Jeszcze jedno pożegnanie

Powieści Jamesa Ellroya i Jean-Claude’a Izzo jak większość dobrych kryminałów opowiadają o utracie złudzeń i zmierzchu świata, jaki znaliśmy.
/ 16.08.2006 11:48
karnet1.gifTraf chciał, że przekłady środkowych części dwóch powieściowych trylogii trafiły do nas niemal równocześnie. W „Sześciu tysiącach gotówką” Ellroy rozpoczyna opowieść w miejscu, gdzie kończył się jego „Amerykański spisek” – w Dallas, w dniu zamachu na prezydenta Kennedy’ego – i brnie przez mroki amerykańskiej historii aż do 5 czerwca 1968 roku, gdy zginął Robert F. Kennedy. Natomiast Jean-Claude Izzo znowu opowiada o Marsylii lat 90. i kolejnym gorzkim śledztwie znanego z „Total Cheops” komisarza, a właściwie już ekskomisarza Fabia Montalego.

karnet02.jpg „Sześć tysięcy...” to brutalna, wielowątkowa fikcja polityczna
z godną podziwu precyzją łącząca kilka spiskowych teorii w zatrważającą całość. Waszyngton i Wietnam, Las Vegas, Floryda, Kuba i nękane rasizmem Południe są areną skomplikowanej gry klanu Kennedych, ruchu praw obywatelskich pastora Kinga, mafii, FBI z Edgarem Hooverem na czele, CIA, armii, Ku-Klux-Klanu i osuwającego się w obłęd Howarda Hughesa. Ellroy brawurowo radzi sobie z piekielną mieszanką dowiedzionych faktów i własnych domysłów. Teorię wielkiego spisku przyobleka w ciało. Pokazuje jego praktykę, metody, codzienność. Wprowadza pełnokrwistych bohaterów z drugiego i trzeciego szeregu: fanatyków, wykolejeńców, zbłąkanych idealistów od brudnej roboty. Referuje rzecz chłodno, używając krótkich, telegraficznych zdań i ich równoważników.
karnet01.jpg„Szurmo” przynależy do innej tradycji. Zdaje się różnić od „Sześciu tysięcy...” tak bardzo jak marsylskie frykasy, którymi raczy się Fabio Montale, od hot dogów opiekanych miotaczem płomieni w obozie szkoleniowym antyfidelowskich bojowników u Ellroya. Książka Izzo to kryminał kameralny, skupiony na głównym bohaterze i jego mieście, bo Marsylia ze swoim krajobrazem, zapachem, muzyką i smakami jest tu równoprawną postacią. „Marsylia to los” – powiada Montale, który choć świadom korupcji, potęgi mafii i narastających w arabskich blokowiskach konfliktów, pielęgnuje jej obraz jako przystani zdrowego rozsądku i uniwersalnej cnoty, gdzie międzyludzka solidarność potrafi oprzeć się złowrogiemu światu. Odwrotnie niż u Ellroya punktem wyjścia „Szurmo” nie jest wielka polityka, lecz rodzinny dramat. Montale na prośbę kuzynki próbuje odszukać jej zaginionego syna i natrafia na rzeczy, o których wolałby zapewne nie wiedzieć. Rama tej opowieści wzięta jest z antycznej tragedii, bo – jak się okazuje – syn ginie z ręki ojca; ani jeden, ani drugi nie wiedzą zaś wcześniej o swoim istnieniu. Lecz siłą sprawczą dramatu jest – podobnie jak u Ellroya – walka o władzę i wpływy.
Ellroy rozprawia się z mitem amerykańskiej niewinności. Izzo opisuje bolesne pożegnanie z francuskim ideałem republiki wziętym w kleszcze przez rasistów z Frontu Narodowego i islamskich ekstremistów. Jego teza, że radykałowie wszelkiej maści jednoczą się nieuchronnie przeciwko zwykłym, spragnionym spokoju ludziom, nie jest nowa, ale talent i pasja, z jakimi ją stawia, przydają mu wiarygodności i mocy.
Ile jest prawdy w tych książkach? „Większość ludzi nie rozpoznaje napotykanych rzeczy ani też nie pojmuje dotyczących ich wyjaśnień, dając wiarę własnym fantazjom” – naucza Heraklit.
God bless America. Marsylia jest wszędzie.

Marcin Sendecki/ Przekrój

James Ellroy „Sześć tysięcy gotówką”, przeł. Violetta Dobosz, C&T, Toruń 2006

Jean-Claude Izzo „Szurmo”, przeł. Maryna Ochab, W.A.B., Warszawa 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)