"Adopcja. Czy jesteście gotowi?" - fragment poradnika

Wybór miłości «Oto twoja szwagierka wróciła do swego narodu i do swego boga – powiedziała Noemi do Rut. – wracaj i ty za twą szwagierką». Odpowiedziała Rut: «Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg moim Bogiem».(Rt 1,15-16)
/ 11.03.2008 14:31
Wybór miłości
«Oto twoja szwagierka wróciła do swego narodu i do swego boga – powiedziała Noemi do Rut. – wracaj i ty za twą szwagierką». Odpowiedziała Rut: «Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg moim Bogiem».
(Rt 1,15-16)


Myśl o adoptowaniu dziecka stopniowo nabierała realnych kształtów, podobnie jak ląd wyłaniający się na horyzoncie, którego zarys stawał się większy z każdym upływającym dniem. Jednak z takiej odległości trudno było dostrzec szczegóły. Nie wiedzieliśmy, jakie warunki musimy spełnić, aby adopcja była możliwa, i nie potrafiliśmy obiektywnie ocenić, czy sprostamy temu wyzwaniu. W sprawności „rodzice” osiągnęliśmy wynik siedem, a lekarz mający pod opieką nasze pociechy żartował, że mamy więcej doświadczenia z dziećmi niż większość pediatrów. Mimo to czuliśmy, że wychowywanie przybranego dziecka postawi nas wobec nowych wyzwań, całkowicie odmiennych od tych, z jakimi spotykaliśmy się w przypadku naszych biologicznych dzieci (nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas, jak bardzo się to okaże prawdziwe!).
Jedna sprawa była mimo wszystko jasna: czuliśmy się powołani do adopcji. Nagle też – niby przypadkiem – zostaliśmy zalani związanymi z adopcją informacjami. Często od napotkanych ludzi słyszeliśmy ich osobiste opowieści o adopcji. Kiedy od obce osoby zaczynały opowiadać mi własne historie, zastanawiałam się, czy przypadkiem ktoś nie przylepił na moich plecach karteczki z napisem: „Mówcie mi o adopcji”. Nawet czytania z Pisma Świętego w kościele były znaczące. Przez całe lato słuchaliśmy, fragment po fragmencie, o tym, jak Bóg troszczy się o sieroty i słyszy ich płacz, że dzieci z każdego zakątka ziemi zgromadzą się w jednym domu i że wszyscy jesteśmy przybranymi dziećmi Ojca niebieskiego. Wszystko wydawało się odwoływać do adopcji.
W momencie, gdy coraz poważniej zaczęliśmy myśleć o przysposobieniu dziecka, wezwanie do adopcji stało się w nas głośniejsze i wyrazistsze. Wiedzieliśmy od samego początku, że wybór należy do nas, ale pojawiała się jeszcze kwestia, jaką decyzję ostatecznie podejmiemy. Było tak, jakby ktoś oczyszczał ścieżkę przed nami. Bóg, który najlepiej toruje drogę, włączył się aktywnie do sprawy. Musieliśmy tylko dotrzymywać Mu kroku.
Adopcja powinna być przemyślanym wyborem, mającym rozszerzyć naturalne granice życia rodzinnego. Jednak, aby rodzina otworzyła się i przyjęła nową osobę, potrzeba pracy. W naszym domu nie wszystko przyszło od razu, ale następowało przez dłuższy czas krok po kroku; tymi krokami były codzienne wybory. Przekonanie o naszym powołaniu do adopcji było dla naszej rodziny ważnym azylem w czasach frustracji i zmagań. W chwilach, kiedy nasza miłość była wystawiana na próbę, znajdowaliśmy na powrót ufność w zwyczajnym pamiętaniu o tym, że adoptowaliśmy naszą córkę nie tylko dlatego, że tak chcieliśmy czy postanowiliśmy, ale ponieważ zostaliśmy powołani – wręcz poproszeni – by to uczynić.
Miłość zawsze wiąże się z wyborem. Para decyduje się zaakceptować siebie wzajemnie takimi, jacy są, kochać się bez względu na wszystko i swój związek pielęgnować. Wszystko to prowadzi do zasadniczych wyborów. Wybieramy przebaczenie, dialog i wszystko, co służy miłości.
Rozważając rzecz w tych kategoriach, dynamika procesu adopcji jest bardzo podobna do tej w małżeństwie. Kiedy chcemy kogoś poślubić, decydujemy się na miłość na całe życie. Bierzemy wzajemną odpowiedzialność za siłę i słabości drugiej osoby, nie tyle po to, by je zmieniać, lecz by wspólnie je nieść. Para nie rozpoczyna jako zjednoczona, ale przez całe lata staje się jednym dzięki wspólnemu życiu. Małżeństwo jest wezwaniem, powołaniem do miłości, która daje siebie. To samo można powiedzieć o adopcji.
Nierzadko iskra powołania do adopcji rozpala się u jednego z małżonków, a później przechodzi na drugiego. Czasami ważne jest, by zwolnić bieg wypadków, dzięki czemu oboje przyszłych rodziców będzie miało dość czasu i przestrzeni na rozpatrzenie sprawy. Decyzja o adopcji dziecka, która tak bardzo zmienia życie, musi zostać podjęta w jedności i pokoju. Naprawdę nie trzeba się spieszyć. Możesz być przekonana ponad wszelką wątpliwość, że Bóg wzywa cię, byś adoptowała dziecko. Jednakże fundament miłości, który jest potrzebny do zbudowania silnej rodziny, może zostać podkopany, jeżeli jedno z małżonków manipuluje drugim lub mu się podporządkowuje. Adopcja powinna być wynikiem dojrzałej zgody obydwu stron, a nie kompromisu. Poza wszystkim, zdajemy sobie sprawę, że upragniona rodzina nie może zostać zbudowana na ruinach tej, jaką mieliśmy do tej pory.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)