Flaneurzy i kokoty

Kto przeczyta monumentalne „Pasaże” Waltera Benjamina, zobaczy Paryż, jakiego nawet sobie nie wyobrażał.
 
Miał to być zwykły artykuł do gazety. Walter Benjamin, niemiecki filozof znany w Polsce choćby z „Ulicy Jednokierunkowej”, zamierzał w 1927 roku napisać tekst o paryskich pasażach, czyli ulicach zamienionych w luksusowe, zadaszone targi. Ten esej nigdy nie powstał, za to Benjamin zaczął zbierać materiały do monumentalnego dzieła – panoramy XIX wieku: stosunków społecznych, przemian kapitalizmu i miejskiego życia na przykładzie Paryża. Dziś dostajemy do rąk efekt – gigantyczny zbiór zapisków, czyli jego nieukończoną budowlę.
Proszę się nie przerażać – zamiast chaosu notatek mamy przed sobą genialną kopalnię obrazów, motywów, a miejscami wręcz powieść interaktywną i wieloplanową, której bohaterami są postacie, ale i towary, sprzęty czy idee. W dodatku sami tę powieść stwarzamy, otwierając na chybił trafił i podczytując – spacerując to tu, to tam.
Benjamin przeniósł się do Paryża i zakopał się w bibliotece. Zapełniał kolejne teczki cytatami i komentarzami. Interesowały go rozmaite miejskie zjawiska: konstrukcje żelazne, reklamy, prostytutki, wnętrza mieszkalne, poezja Baudelaire'a, postać flaneura, czyli typowego spacerowicza, który włóczy się bez celu w tłumie paryskim, dagerotypy, wystawy światowe, bulwary Haussmanna. Równolegle uważnie czytał Marksa i surrealistów, z którymi dzielił fascynację snami. Kolejne teczki rosły, ale finał dzieła oddalał się z każdym dniem. Jego pracy sekundowali przyjaciele filozofowie – Theodor W. Adorno i Max Horkheimer. Jednak w 1940 roku Benjamin, żydowskiego pochodzenia, musiał uciekać z Paryża. Najbardziej bolał nad tym, że nie zdążył ukryć rękopisów. „Czytam »Czerwone i czarne« – pisał do Adorna. – Wszystko we mnie jakoś zamarło”. Gdzieś na granicy francusko-hiszpańskiej zagrożony wydaniem w ręce gestapo popełnił samobójstwo.
„Pasaże” nie są przykładną historią XIX wieku. Benjamin tworzy literacki montaż cytatów. Nie opisuje, tylko pokazuje nam obrazy przeszłości. Jako zbieracz szuka konkretów, które mają mówić same za siebie. Dalekim celem tej syntezy miało być przebudzenie się ze snu, jakim był XIX wiek. Czas, kiedy wszystko stało się towarem, a prekursorką gospodarki towarowej była, jak pisze Benjamin, dziwka. Zaś świątynią towarów stały się, właśnie w XIX wieku, pasaże. Przechadzali się po nich flaneurzy dandysi z modnymi wtedy żółwiami. W mikroświecie pasaży wszystko sąsiadowało ze wszystkim – luksusowe przedmioty i starocie, ekskluzywne parasolki, zmiotki do kurzu i Wenus z Milo. „Żeńska fauna pasaży: kurwy, gryzetki, leciwe wędrowne handlarki o wyglądzie czarownic, łachmaniarki”. Ten pejzaż należy do czasów zmierzchu, niebawem rolę pasaży przejęły domy towarowe. Ostatecznie „w 1893 przepędzono kokoty z pasaży”.
Badacze już od dawna studiują Benjaminowską wizję XIX wieku. Ale ten niezwykły tom jest gratką dla całych rzesz innych ciekawskich czytelników: zbieraczy śladów przeszłości czy amatorów niezwykłego języka Benjamina. Polecam cytaty na motta do książek, na przykład: „Nuda to kawał ciepłego szarego sukna, podbitego jaskrawym, różnobarwnym jedwabiem. Spowijamy się nim, gdy śnimy”. Żadnej powieści na razie nie planuję, ale na wszelki wypadek mam już przynajmniej 10 cytatów. Najlepszego nie zdradzę. Sami go państwo znajdziecie.

Justyna Sobolewska/ Przekrój

Walter Benjamin „Pasaże”, przeł. Ireneusz Kania, WL, Kraków 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)