POLECAMY

"Gra" - We-Dwoje.pl recenzuje

Nie oceniaj książki po okładce nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia. Pod dziwacznym opakowaniem kryje się bowiem całkiem sensowny, bardzo wciągający kryminał. To niezmiernie ciekawy, bardzo wciągający początek nowej sagi. I to wcale nie tylko dla nastolatków.

Nie oceniaj książki po okładce nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia. Pod dziwacznym opakowaniem kryje się bowiem całkiem sensowny, bardzo wciągający kryminał. To niezmiernie ciekawy, bardzo wciągający początek nowej sagi. I to wcale nie tylko dla nastolatków.

Na początku jest bardzo źle. Zniechęca okropna, kiczowata okładka, kojarząca się z czymś z gatunku mrocznego, ale tandetnego horroru. Ci, którzy przymkną na nią oko zobaczą, że pod spodem kryje się całkiem sensowny kryminał. Rzetelnie napisana opowieść Krystyny Kuhn to doskonała powieść nie tylko dla nastolatków. Zapowiada się kolejna miła dla czytelniczego oka saga. Oby tylko kolejne części były lepiej przetłumaczone.

Bo oprócz nieciekawej okładki, to fatalne tłumaczenie najbardziej rzuca się w oczy. Niemiecka książka przetłumaczona została na nasz ojczysty język z zachowaniem (podejrzewam, że obecnych w oryginale) angielskich wtrąceń. Ale tłumacz chyba angielskiego nie znał. I dlatego to, co było po angielsku zostało tak zostawione, a to co zostało przetłumaczone, przetłumaczone zostało fatalnie. I tak: dziekan zostaje w książce Deanem, a serial „Chirurdzy” pozostaje w tekście bezpośrednio i bezsensownie przetłumaczony jako „Anatomia Greya”. Bohaterowie co rusz wykrzykują studenckie „yeah”. Takich przykładów jest znacznie więcej. Trochę szkoda, bo to naprawdę sensowna książka, której należy się lepsze traktowanie.

„Gra” to pierwszy tom z czegoś co podobno ma być serią książek. Już w pierwszej scenie poznajemy rodzeństwo Frost. Julia i Robert przyjeżdżają do Kanady, do elitarnej szkoły Grace College, gdzie uczą się przyszłe elity świata. Już od pierwszego dnia Julia nie może pozbyć się wrażenia, że w murach szkoły dzieje się coś złego. Także Robert wydaje się potwierdzać jej przypuszczenia. Oboje jednak przekonują się z dnia na dzień, że ich fobie są wynikiem własnych traumatycznych doświadczeń z przeszłości i coraz spokojniej zaczynają studia. Zbliżają się otrzęsiny pierwszego roku i wielka zaplanowana impreza. Podczas urządzonej nad jeziorem balangi, Robert widzi, jak z klifu skacze do wody dziewczyna. Rzuca się na ratunek, jednak nie jest w stanie odnaleźć potencjalnej samobójczyni. Niestety nikt nie wierzy mu, że naprawdę coś widział, nawet Julia nie staje po jego stronie. Kiedy jednak okazuje się, że na kampusie zaginęła dziewczyna, wszyscy jeszcze raz rozważają jego relację. Co tak naprawdę widział Robert?

Krystyna Kuhn jest niezmiernie poczytną autorką w swoim kraju, a jej powieści od razu znajdują rzesze wielbicieli. I to nie bez powodu. Mimo nieprawdopodobnego zalewu rynku, przez tzw. literaturę młodzieżową, Kuhn jest w stanie stworzyć coś nowego, coś oryginalnego. Coś niezmiernie wciągającego, wcale nie tylko nastolatków, ale także tych (jak ja!), którzy nastoletnie lata mają za sobą. Jest w tej opowieści coś kryminalnego, coś mrocznego i coś zapowiadającego się na niezmiernie interesujący cykl opowieści. Wszystko jest logiczne, bardzo ciekawe i nieudziwnione. To zaszczyt dla czytelnika, że książki Kuhn pojawiły się na polskim rynku. Obyśmy nie musieli czekać długo na kolejną.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 lat temu
Szanowna Pani, miło mi, że treść przetłumaczonej przeze mnie książki pani Krystyny Kuhn zrobiła na Pani wrażenie. Nie kryję, że najbardziej na tym mi zależy. Dziękuję również, że odnosi się Pani do tłumaczenia. Niestety niezbyt dla mnie przychylnego. Jasne, każdy może krytykować przekład, może się on podobać lub nie. Zawsze najlepsze jest porównanie, gdy się przeczyta oryginał. Pani go nie czytała, skoro twierdzi w recenzji: „Niemiecka książka przetłumaczona została na nasz ojczysty język z zachowaniem (podejrzewam, że obecnych w oryginale) angielskich wtrąceń.” Oczywiście, zawsze można lepiej. Proszę spróbować się kiedyś z tym zmierzyć. Chciałbym więc wyjaśnić zasygnalizowane przez Panią rozbieżności. „Dean” – oprócz „dziekana” oznacza również imię. W tłumaczeniu skłoniłem się bardziej w tym drugim kierunku. Czy dobrze? Kwestia otwarta. Moim zdaniem „dziekan” brzmiałoby zbyt po polsku, pozbawiając przy tym czytelnika atmosfery amerykańskiej uczelni. Tym bardziej, że nie zawsze stanowiska na uczelniach na świecie mają stuprocentowe odpowiedniki w innych krajach. Autorka nie użyła przecież ani niemieckiego „Dekan”, ani innego germańskiego synonimu. „Anatomia Grey’a” – w tym przypadku bardziej myślałem o podręczniku akademickim do anatomii Henry’ego Graya, niż o serialu, którego nie miałem niestety okazji oglądać. Wiem, jedna literka. Cóż, zdarza się. Bardzo przepraszam. Dodam, że ten błąd nie burzy treści utworu. Z drugiej strony ktoś, kto zdecydował się po polsku zatytułować serial „Chirurdzy” mógł rozważyć wcześniej grę słów odnoszących się do znanego powszechnie dzieła z zakresu medycyny. Tłumacząc staram się jak najprawdopodobniej oddać myśl autora. Nie moją rolą było przekładanie anglicyzmów, skoro pani Kuhn, czyli autorka powieści, celowo je tam umieściła. Warto więc zawsze przemyśleć krytykę, zanim się ją opublikuje. Proszę również zauważyć, że w swej wypowiedzi zaprzecza Pani sama sobie. Podkreśla Pani zalety treści książki, poddając jednocześnie tłumaczenie ostrej krytyce. Przecież to nielogiczne. Z poważaniem Robert Rzepecki