"Kartki z białego zeszytu" - recenzja

Delikatnie, ze starannie wyselekcjonowanych słów, plecie swój pamiętnik Sonia Raduńska. Nieśpiesznie. Za to z dokładnością wnikliwego obserwatora, który potrafi przystanąć z boku i w niemym zachwycie, pełnym zadumy, obserwować pędzący bez celu świat.
/ 11.05.2008 09:09
Delikatnie, ze starannie wyselekcjonowanych słów, plecie swój pamiętnik Sonia Raduńska. Nieśpiesznie. Za to z dokładnością wnikliwego obserwatora, który potrafi przystanąć z boku i w niemym zachwycie, pełnym zadumy, obserwować pędzący bez celu świat.

Książka zawiera zbiór felietonów, publikowanych na łamach „Zwierciadła”. Dni, miesiące, lata, i… kolejne zapisane kartki notatnika. Pięć lat, lecz zaledwie 180 stron szczerego, osobistego dziennika. Zbioru celnych spostrzeżeń i mądrych przemyśleń, między które wplecione są cytaty osób znanych i cenionych. Myśli Herberta, Dalajlamy czy Kapuścińskiego uzupełniają pełen emocji i uczuć tekst, stając się ciekawym dopełnieniem słów autorki. „Kartki z białego zeszytu” - recenzja

Trudno choć na moment oderwać się od chaotycznych zapisków, gdy już „Kartki z białego zeszytu” weźmiemy w swoje ręce. Sonia przypatruje się swej codzienności, my zaś dyskretnie (choć z dużą przyjemnością) wkraczamy w jej intymność. Mimo zaproszenia, momentami możemy poczuć się niczym intruz, który wkradając się w cudze życie, chłonie jego smak i zapach. Cicha muzyka w tle, wyłączony telefon, my i… słowa, które chciałoby się zapamiętać, by niczym feniks odrodzić się z popiołów znużenia, zniechęcenia i obojętności. Tak by znów dostrzegać drobiazgi, znów cieszyć się z rzeczy ważnych, a w codziennym zagonieniu, często tak mało istotnych…

Kim jest bohaterka „Kartek z białego papieru”? Nieco rozdartą wewnętrznie, pewną własnej kobiecości pięćdziesięciolatką, która… wciąż szuka. Miłości, bliskości, spokoju. Także mężczyzny, który stanie się uzupełnieniem, nie całkowitym wypełnieniem, jej codzienności. Partnera „…o szerokich horyzontach i niepospolitym wnętrzu, który nie przesypia życia, ani nie topi go w nałogach, który chce to dzielić i mnożyć z niebanalną kobietą, dojrzałą jak wrześniowe jabłko. (…) Będącego w drodze, afirmującego życie, przy którym nie trzeba udawać mniejszej i głupszej, żeby go nie urazić”. Mężczyzny, przy którym pozostanie sobą, a nie będzie musiała dopasowywać się do jego wyobrażeń i oczekiwań.

Świat autorki to dźwięki domu. Zwierzęta. Przyjaciele, którzy pamiętają. Dzieci, co wyfrunęły już z ciepłego gniazda, ale nie odeszły na dobre. Małe radości. Ludzkie dramaty. Oswojona samotność. Rozczarowania. Sukcesy.

Ot, zwykła codzienność. Zwyczajność często jednak bywa daleka od bylejakości.
Sonia Raduńska akceptuje świat takim, jaki jest. Nie walczy, nie buntuje się, nie narzeka, potrafi jednak dostrzec, że „wieje chłodem i pustką od świata – targowiska”.

Można odnieść wrażenie, że bohaterka dziennika znalazła już własne miejsce i dom-oazę, który chroni ją przed niesprawiedliwościami tego świata. W jej zapewnieniach, że wie kim jest i do czego dąży, trudno znaleźć nutkę fałszu. Sami tak często udajemy, starając się przypodobać innym. Nakładamy maski, bojąc się, że ktoś pozna nasze słabości. Jest wspaniale, super, cudownie! „Świetnie nawet wtedy, gdy pod grzywką schowane jest rozbite mężowską pięścią czoło, gdy w związku nie mamy sobie nic do powiedzenia, gdy nam ze sobą nudno i martwo”, jak pisze autorka.
„Kartki z białego zeszytu” to skarbnica zdań, które zatrzymują nas na chwilę. Zastanawiają. Zaciekawiają. Budzą drzemiące w nas pragnienie, by nie pędzić, ale i nie stać w miejscu. „Mózg, od którego się nie wymaga, któremu się pobłaża, rozleniwia się i sennie zamyka. Chętnie godzi się z brakiem wymagań i zamyka w bezpiecznych wodach płodowych senności, półśmierci”. Dlatego też tak ważne jest, by „nie pozwolić sobie na starzenie czy choćby przejściowy okres starości”.
Chcemy tańczyć? Wirujmy w rytm muzyki. Mamy ochotę na randkę? Nie patrzmy w metrykę, a ruszajmy na podbój męskich serc. Przytłacza nas nawał obowiązków? Zrezygnujmy z męczących, nic nie wnoszących zajęć („bo wypada…”) na rzecz osobistych, prawdziwych spotkań z ludźmi. I nie bójmy się nazywać naszych uczuć – kochamy, tęsknimy, cierpimy, czujemy złość i rozczarowanie, jednak wszystkie doświadczenia powodują, że żyjemy naprawdę. Odpowiedzialnie, i świadomie.
Kiedy już poznamy nasze potrzeby, może wtedy z łatwością pozbędziemy się ciążącego nam nadbagażu? I zrozumiemy, że „żyć powoli, na tym polega tajemnica szczęścia”. (Eric-Emmanuel Schmidt)

Kolejna pozycja na naszym rynku wydawniczym, koło której ciężko przejść obojętnie.
Polecam!

Sonia Raduńska
„Kartki z białego zeszytu”
ISBN: 978-83-7414-381-3
liczba stron: 184
rok wydania: 2008
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 125 x 195 mm
seria: Z miotłą
wydawca: W.A.B.

Anna Curyło