Królik uśmiercony

Królik uśmiercony

Updike mógłby udanie zainspirować co najmniej paru polskich pisarzy. Niestety, na razie to tylko pieśń przyszłości.
/ 16.08.2007 11:15
Królik uśmiercony

Nikt tak jak John Updike nie opisał amerykańskiej prowincji. Ma dzisiaj 75 lat i obok Saula Bellowa, Thomasa Pynchona, Philipa Rotha i jeszcze ze dwóch–trzech podobnej klasy twórców należy do absolutnej klasyki współczesnej prozy amerykańskiej. Ma zresztą porządnego fioła na punkcie Ameryki, z czym się nie kryje. Uważa swój kraj za najważniejszy eksperyment społeczny świata i uważnie śledzi jego fenomen, na który składają się zarówno Charlie Chaplin, McDonald’s, jak i Faulkner czy Mickey Mouse. Jak każdy szanujący się intelektualista amerykański nienawidzi oczywiście połowy przejawów amerykańskości i ma za złe swojej ojczyźnie równie wiele, ile ma za dobre. Przede wszystkim jednak ją opisywał, opisuje i zapewne póki życia opisywał będzie. To właśnie między innymi on stworzył mit współczesnej amerykańskiej prozy, która nie uległa europejskim szałom eksperymentatorskim i pozostała przy tradycyjnej, jeszcze XIX-wiecznej roli: opisywać rzeczywistość i wymierzać jej sprawiedliwość. Z realiów powieści i opowiadań Updike’a można by utkać dowolny scenariusz filmowy, którego akcja działaby się w średniej wielkości amerykańskim miasteczku między rokiem 1960 a 2007. Od awangardy Amerykanie mieli Faulknera. On jeden starczył za stu nowatorów.

Najsłynniejszym dziełem Updike’a jest powieściowy kwartet o Harrym "Króliku" Angstromie napisany w latach 1960–1990; wszystkie jego części – "Uciekaj, Króliku", "Przypomnij się, Króliku", "Jesteś bogaty, Króliku" i "Królik odpoczywa" – ukazały się także u nas. Niedawno Updike dopisał coś w rodzaju piątej części pod tytułem "Wspomnienie o Króliku", której towarzyszy 12 innych opowiadań. Po polsku całość nazywa się "Miłosne kawałki", właśnie wyszła.

Królik w tej piątej części już nie żyje. Updike opowiada o dalszych życiowych przygodach jego żony i jej aktualnego męża, a przede wszystkim jego syna oraz nieznanej Królikowi córki z dawnego, przygodnego związku. Kto zna dotychczasowe dzieje Królika, jednym tchem połknie to dziwne, "pośmiertne" zakończenie życiowych perypetii ekssportowca, uwodziciela, uczestnika paru rewolucji obyczajowych drugiej połowy XX wieku, biznesmena, popaprańca, naiwniaka i entuzjasty, prowincjusza, przez którego życie przetoczyła się współczesna historia Ameryki. Ale czy da się tak uwieść ktoś, kto cyklu nie zna? Trochę powątpiewam. Kiedy główny bohater przestał istnieć, jakby dusza wyszła z tego niezwykłego cyklu i piąta część już tak nie wciąga.

A opowiadania? Tu zgodnie z tytułem dostajemy solidne "miłosne kawałki". Seks w książkach Updike’a zawsze odgrywał ważną rolę, wcale nie dekoracyjno-komercyjną, jak to dziś w modzie. Był jednym z najważniejszych aspektów amerykańskiej obyczajowości ostatniego kilkudziesięciolecia. Od pewnego zaś momentu stał się wręcz stylem życia zainicjowanym przez bitników, potem przez ruch kontrkultury lat 60. Zaraził całą cywilizację zachodnią, a i wschodnią też, choć tu bariery polityczne często stawały na przeszkodzie. Updike, którego formacja stała u źródeł tej swoistej rewolucji, ma skądinąd sobie i własnemu pokoleniu za złe to rozbestwienie obyczajów. Zwłaszcza pogardę dla życia i śmierci, etyczny relatywizm i wmówienie wszystkim dookoła, że Ameryka jest okropna (wojna w Wietnamie była niezłym argumentem). Szczątki tej rewolucji walają się do dziś po amerykańskiej prowincji, a 12 opowiadań Updike’a jest doskonałym świadectwem tego, co stało się z dawnymi luzackimi kochankami, dziś babciami i dziadkami.
Zawsze marzył mi się jakiś polski a to Roth, a to Bellow, a to właśnie Updike. No, ale widać Polacy wstydzą się wejść na tyle głęboko w prawdę o swoim życiu, by móc stanąć w szranki z tak dobrymi wzorami.

Tadeusz Nyczek/ Przekrój

John Updike, "Miłosne kawałki", przeł. Barbara Cendrowska, Bellona, Warszawa 2007, s. 416, 37 zł

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)