Antyreklama kobiet

Czy naprawdę cała nasza wartość to negliż i wafelek w dłoni?
/ 16.03.2006 16:57
 
Oglądania reklam unikam jak ognia, bo patrząc na nie, wpadam w otchłań depresji. Z reklam dowiaduję się, że jestem gorszym podgatunkiem homo sapiens. Co robi przeciętna kobieta w świecie reklam? Poleruje podłogi, z podnieceniem przyrządza zupę z proszku albo od wielu tygodni zajmuje się spieraniem jednej plamy.
Gdy już upora się z obowiązkami domowymi, koncentruje się na zwalczaniu zmarszczek
i odchudzaniu się. Jest po prostu głupią kurą domową, której największą ambicją jest utrzymanie idealnej czystości w rodzinnym gniazdku i dbanie o urodę. Po drodze powinna koniecznie dbać o to, żeby się nie spocić.
W pogłębionej analizie psychologicznej wypadamy jeszcze gorzej. Ona pyta, czy rogaliki są świeże. Pyta napastliwie, tonem jędzy gotowej ugryźć w każdej chwili. On – mąż idealny, zapewnia, że sprawdził – rogaliki są świeżutkie. Żona-potwór, szykuje podstępny atak: ale kredytu nie sprawdziłeś! Nigdy w życiu nie słyszałam takiego dialogu. Nie znam idiotki, która od rogalików przechodzi do strategicznych planów finansowych, ale słuchając reklam, zastanawiam się, czy jestem nietypowa.
Oto piękna, roznegliżowana pani rozkłada się na masce samochodu. Kobieta jest gadżetem podkreślającym atrakcyjność auta. Oznacza to, że oferta adresowana jest do mężczyzn, a kobieta jest dodatkiem – atrakcyjnym opakowaniem. A przecież bywamy klientkami salonów samochodowych i nie jesteśmy produktem, z którego można zrobić opakowanie. Kolejna pani pręży się erotycznie, zsuwa ramiączko już i tak bardzo kusej i przezroczystej koszulki, aby wreszcie skonsumować wafelek. On patrzy łakomie – nie wiadomo: na nią czy na smakołyk.
O co chodzi? Czy naprawdę jesteśmy ograniczone umysłowo, rozpasane erotycznie idramatycznie komiczne? Czy cała nasza wartość to negliż i wafelek w dłoni?

Kobieta jako matka okazuje się niedorozwiniętym umysłowo lekkoduchem. Żeby dziecko mogło się prawidłowo rozwijać, należy podać mu płatki śniadaniowe i batonik pełen witamin. Synek może przemoknąć na deszczu, więc trzeba dać mu jakiś produkt mleczny. Strach pomyśleć, co wyrośnie z naszych dzieci poddanych tak troskliwej opiece. Wspaniale wypadamy natomiast w staraniach o dobrą atmosferę w rodzinie. Wystarczy odpowiednia margaryna, przyprawa do zupy, płyn do płukania tkanin i już wszyscy są szczęśliwi. To bardzo proste i tylko dlatego dajemy sobie radę. Ale mamy też sukcesy. Nasz największy wkład w rozwój ludzkości to odkrycie odpowiedniego płynu do mycia naczyń, który rozpuszcza tłuszcz i środka zabijającego bakterie w muszli klozetowej. Musimy się odchudzać, bo kusimy mężczyzn, jedząc słodycze. Mamy okropny charakter i dlatego nasze relacje z bliskimi naprawiamy za pomocą majonezu i odświeżacza powietrza. A poza tym, jak wynika z reklam, wszystkie jesteśmy młode, szczupłe, wystrojone i umalowane od samego rana. Nie ma innych kobiet. A jeśli istnieją, niech się zapadną pod ziemię.
Nie oglądam reklam, bo nie chcę być odbiorcą antykobiecej propagandy. Mam więcej niż dwadzieścia pięć lat i własną kartę kredytową. Sama decyduję, jak jej użyję. Nie kupię produktów opakowanych w damskie ciało albo będących lekarstwem na głupotę. Nie jestem lalką ani stworzeniem bezrozumnym. Jestem przedstawicielką ponad połowy społeczeństwa. Mam władzę, bo mogę nie kupić, a wtedy antykobiece reklamy okażą się nieskuteczne.

Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy doradztwa personalnego, wykładowca Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)