muszę rzygać na podłogę.
Uklęknął przed muszlą klozetową, która była jedynym elementem armatury, jaki pozostał. Co prawda została również kabina prysznicowa, ale wobec braku baterii była raczej bezużyteczna. Wymiotowanie było z gatunku tych szybkich, przynoszących ulgę. Niestety, wciśnięcie przycisku spłuczki nie zaowocowało szumem płynącej wody. Zamyślił się.
– A to ciekawe. Zrobiliście to specjalnie czy któryś z was jest tak dobrze wychowany?
Wiedział, że jego pytanie jest, niestety, czysto retoryczne. Miał w ustach niesmak i w pierwszym odruchu sięgnął do pokrętła głównego zaworu wody. Zrezygnował jednak z jego otwarcia. Ze ścian wystawały jedynie końcówki rur, woda poleciałaby w kilku miejscach jednocześnie; w kuchni na podłogę tam, gdzie był zlewozmywak, w łazience na podłogę tam, gdzie była umywalka, poza tym pod prysznicem i tam, gdzie była kiedyś pralka. Absurdalność położenia, w jakim się znalazł, wzbudziła w nim trudną do opanowania wściekłość. Tym dokuczliwszą, że jej sprawcy byli nieosiągalni.
Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było udanie się do nocnego sklepu. Kupił dwie flaszki wódki i dużo wody mineralnej. Wracając, zauważył, że to miłe, wchodzić i wychodzić, nie martwiąc się zamykaniem drzwi na klucz. Cóż za oszczędność czasu. Zawiadomienie policji odłożył na później. Usiadł w narożniku pustego pokoju i otworzył pierwszą butelkę. Uniósł ją do góry, ale nie przyszedł mu do głowy żaden toast, więc bez słowa napił się z gwinta gorzkiej żołądkowej. Zaczął się czas oszczędnego życia.
Po pewnym czasie był wdzięczny tym ludziom za to, że posprzątali kuchnię. Bo dzięki temu zapomniał o urażonej męskiej dumie, a tego bólu nienawidził najbardziej.
Tagi: powieść
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)